Moskiewski dziennik omawia raport komisji ds. ochrony suwerenności i zapobiegania ingerencjom w sprawy wewnętrzne, powołanej w Radzie Federacji, wyższej izbie parlamentu Rosji.

Raport ów głosi, iż "organizacje pozarządowe wykorzystują niejasne sposoby finansowania i wskazuje także na +liczne fakty tak zwanego kształcenia się+ polityków rosyjskich za granicą" - relacjonują "Wiedomosti".

Jak podaje dziennik, wśród mediów dopuszczających się według parlamentarzystów dyskredytacji Rosji w raporcie wymieniono tylko Radio Swoboda (rosyjską redakcję finansowanego przez Kongres USA Radia Wolna Europa/Radia Swoboda).

W kontekście ingerowania w wybory w Rosji wymieniono założony przez byłego szefa koncernu naftowego Jukos Michaiła Chodorkowskiego ruch Otwarta Rosja. Zdaniem parlamentarzystów Otwarta Rosja wydała na kampanie polityczne przed zeszłorocznymi wyborami parlamentarnymi 1 mln USD. Natomiast Timur Walejew odpowiedzialny za projekt Otwarte Wybory powiedział "Wiedomostiom", że Otwarta Rosja nie finansowała kandydatów, lecz udzielała im pomocy intelektualnej i prawnej.

Komisja Rady Federacji zwróciła również uwagę na niedawny apel Komitetu Ministrów Rady Europy o dopuszczenie do przyszłorocznych wyborów prezydenckich w Rosji opozycjonisty Aleksieja Nawalnego. Parlamentarzyści zaznaczyli w raporcie, że komitet RE wezwał, by do wyborów dopuścić "obywatela, który figuruje w konkretnej sprawie karnej"; raport nie wymienia nazwiska Nawalnego.

Inne sposoby ingerencji zewnętrznej w sprawy Rosji to zdaniem komisji dyskredytowanie Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej, wzniecanie waśni narodowościowych, podsycanie wezwań do protestów z udziałem młodzieży, a także sankcje skierowane przeciwko Rosji - relacjonują "Wiedomosti".

Dziennik zauważa, że Państwo Islamskie, które w Rosji jest oficjalnie zdelegalizowane, nie zostało w raporcie wymienione wśród dziewięciu głównych zagrożeń, a uznano je za jedno z "potencjalnych zagrożeń z innych kierunków". "Zachodnie pieniądze w polityce rosyjskiej są straszniejsze od Państwa Islamskiego" - komentują "Wiedomosti".

Grigorij Mielkonjanc z ruchu Gołos, zajmującego się niezależną obserwacją wyborów, w rozmowie z dziennikiem ocenił, że wraz ze zbliżaniem się wyborów (wybory prezydenckie zaplanowano na marzec 2018 roku - PAP) narastać będą oskarżenia o ingerencję z zewnątrz.

Zdaniem Mielkonjanca rosyjskie struktury siłowe naciskają na pewne ograniczenia, jednak na razie nie są one realizowane. "Do podjęcia takich kroków nie są potrzebne żadne komisje. Jeśli nie wchodzą one (ograniczenia) w życie, to znaczy, że na razie istnieją inne racje, poza tym to może być elementem targowania się z Zachodem" - mówi współprzewodniczący Gołosu.

Deputowany do niższej izby parlamentu Rosji, Dumy Państwowej, Siergiej Gawriłow ocenił raport jako sygnał, by omawiać pewne inicjatywy nie na płaszczyźnie praktycznej, a w sferze koncepcji. "Na razie jest to raczej pozycja negocjacyjna: jeśli Zachód nie będzie zaostrzał sytuacji, to i Rosja nie będzie (tego czynić). Jednak komisja uzyska pełnomocnictwa w razie konieczności" - ocenił deputowany.

Komisja parlamentarna, która ma zajmować się monitorowaniem ingerencji obcych państw w sprawy wewnętrzne Rosji, powstała latem tego roku. W ostatnim czasie omawiała możliwość ograniczania pracy mediów amerykańskich w Rosji.

Z Moskwy Anna Wróbel (PAP)