Z naszych informacji wynika, że na fotel premiera miałby przesiąść się Jarosław Kaczyński. Lider PiS waha się jednak, czy wzięcie formalnej odpowiedzialności za rząd nie spowoduje spadków w sondażach i nie sprawi, że realna dziś wizja zwycięstwa w wyborach za dwa lata się oddali. Decyzja ma być upubliczniona najpóźniej na początku grudnia. – Jeśli prezes ma być premierem, to nie ma lepszego momentu. To teraz najbardziej prawdopodobny wariant – mówi polityk z otoczenia szefa PiS. Równocześnie twierdzi, że z wyścigu do fotela w Al. Ujazdowskich odpadł Mateusz Morawiecki.

Po co jednak zmieniać premiera, skoro notowania i partii, i Beaty Szydło są dobre? Szefowa rządu ma zaufanie społeczne na poziomie 58 proc. A sam PiS w sondażach ma historyczne wyniki przekraczające 40 proc. – Na Nowogrodzkiej kipi frustracja związana ze sposobem rządzenia. Jest poczucie, że premier nie istnieje. Decyzje w takich sprawach, jak Centralny Port Komunikacyjny czy dalsze uszczelnianie VAT, są odwlekane – mówi polityk z otoczenia prezesa partii.

Ponieważ to lider PiS jest ostatecznym arbitrem w ramach obozu, część ministrów odwołuje się do niego w sprawach spornych, a to osłabia pozycję Beaty Szydło. – Jarosław Kaczyński jako premier ma większe umiejętności polityczne i możliwości zarządzania kryzysami – ocenia osoba z jego otoczenia.

Od roszady na czele rządu zależy skala rekonstrukcji reszty gabinetu. Jeśli Szydło utrzyma stanowisko, zmiany dotkną zapewne kilku ministrów. Nieoficjalnie wskazywani są m.in. Andrzej Adamczyk czy Jan Szyszko. Jeśli premierem zostanie Jarosław Kaczyński, w rządzie może dojść do trzęsienia ziemi.

– Nie czuję się zmęczona ani wypalona, ale tu nie mają znaczenia indywidualne ambicje – mówiła premier Szydło wczoraj w rozmowie „Jeden na jeden” w TVN24. Przyznała jednak, że rekonstrukcja będzie. Ogłosiła to na dzień przed rocznicą wyborów wygranych przez PiS. Dzisiaj w DGP podsumowujemy dwa lata „dobrej zmiany”. Zapytaliśmy też Polaków, jak oceniają ministrów.

>>> Czytaj też: Bershidsky: Dlaczego Niemcy są bardziej odporni na fake news niż Amerykanie?