Potępiając presję Stanów Zjednoczonych na Wenezuelę i - jak to określił - próby zdyskredytowania kubańskiej branży turystycznej, Diaz-Canel oświadczył, że te i inne wydarzenia w regionie dowodzą, iż "imperializmowi nie można ufać, ani trochę, nigdy".

Przemawiając na uroczystości upamiętniającej 50. rocznicę śmierci Ernesto Che Guevary, wiceprezydent podkreślał, że "Kuba nigdy nie pójdzie na ustępstwa w kwestii swej suwerenności i niezależności, nie będzie negocjowała swoich zasad ani nie zgodzi się, by narzucano jej warunki".

Reuters pisze, że była to, jak się wydaje, odpowiedź na niedawne oświadczenie prezydenta Donalda Trumpa, który powiedział na forum ONZ, że sankcje USA wobec Kuby nie zostaną zniesione, dopóki Hawana nie przywróci demokracji i kapitalizmu.

"Zmiany potrzebne na Kubie będą przeprowadzane wyłącznie przez naród kubański" - podkreślił Diaz-Canel.

86-letni Raul Castro zapowiedział, że ustąpi z urzędu prezydenta Kuby w lutym 2018 roku. Jak pisze Reuters, eksperci oczekują, że 57-letni Diaz-Canel będzie pierwszym kubańskim przywódcą od wczesnych lat 60., który nie nazywa się Castro.

Administracja Trumpa znacznie zredukowała personel dyplomatyczny USA na Kubie i nakazała analogiczną redukcję liczby kubańskich dyplomatów w Waszyngtonie z powodu serii dziwnych "ataków akustycznych" na amerykański personel w Hawanie. Waszyngton nie obciążył Hawany winą za te ataki, ale zarzucił władzom kubańskim, że nie chronią personelu USA. Władze amerykańskie przestrzegły swoich obywateli przed podróżami na Kubę.

Według Departamentu Stanu w ostatnich kilku miesiącach wielu pracowników ambasady USA w Hawanie "stało się celem specyficznych ataków", w których odnieśli "znaczące obrażenia". Wystąpiły u nich takie objawy jak problemy z uszami i utrata słuchu, zawroty głowy, bóle głowy, zmęczenie, zaburzenia funkcji poznawczych i zaburzenia snu. Jak podawały media, osoby te padły ofiarą ataków z wykorzystaniem - jak się przypuszcza - specjalnych urządzeń emitujących niesłyszalne dla ludzkiego ucha, szkodliwe dla organizmu człowieka dźwięki.

Diaz-Canel skwitował to, mówiąc o "rozpowszechnianiu niezwykłych bzdur bez żadnych dowodów", w celu oczernienia "nieskazitelnej reputacji naszego kraju jako bezpiecznej destynacji dla zagranicznych gości, także tych ze Stanów Zjednoczonych".

W ramach zapoczątkowanej w 2015 roku odwilży w stosunkach między USA a Kubą po ponad 50 latach oba kraje otworzyły swoje ambasady. Placówki te działają nadal, mimo ogłoszonego w czerwcu przez prezydenta Trumpa przywrócenia części ograniczeń. (PAP)