PiS już raz dokonał takiego zwrotu, dzieląc Polskę na tę liberalną i tę solidarną. W zasadzie wszystkie te sformułowania należałoby wziąć w cudzysłów. Niczego bowiem nie dzielono, a dobór przymiotników był mocno naciągany. W istocie zdefiniowano przeciwnika, a w opozycji do niego „samych siebie”. Po stronie antyliberalnej mogli zatem znaleźć się Zyta Gilowska i Kazimierz Marcinkiewicz. Po stronie przeciwników Polski solidarnej – wielu przywódców Solidarności z lat 80. Zwycięstwo PiS nie polegało na trafności diagnozy, ale na jej perswazyjnym oddziaływaniu na całą scenę polityczną i na wyborców.

Partia Jarosława Kaczyńskiego trafiła w emocje części wyborców – często głosujących wcześniej na Samoobronę, Ligę Polskich Rodzin, być może także taktycznie na każdą partię znajdującą się w ostrej opozycji wobec rządzących. Stworzyła nie tylko wyrazistego wroga: zamożną i pełną pychy „Polskę liberalną”, lecz także dowartościowała niechęć wobec „tej Polski”. Sprzeciw wobec panujących porządków ekonomicznych stawał się po prostu wiernością ideałom Solidarności. Nawet jeżeli w latach 80. nie byłeś w jej szeregach, to teraz możesz stać się częścią Polski solidarnej dzięki niechęci do liberalizmu. PiS wypowiedział w ten sposób nie tylko przyszły sojusz z PO czy wszelkie wcześniejsze sojusze obozu posierpniowego zawierane między centroprawicą a liberałami. Stworzył też nową oś rywalizacji pozwalającą na efektywne dyskredytowanie przeciwnika w oczach własnych wyborców i znaczącą rozbudowę własnego elektoratu w oparciu o nową definicję sporu.

Dziś PiS próbuje powtórzyć ten sam manewr, wytyczając nową oś podziału. Nie nazwał jeszcze stron „Polską patriotyczną” i „Polską kosmopolityczną”, nie funkcjonują precyzyjnie wymierzone w przeciwnika epitety. Wcześniejszy „najgorszy sort” czy ostatnie „mordy zdradzieckie” to zaledwie zapowiedzi retoryki, jaką dopracuje zapewne na okoliczność kilku kampanii wyborczych lat 2018–2020. Ale zwrot się dokonał i polega na uznaniu, że oś socjalno-liberalna może okazać się – w starciu o utrzymanie większości parlamentarnej i władzy – nieefektywna.

Treść całej opinii można przeczytać w weekendowym wydaniu DGP.

>>> Czytaj także: "Kamienice sprzedawały dzieci albo 130-latkowie". Kraków też ma problem z reprywatyzacją