Siła gospodarcza

Istnieje wiele rodzajów siły – dyplomatyczna, kulturalna, wojskowa i gospodarcza. Zatem stosunkowo łatwo jest odpowiedzieć na pytanie: która gospodarka jest największa na świecie? To prawie pewnie, że Chiny. Mimo to jednak wiele osób może się burzyć na taką odpowiedź. W końcu to USA produkują najwięcej, jeśli chcemy zmierzyć tę wartość za pomocą kursów rynkowych.

Porównanie to może być jednak mylące, ponieważ te same produkty mają inne ceny w różnych krajach. Teoretycznie miara PKB powinna wskazywać na ilość wyprodukowanych dóbr i świadczonych usług – samochodów, telefonów, usług finansowych, etc. – które są wytwarzane w danym kraju. Jeśli ten sam telefon w USA kosztuje 400 dol. amerykańskich w USA, ale tylko 200 dol. w Chinach, to chińskie PKB jest w tym momencie zmniejszone o 50 proc. jeśli chcemy je mierzyć przy pomocy wskaźników rynkowych. Generalnie rzecz ujmując, mniej rozwinięte kraje mają niższe ceny, a to oznacza, że ich PKB jest odpowiednio mniejszy.

Z tego powodu ekonomiści próbują korygować miarę PKB przy pomocy parytetu siły nabywczej pieniądza, który w pewnej mierze niweluje relatywność cen. Oczywiście miara ta nie jest idealna, ponieważ musi uwzględniać jakość produktów, a tę ciężko zmierzyć. Mimo to jednak i tak PKB skorygowane o parytet siły nabywczej jest lepszym odzwierciedleniem tego, co dany kraj produkuje. I jeśli przy pomocy takiej właśnie miary porównamy USA z Chinami, to Pekin wyprzedza już Waszyngton.

Jeśli ktoś nie ufa parytetowi siły nabywczej, to prostą alternatywą są ceny Big Maca. Ten sam burger kosztuje w USA 1,8 razy więcej niż w Chinach. PKB skorygowane o ten właśnie wskaźnik pokazuje, że Chiny jeszcze bardziej wyprzedzają USA.

Jeśli dokonamy pomiaru przy pomocy innych wskaźników, to przewaga Chin jest jeszcze większa. Produkcja przemysłowa w Chinach wyprzedziła amerykańską prawie dekadę temu. Eksport Państwa Środka jest o jedną trzecią większy niż eksport USA.

Być może amerykańskim komentatorom zajmuje więcej czasu zauważanie gospodarczej dominacji Chin, ale reszta świata już to dostrzegła.

Nie oznacza to, że chińska populacja należy do najbogatszych ma świecie. Do tego jeszcze daleko. Kraje z najwyższymi dochodami na osobę na świecie to kolejno Katar, Luksemburg, Singapur, Brunei i Zjednoczone Emiraty Arabskie. Pomimo to nikt nie wysuwa tezy, że Katar czy Luksemburg należą do wiodących gospodarek świata. Powód? Przeliczenia dochodu i PKB na mieszkańca są ważne z punktu widzenia dobrostanu obywateli danego państwa, ale nie przekładają się na gospodarczą siłę danego kraju – o ile kraj nie ma dużej populacji.

Stosunkowo skromny dochód na osobę w Chinach oznacza, że państwo to ma jeszcze wiele przestrzeni, aby rosnąć. Podczas gdy państwa rozwinięte mogą stać się bogatsze tylko poprzez rozwijanie nowych technologii czy dzięki wzrostowi efektywności, to kraje biedniejsze mogą to osiągnąć prościej – poprzez stosunkowo tanie kopiowanie technologii czy imitację zagranicznych praktyk organizacyjnych. Oczywiście nie zawsze przebiega to w taki sposób – często biedne kraje są zakleszczone z powodu dysfunkcyjnych instytucji, braku kapitału ludzkiego czy innych barier rozwojowych.

