Policja oświadczyła, że użyła siły, gdyż znajdujący się w miasteczku protestujący nie chcieli oddać tarcz, które odebrali policjantom dzień wcześniej. Według opozycyjnego deputowanego Jehora Sobolewa w akcji uczestniczył policyjny oddział specjalny.

„Specnaz napadł na nasz obóz pod parlamentem. Trują nas gazem, kopią po kolanach, starają się wyprzeć ludzi" z obozu - napisał na Facebooku.

Rzecznik policji Jarosław Trakało powiedział tymczasem gazecie internetowej „Ukrainska Prawda”, że rozmowy o zwrocie tarcz prowadzone z demonstrantami, nie przyniosły żadnych skutków. „Po odmowie zaczęły się bójki i przepychanki, w wyniku których zatrzymano 11 osób” - poinformował.

Policja zapewniła po raz kolejny, że miasteczko namiotowe, w którym przebywa kilkaset osób, nie zostanie zlikwidowane. Niemniej w okolicach parlamentu dyżurują wzmożone siły policyjne.

„Policja zapewnia bezpieczeństwo publiczne. Mamy jasne informacje, mówiące o możliwych prowokacjach z użyciem broni” - powiedział komendant główny ukraińskiej policji Serhij Kniazew.

Akcja przed siedzibą Rady Najwyższej Ukrainy trwa od wtorku, kiedy odbył się tam kilkutysięczny wiec. Zwołał go Ruch Nowych Sił byłego prezydenta Gruzji Micheila Saakaszwilego, któremu w lipcu prezydent Petro Poroszenko odebrał ukraińskie obywatelstwo.

W demonstracji uczestniczyły także m.in. partie: Batkiwszczyna byłej premier Julii Tymoszenko, Pozycja Obywatelska byłego ministra obrony Anatolija Hrycenki oraz Samopomoc mera Lwowa Andrija Sadowego.

Ich postulaty to: zniesienie immunitetu parlamentarzystów, wprowadzenie sądów antykorupcyjnych i zmiany w prawie wyborczym. Saakaszwili, który oskarża Poroszenkę o popieranie klanów korupcyjnych, wezwał szefa państwa do złożenia dymisji. "Dopóki jest Poroszenko, nie będzie żadnego postępu, żadnego zwalczania korupcji" - powiedział.

Prezydent ze swej strony wniósł we wtorek rano do parlamentu projekt ustawy o likwidacji immunitetu poselskiego. Zgodnie z dokumentem ma on być zniesiony dopiero w styczniu 2020 roku; opozycja chce, by nastąpiło to najpóźniej w przyszłym roku.

Protestujący zapowiedzieli, że nie usuną miasteczka namiotowego, dopóki nie zostaną spełnione ich żądania. Kolejną demonstrację zaplanowano na czwartek.

Z Kijowa Jarosław Junko (PAP)