Jak to jest, że taka firma jak Ursus, dopiero raczkująca na rynku autobusów, jest w stanie z marszu zaoferować pojazd elektryczny? Odnosząc to na przykład do Tesli, która wydaje miliardy dolarów na udoskonalenie swoich produktów, historia wydaje się zadziwiająca...

Naszym partnerem w Ursus Bus jest firma MZ Kutno. Oni budują autobusy, które jeżdżą po polskich miastach od ponad dekady. Jako pierwsi w Polsce skonstruowali prototyp 18-metrowego autobusu elektrycznego, który oddali na testy do jednego ze szwedzkich miast. Ursus Bus korzysta z tej technologii. Koszty skonstruowania autobusu i samochodu osobowego są też zupełnie inne. Samochód musi spełniać wiele rygorystycznych warunków, przejść setki testów. W przypadku autobusów również wymagane są testy, ale to trochę inny poziom – autobus nie będzie przecież jeździł 200 km/h, tylko 80.

Karol Zarajczyk, prezes Ursusa fot. Wojtek Górski

Karol Zarajczyk, prezes Ursusa fot. Wojtek Górski

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Spółka zapowiadała debiut dostawczego samochodu elektrycznego pod koniec roku. To nadal aktualne?

W połowie listopada przedstawimy prototyp, który potem przejdzie testy. Zdajemy sobie sprawę, że może on odbiegać od wyobrażenia wielu projektantów. Liczymy się z tym, że pierwszy egzemplarz będzie wymagał jeszcze licznych poprawek. Stworzenie takiego samochodu, w pełni bezpiecznego dla użytkowników, nie jest proste. Tutaj już musimy przejść wszystkie rygorystyczne testy bezpieczeństwa, zrobić testy zderzeniowe. Szukamy do tego projektu partnera, który wspomoże nas finansowo. Szacujemy, że do uruchomienia produkcji, którą planujemy w 2019 r., potrzebujemy ok. 10–15 mln euro. Z czego połowę już na etapie uzyskania homologacji. To, co nas niezmiernie cieszy, to ogromne zainteresowanie pojazdem. Mamy zapytania od firm jak DHL czy Poczta Polska, ale też od szpitali, ośrodków zdrowia, służby więziennej. Co więcej, pytają o niego też urzędy pocztowe z zagranicy, np. Austrii.

Cały wywiad z prezesem Ursusa przeczytasz w Dzienniku Gazecie Prawnej