Trzeba pamiętać, że cztery lata temu dla prorynkowych reform w Chinach panował dużo lepszy klimat polityczny niż obecnie, kiedy to po latach spadku tempa wzrostu PKB kraju zdecydowano o przystopowaniu liberalnych zmian i wrócono częściowo do „ręcznego sterowania”.

Wzorcowy Szanghaj

Szanghajska strefa wolnego handlu (Free Trade Zone, FTZ), w której przedsiębiorcy zagraniczni są traktowani na równi z chińskimi, stała się polem doświadczalnym reform, zwłaszcza finansowych, oraz platformą zmian w takich dziedzinach, jak: liberalizacja handlu juanem, zarządzanie, ulgi podatkowe i szersze otwarcie chińskiego rynku na obcy kapitał. Strefa ta była nie tylko rozwinięciem istniejących już w Szanghaju czterech stref wolnocłowych, ale skupiła w jednym miejscu instytucje bankowe, finansowe i rozliczeniowe, a także agencje sanitarne i weterynaryjne decydujące o dostępie do rynku Chin wielu kategorii produktów rolno-spożywczych.

Zarejestrowane w strefie firmy miały korzystać z dobrodziejstw uproszczonych procedur i odliczeń podatkowych w kilkunastu gałęziach reglamentowanego chińskiego sektora usług, takich jak usługi prawne, medyczne, spedycyjne i świadczone przez internet. Priorytetem dla strefy było jednak przyciągnięcie firm z tzw. nowych branż (zaawansowane technologie, robotyka, biotechnologie, zielona energetyka).

Szanghaj stał się strefą wzorcową, poligonem testowania rynkowych reform przed ich implementacją na szerszą skalę. Władze kładły nacisk (przynajmniej deklaratywnie) na kontrolowaną liberalizację chińskiego sektora bankowości i finansów niezreformowanego dotąd ze względu na ryzyko jego wymknięcia się spod kontroli państwa.

Już po pierwszym roku działalności strefy przedstawiciele zachodniego biznesu skarżyli się na odwlekanie przez rząd centralny przepisów wykonawczych i brak namacalnych korzyści dla firm płynących z tego, że przeniosły się do strefy. Zagraniczni przedsiębiorcy liczyli bowiem, że rozwiązania obiecane w FTZ będą sukcesywnie wdrażane w całych Chinach. Skuszone tą perspektywą zagraniczne firmy zdecydowały się przetestować, jak będzie to działać w skali mikro. Wnioski okazały się jednak mało budujące, dlatego zaczęto przez przedstawicielstwa handlowe w Chinach oraz na szczeblu delegacji rządowych naciskać na Pekin, by wdrożył głębsze zmiany.

Także chińskie media częściowo przyznawały, że strefa w Szanghaju napotkała na bariery i nie stała się, jak zapowiadano na początku – laboratorium reform finansowych z prawdziwego zdarzenia. Władze centralne uzasadniały zwłokę koniecznością podtrzymania surowej kontroli kapitału w obliczu zawirowań gospodarczych. Na przykład rządowa gazeta „China Daily” przekonywała, iż firmy w tej i pozostałych strefach mają dużo większą swobodę w zakresie dokonywania transakcji walutowych czy rozliczeń na rachunkach kapitałowych aniżeli gdzie indziej w Chinach.

Wu Jiangang, ekspert finansowy w Międzynarodowym Centrum Badań Finansowych Ljuziazui w Szanghaju, argumentuje, że FTZ mimo krytyki ze strony zagranicznego biznesu są dobrym rozwiązaniem, gdyż w przypadku tak wielkiego państwa jak Chiny trudno by było eksperymentować z taką polityką na szczeblu ogólnokrajowym. Zawiedzione oczekiwania dotyczące głębszej liberalizacji polityki finansowej np. w szanghajskiej wolnej strefie handlu tłumaczy „presją na juana wywieraną w ciągu dwóch ostatnich lat”.

