Idzie jesień, nie ma na to rady – a szkoda, bo to depresyjna pora. Zwłaszcza dla polityków. Zaś tegoroczna jesień zapowiada się wyjątkowo przygnębiająco. A winę za to ponosi Andrzej Duda.

Gdyby nie wetował, to obóz władzy trwałby w radosnym amoku, że wszystko mu wolno. Tylko możność ciągłego gnębienia opozycji i wprawiania w dygot obywateli z obozu liberalnego rekompensuje kilka dni opadów ciągłych. A gdy tak jeszcze przyjemne połączyć z pożytecznym i wyciągnąć ze spółek Skarbu Państwa kolejne miliony na jakąś kampanię medialną (temat bez znaczenia), to i mgły przestają smucić, a zmiana czasu na zimowy wkurzać.

Tymczasem Duda nie podpisał. Swoją decyzją powinien teoretycznie wprawić opozycję w szał radości. Dzięki której, jeśli nie obóz rządzący, to przynajmniej liberalny uniknąłby jesiennej depresji. Ale teoria bywa odległa od praktyki, bo prezydent i tak już permanentnie smutną opozycję po prostu dobił. Występ polityka PO Borysa Budki u Kuby Wojewódzkiego stanowi widomy dowód, co się dzieje, gdy człowiek z załamaniem nerwowym udaje, że jest dowcipny. Oglądając coś tak strasznego, zaczyna się tęsknić za leczeniem kanałowym zęba bez znieczulenia. Po prostu mniej boli.

>>> CAŁY TEKST W WEEKENDOWYM WYDANIU "DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ"