Tymczasem dane opublikowane w tym tygodniu pokazały, że litewski PKB spowolnił po raz pierwszy od ponad roku. W ostatnim kwartale gospodarka Litwy wzrosła o 3,1 procent.

"To oczywiste, że inflacja wywarła wpływ na ograniczenie popytu wewnętrznego" - powiedział w wywiadzie w lokalnej stacji radiowej minister finansów Vilius Sapoka. "Patrząc w przyszłość, wzrost gospodarczy będzie wolniejszy, ale bardziej zrównoważony" – dodał.

Wzrosty cen i PKB w trzech krajach bałtyckich należących do strefy euro, przywołują wspomnienia cyklu koniunkturalnego, który osłabił ich gospodarki w 2008 r. Pojawiły się również pytania, czy zbyt luźna polityka monetarna Europejskiego Banku Centralnego jest odpowiednia dla wszystkich państw należących do strefy walutowej, których gospodarki maja różną specyfikę.

Poza działaniami Brukseli we wszystkich krajach, w tym także na Litwie, wpływ na rozwój gospodarczy mają także lokalne czynniki. Na przykład litewski rynek pracy cierpi na niedobór siły roboczej, przez co roczny poziom płac zwiększył się o 8,7 procent w drugim kwartale tego roku. Z kolei rządowa walka o obniżenie spożycia alkoholu na Litwie, które jest najwyższe na świecie, sprawiła, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy piwo podrożało prawie o jedną trzecią.

Wpływ nowych podatków na spowolnienie gospodarki, w tym tych od alkoholu, będzie w przyszłym roku mniejszy. Ale niedobory na rynku pracy będą nadal się utrzymywać, a nawet pogłębiać się przez exodus litewskich pracowników do lepiej płatnych miejsc pracy w Europie Zachodniej. Dlatego litewski bank centralny ostrzega, że gorsze czasy dla rozwoju gospodarczego mogą jeszcze nadejść.

>>> Czytaj też: Demograficzna katastrofa na północy Europy. Kraje bałtyckie wyludniają się w ekspresowym tempie