Redukcja listy negatywnej

Przypomnijmy, że Pekin ustalił dla stref tzw. listę negatywną uniemożliwiającą zagranicznemu biznesowi prowadzenie interesów w wybranych dziedzinach. W tym roku chiński rząd (Rada Państwowa) pod naporem krytyki zweryfikował tę listę, eliminując 27 restrykcji (w porównaniu z listą poprzednią). Na obcy kapitał otwarto m.in. górnictwo (wydobycie metali szlachetnych, w tym litu), usługi związane z dostępem do internetu, budowę wielkich parków tematycznych i usługi ratingowe. Ograniczenia złagodzono też w transporcie, informatyce, usługach finansowo-bankowych, leasingu, edukacji, branży kulturalnej, sporcie i rozrywce. Skorzystają np. wytwórcy sprzętu do transportu kolejowego oraz satelitów cywilnych, bo nie będą już musieli prowadzić biznesu w ramach tzw. joint venture, co w Chinach w przypadku zagranicznych producentów jest koniecznością. 

Rynek pozytywnie zareagował na zredukowanie listy negatywnej, choć w komentarzach zachodnich mediów gospodarczych podkreślono, że inwestycje zagraniczne w sektorach kluczowych, takich jak usługi finansowe czy telekomunikacja, są nadal blokowane.

Po szanghajskiej w Chinach do dziś uruchomiono dziesięć kolejnych stref. Nie są one jednak kopią pierwowzoru, gdyż każda skupia się na własnych priorytetach i odmiennych branżach. Cel jednak pozostaje ten sam: więcej rynku, reform i swobody w prowadzeniu biznesu także dla rodzimych firm. Chodzi również o dostosowanie chińskich przepisów do rozwiązań międzynarodowych i stworzenie w miarę jednolitych wytycznych w całych Chinach dla zagranicznych firm. W Państwie Środka bowiem lokalne władze od lat konkurują ze sobą na potęgę, by ściągnąć do siebie obcy biznes. W tym celu tworzyły własne przepisy i przyznawały ulgi podatkowe niezgodne z rozwiązaniami ogólnokrajowymi, nad czym Pekin stracił kontrolę.

Polska inwestycja

Pierwszy polski biznes zarejestrowany w pilotażowej strefie wolnego handlu w Szanghaju uruchomiła firma Happy Horse, która otrzymała licencję w 2014 roku. Otworzyła w strefie swój pawilon i skoncentrowała na imporcie towarów z Polski (mleko w proszku, galanteria skórzana, słodycze, akcesoria podróżnicze, meble). Sprowadza też do Chin towary premium z UE, USA, Kanady i Australii. Firma działa przez stałą ekspozycję w strefie, sprzedaż detaliczną i hurtową, w tym za pośrednictwem internetu.

Jak dowiedziałem się w przedstawicielstwie Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu w Szanghaju, nie ma danych o pojawieniu się w ostatnim czasie nowych firm z Polski, co świadczy o tym, że wolne strefy handlowe w ChRL nie skusiły na większą skalę naszego biznesu, który jest w nich reprezentowany śladowo. Być może nowe liberalniejsze regulacje chińskie oraz powstanie kolejnych FTZ w Państwie Środka okażą się większą zachętą.

Kierunek zmian

Pekinowi obecnie zależy w pierwszej kolejności na wspieraniu rozwoju zachodnich i środkowych regionów kraju. Trzeba jednak wziąć pod uwagę duże zróżnicowanie lokalizacji stref pod względem ekonomicznym, otoczenia biznesowego i perspektyw rozwoju.

Szanghaj, Guangdong, (Prowincja Kanton) Tianjin czy Fujian, gdzie powstały cztery pierwsze FTZ w Chinach, to pod względem rozwoju inny świat niż Liaoning czy Shaanxi (miejsca nowych stref), których gospodarka boryka się z wieloma problemami, ale gdzie – niejako tytułem rekompensaty – można liczyć na minimum ograniczeń biznesowych czy ułatwienia w przepływach finansowych, których nie uświadczy się poza wolnymi obszarami handlu w ChRL.

FTZ w Chinach miały być, według oficjalnych deklaracji, „awangardą zmian w krajowej strategii rozwoju”. Wprawdzie rzeczywistość zweryfikowała te zapowiedzi, model ten – mimo krytyki ze strony zagranicznego biznesu – będzie kontynuowany, choć ze zmianami, które trudno nazwać rewolucyjnymi. Zdaniem Pekinu o porażce projektu nie ma mowy, a w kolejce po zgodę na otwarcie nowych stref oczekują kolejne miasta i prowincje.

Autor: Adam Kaliński