Niemniej można przypuszczać, że Chinom uda się pokonać przynajmniej część tych barier. Ekonomiści Randall Morck i Bernard Yeung w swojej ostatniej pracy porównują historie Japonii i Korei Południowej (krajów, którym udało się awansować z grona biednych do grupy najbogatszych państw świata) z Chinami. Okazuje się, że chińskie instytucje, generalnie rzecz biorąc, poruszają się po tych samych trajektoriach rozwojowych, którymi wcześniej podążały Japonia i Korea Południowa.

Innymi słowy można stwierdzić, że już nie tylko dziś Chiny są największą gospodarką świata, ale różnica między gospodarkami Państwa Środka i Stanów Zjednoczonych w przyszłości będzie rosła. Widać to w statystykach. Co prawda chińska gospodarka spowolniła w ostatnich latach, ale wciąż rośnie w tempie 6 proc. rocznie, podczas gdy amerykańska tylko 2 proc. Jeśli poziomy te się utrzymają, to chińska gospodarka w ciągu mniej niż dwóch dekad będzie dwa razy większa niż amerykańska.

Siła wojskowa

Zatem pod względem gospodarczym Chiny prześcignęły USA i są na najlepszej drodze, aby w przyszłości zostawić Waszyngton daleko w tyle. Ale co z siłą wojskową? Tutaj wygląda na to, że to USA wciąż mają dużą przewagę. Amerykanie przeznaczają więcej pieniędzy na wojsko niż Chiny, mają większy arsenał nuklearny oraz – dzięki ostatnim wojnom w Afganistanie i Iraku – mają bardziej doświadczonych żołnierzy.

Ale to wciąż nie oznacza, że USA wygrałyby potencjalną wojnę z Chinami. Oczywiście wymiana pocisków nuklearnych doprowadziłaby do przegranej wszystkich stron. Ale pod względem sił konwencjonalnych, istnieje prawdopodobieństwo, że Chiny wygrałyby liczebnością i możliwościami produkcji wojskowej. Jako analogię warto rozważyć starcie USA i Japonii w czasie II wojny światowej. Na początku wojny Japonia produkowała więcej lotniskowców niż USA, a flota Kraju Kwitnącej Wiśni była znacznie bardziej doświadczona niż flota amerykańska (dzięki japońskiej wojnie w Chinach). Ale gdy wojna rozpoczęła się na dobre, produkcja wojskowa w USA znacznie przewyższyła tę japońską.

USA miały także przewagę w żołnierzach w stosunku 2 do 1. Gdy dwa kraje o podobnym rozwoju technologicznym wdają się w walkę, wiele mogą powiedzieć liczby. Chiny mają większe PKB, większą produkcję przemysłową oraz cztery razy większą populację niż USA. Dodatkowo postępy w obszarze technologii myśliwców typu stealth (trudno wykrywalnych dla radarów), broni typu directed-energy weapons (kierującej strumień energii) czy rakiet naddźwiękowych pokazują, że chińskie technologie wojskowe wcale nie są tak daleko za amerykańskimi. Gdyby Chiny rozpędziły wojenną machinę, mogłyby stać się państwem nie do powstrzymania.

Innymi słowy, Chiny są dziś w takiej pozycji, w jakiej były USA na początku XX wieku, czyli supermocarstwa, które jeszcze nie miało okazji, aby zademonstrować swoją dominację. Gdy USA zostały zmuszone do zademonstrowania swojej siły, nikt już nie wątpił w ich potęgę.

Oczywiście Chiny mogą nigdy nie podjąć takiej decyzji, jak USA w XX wieku. Pekin może nie chcieć tak bardzo angażować się na scenie międzynarodowej, może utrzymać umiarkowany arsenał nuklearny oraz pozostać przy niewielkim zaangażowaniu w globalne instytucje. Jeśli tak, to chińska przewaga pozostanie tylko pewną perspektywą i nie zamanifestuje się tak bardzo w rzeczywistości. Ale na to bym nie liczył.

>>> Czytaj też: Macierewicz: W ciągu 10 lat polska armia uzyska zdolność powstrzymania każdego przeciwnika