Pytany, jak odnosi się do tego, że w sierpniu Putin już po raz drugi w tym roku był na Węgrzech, minister odparł: „Nie cieszymy się, bo mamy o Rosji inne zdanie”. Podkreślił też, że „potrzeba zgodnego stanowiska unijnego w związku z Rosją”.

Waszczykowski powiedział, że Polska otwarcie mówiła o tym z ministrem spraw zagranicznych Peterem Szijjarto i premierem Viktorem Orbanem.

Szef MSZ wyraził przy tym przekonanie, że to naturalne, iż Polska i Węgry inaczej odnoszą się do Rosji, gdyż ich sytuacja geopolityczna jest inna: Węgry nie graniczą z Rosją i z tego względu nie stanowi ona dla nich bezpośredniego zagrożenia, gdy tymczasem granica Polski z obwodem kaliningradzkim ma ponad 200 km, a Rosja umieściła w tym regionie rakiety balistyczne i od czasu do czasu formułuje groźby pod adresem Polski.

Powiedział też, że „Węgry bardzo potrzebują rosyjskiego gazu, a wydaje się, że w tej chwili to jedyna możliwość, bo terminale LNG w Polsce i Chorwacji, a także rurociągi i interkonektory nie są jeszcze dostępne. Rozumiemy to. Ale naszym celem jest to, by do 2022 roku całkowicie uniezależnić się od rosyjskiego gazu”.

Waszczykowski zaznaczył przy tym, że Polska nie nazywa Orbana przyjacielem Putina. „To pragmatyczny polityk, który nie ma innej możliwości” – powiedział. Podkreślił jednak, że Polska chce stworzyć alternatywę dla rosyjskiego gazu. „Ale jeśli będzie alternatywa i Węgry z niej nie skorzystają, możemy zmienić zdanie” – oznajmił.

Pytany o to, czy wojenna retoryka w stosunkach Polski z Rosją jest odwracalna, szef dyplomacji odparł, że wszystko jest odwracalne. Jak powiedział, w latach 80. musiał wyemigrować, bo nie miał żadnych perspektyw, a tymczasem 4-5 lat później rozpadł się sowiecki blok.

„Poza tym rządy Putina też nie będą wieczne, wcześniej czy później – mam nadzieję, że wcześniej – w Rosji nastąpi zmiana. UE i NATO są gotowe do dialogu, ale (Rosjanie) go odrzucają, bo chcą przywrócić Związek Sowiecki” – powiedział Waszczykowski.

Wyraził przy tym przekonanie, że Putinowi nie uda się odrodzenie ZSRR. „Dlatego jego plan minimum polega na tym, by zgodnie z mocarstwową logiką sformułowaną w XIX wieku mógł wraz z kilkoma innymi państwami decydować o przyszłości przestrzeni transatlantyckiej. To myślenie imperialne, z powodu którego trudno z nimi pertraktować” – ocenił.

Zdaniem Waszczykowskiego artykuł 5 Traktatu Północnoatlantyckiego wystarczy, by stawić czoło konfliktowi o niskiej intensywności lub działaniom hybrydowym. „Ale już nie do wybronienia się przed agresją o szerokim zasięgu, jaką ćwiczono na (rosyjsko-białoruskich manewrach - PAP) Zapad” – zastrzegł.

Dlatego, jak powiedział, z sekretarzem generalnym NATO Jensem Stoltenbergiem uzgodniono, że będzie na to reakcja. „Jeśli dyplomacja poniesie fiasko i Rosja będzie nadal zachowywać się tak, jak dotąd, trzeba będzie nie tylko myśleć (o rozlokowywaniu - PAP), ale i rozlokować w regionie dalsze jednostki” – oznajmił.

Waszczykowski odniósł się również do innej kwestii, co do której stanowiska Polski i Węgier się różnią: nowej ukraińskiej ustawy o oświacie. Z powodu ustawy Węgry zapowiedziały wystąpienie z inicjatywą rewizji układu o stowarzyszeniu Ukrainy z UE, a także występowanie przeciwko dalszej integracji Ukrainy z Unią.

„Nie będę tego potępiać, bo jest to dwustronna sprawa między Węgrami a Ukrainą. Nie upolityczniałbym jednak tego problemu, biorąc pod uwagę trudności Ukrainy wynikające z rosyjskiej agresji. Jestem przekonany, że sytuację można rozwiązać w pokojowy, mniej emocjonalny sposób” – powiedział Waszczykowski. Dodał, że mówił o tym Szijjarto, gdy ten zaproponował mu wspólne napisanie listu do władz w Kijowie.

Ustawa przewiduje, że językiem wykładowym na Ukrainie jest język ukraiński. Oznacza to, że szkoły mniejszości narodowych, w których teraz większości przedmiotów naucza się w ich językach, będą musiały przejść na ukraiński.

Polski minister zaznaczył, że ustawa ma na celu uregulowanie sytuacji szkół rosyjskich, a polska mniejszość ma na Ukrainie tylko kilka szkół, które są dwujęzyczne, dlatego też Warszawa nie uważa tego za duży problem i nie przyłączyła się do emocjonalnych deklaracji Szijjarto.

„Ale rozumiem sytuację Węgrów: mieszkają w większej enklawie, mają też więcej szkół, gdzie węgierski jest głównym językiem, choć szczerze mówiąc nie brzmi to dla mnie naturalnie, bo mieszkające tam osoby powinny rozumieć oba języki” – powiedział minister.

Odnosząc się do faktu, że Węgry poparły ponowny wybór Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej wbrew woli rządu Polski, Waszczykowski ocenił, że rządzący na Węgrzech Fidesz, który należy do Europejskiej Partii Ludowej, w tym przypadku „postąpił zgodnie z poleceniem Angeli Merkel i innych przywódców partii”.

Minister powiedział, że polska strona rozmawiała o tym z Orbanem i zna on polskie stanowisko: „To niedopuszczalne, że tak przyjazne państwo i partia otwarcie popierają Tuska, który nie był naszym kandydatem, tylko poprzedniego rządu”. Dodał, że zanim Węgry poparły Tuska, Orban wysłał premier Beacie Szydło „dwuznaczny list, ale nie było w nim obietnic”.

Waszczykowskiego zapytano też o sprzeciw Polski wobec kwotowego systemu relokacyjnego. Minister ocenił, że Komisja Europejska popełniła „straszny błąd”, uznając wszystkich Syryjczyków, którzy dotarli do Europy, za uchodźców, „podczas gdy był nimi tylko ich ułamek”.

Jednocześnie jego zdaniem „nie jest jasne, dlaczego Komisja Europejska uważa za uchodźców tylko osoby z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej”. Przypomniał w tym kontekście, że w Polsce mieszka blisko milion Ukraińców, którzy uciekli "przed wojną i trudnościami gospodarczymi". „Dlaczego Ukrainiec nie może znaczyć tyle co powiedzmy Libijczyk? Nie możemy się zgodzić na ten podwójny standard” – zaznaczył Waszczykowski.

Z Budapesztu Małgorzata Wyrzykowska (PAP)