Tak twierdzi GUS po zebraniu informacji z rejestrów prowadzonych przez starostwa powiatowe i prezydentów miast oraz w oparciu o dane z aktów notarialnych. Liczba sprzedanych mieszkań była większa od liczby transakcji i wyniosła 175,7 tys., bo zdarza się, że w pojedynczym kontrakcie ktoś kupuje więcej niż jeden lokal.

– Przyspieszenie na rynku nieruchomości to zasługa niskiego oprocentowania lokat, które wynosi 2–2,5 proc. Dlatego wiele osób wycofało oszczędności i kupiło za nie mieszkania – ocenia Maciej Grabowski z Instytutu Analiz Monitor Rynku Nieruchomości. Jedni robili to po to, by poprawić swoje warunki mieszkaniowe, a inni kupowali lokale na wynajem, bo daje on ponad dwukrotnie większe zyski niż lokata. – Przybyło też nabywców, którzy otrzymali dopłatę z programu „Mieszkanie dla Młodych”, co miało istotny wpływ na statystykę – mówi Katarzyna Kuniewicz, dyrektor badań rynku i analiz w firmie doradczej Reas specjalizującej się w zagadnieniach związanych z rynkiem mieszkaniowym.

Do inwestycji zachęcała też poprawa kondycji finansowej gospodarstw domowych. Rosły płace, spadało bezrobocie, a prognozy analityków mówiły, że pracy będzie przybywać.

Najchętniej kupowano mieszkania o powierzchni od 40 do 60 mkw. Potem te nieprzekraczające 40 mkw. Tego typu lokale stanowiły w 2016 r. ponad 71 proc. transakcji.

Na zakup mieszkania trzeba było wydać średnio 248,8 tys. zł – o zaledwie 1,7 proc. więcej niż rok wcześniej. Najdroższe było na Mazowszu, gdzie za lokal trzeba było zapłacić średnio 377,6 tys. zł. W woj. warmińsko-mazurskim kosztował on tylko 159,2 tys. zł.

W tym roku zapewne pobity zostanie kolejny rekord. – Można już dziś z całą pewnością stwierdzić, że tak będzie przynajmniej w przypadku mieszkań deweloperskich – twierdzi Kuniewicz.

>>> Czytaj też: Za rok kredyty mają być droższe