Gruzja jest często chwalona jako jeden z najbardziej ambitnych partnerów UE na Wschodzie, jako najskuteczniej implementujący reformy demokratyczne i rynkowe kraj w swoim regionie. Jednocześnie przyjęta przez kraje UE deklaracja listopadowego szczytu Partnerstwa Wschodniego - podobnie jak stanowisko przyjęte na ubiegłorocznym szczycie w Warszawie przez NATO - poprzestanie na symbolicznym "uznaniu" europejskich aspiracji Gruzji. Jest pan zawiedziony tym, jak powolny jest proces otwierania się organizacji świata zachodniego na nowych członków?

Te symboliczne deklaracje - jak pan powiedział - są jednak dla nas ważne. My także chcemy bardzo wyraźnie powtórzyć, że Gruzini, jako naród wschodnioeuropejski, podtrzymują swoje europejskie aspiracje. Ale oprócz tej politycznej retoryki ważne są też konkretne działania i fakt, że Gruzja włącza się stopniowo w coraz to kolejne elementy integracji. Chodzi przede wszystkim o umowę stowarzyszeniową z UE, o porozumienie o wolnym handlu oraz o wprowadzenie ruchu bezwizowego z Unią.

W sytuacji, w której widać wyraźnie, że Europa ewidentnie nie jest gotowa na odważniejsze decyzje polityczne, szukamy możliwości i narzędzi pogłębiania integracji w poszczególnych wymiarach naszych relacji. Bylibyśmy oczywiście szczęśliwi, gdyby ten proces zbliżania się do Europy był szybszy, bardziej intensywny, ale funkcjonujemy w takim środowisku politycznym, jakie mamy, współpracujemy z Unią, która znajduje się w stanie pewnego rodzaju zmęczenia jeśli chodzi o proces integracji. Liczymy, że jest to tymczasowy stan rzeczy, a w międzyczasie chcemy odrobić całą "pracę domową" perfekcyjnie. Kiedy pojawi się nowa energia i otworzy się dla nas okno możliwości, my będziemy czekać, gotowi do integracji z UE i światem transatlantyckim.

 Jak przekonywałby pan tę część euroatlantyckiej opinii publicznej, która uważa, że w związku z problemami wewnętrznymi naszego świata - sytuacją polityczną, gospodarczą i społeczną - nie jesteśmy gotowi, by otwierać drzwi kolejnym krajom?

Jedne z najbardziej przekonujących świadectw korzyści z rozszerzenia widzimy w przypadku Polski, której przywództwo polityczne dostarcza dziś najbardziej wizjonerskich koncepcji dotyczących przyszłości UE i NATO.

Unia Europejska potrzebuje dziś wzmocnienia. UE przyniosła Europie stabilność, dobrobyt i najbardziej pokojowe lata w jej historii. Była niezwykłym narzędziem umożliwiającym narodom europejskim pomyślny rozwój. Najlepszym lekarstwem na "zmęczenie" Europy będzie dołączenie do jej struktur nowych członków - społeczeństw, których wiara w projekt europejski i europejskie wartości, w ich moc poprawiania losu narodów i całego kontynentu, jest wciąż silna, takich jak gruzińskie.

Ale akcesja Gruzji do struktur euroatlantyckich to także wielka szansa dla gospodarczego i kulturalnego rozwoju Europy. Gruzja może odegrać rolę łącznika pomiędzy rynkami europejskimi i azjatyckimi - ten potencjał widać, jeśli spojrzymy na już realizowane przez nas projekty w dziedzinach, takich jak energetyka, transport towarów z Azji Środkowej i dalej położonych rynków azjatyckich do Europy. Gruzja jest też kluczowym elementem układanki jeśli chodzi o budowanie bezpieczeństwa i stabilności w swoim regionie.

Proszę spojrzeć na mapę: to szansa na połączenie Morza Kaspijskiego z Morzem Czarnym, z Inicjatywą Trójmorza, która umacnia region Europy Środkowej i Wschodniej, to szansa na wzmocnienie Europy i jej jedności. Gruzja oferuje więc wspólnocie europejskiej nie tylko swoje zaangażowanie, wiarę i chęć wzmacniania Europy, ale także swoją istotną funkcję geopolityczną.

W sprawę integracji, kultywowania naszych związków z Europą zaangażowało się całe nasze społeczeństwo i - historycznie rzecz biorąc - wiele nas to kosztowało. Zmęczenie Europy musi zostać przezwyciężone. Musimy zrozumieć, że zdobycze, którymi cieszą się dziś europejskie narody, nie zostały im dane na zawsze; one muszą być aktywnie podtrzymywane i chronione.

Powiedział pan, że oczekiwania Gruzji wobec UE i NATO muszą uwzględniać nie zawsze dla niej korzystne realia. Wspomniał pan też o już osiągniętych celach, takich jak umowa stowarzyszeniowa czy ruch bezwizowy z UE. Jakie w takim razie są te realistyczne nadzieje Tbilisi wobec instytucji euroatlantyckich jeśli chodzi o kolejne kroki w stronę integracji?

Przygotowujemy się do nadchodzących ważnych wydarzeń: 24 listopada mamy szczyt Partnerstwa Wschodniego, latem przyszłego roku - szczyt NATO w Brukseli. Zdajemy sobie sprawę z realiów, które są takie, że Rosja nie zmienia niestety nastawienia do swojego sąsiedztwa, nie odchodzi od polityki "stref uprzywilejowanego wpływu" - otwarcie deklarowanej przez Kreml i realizowanej w praktyce m.in. w Gruzji, Mołdawii czy na Ukrainie. Jednocześnie, jak mówiłem, w NATO i UE górę wzięły tendencje zachowawcze. To wszystko ogranicza nasze możliwości w krótkiej perspektywie. Ale to oznacza tylko, że musimy pracować i planować nasze działania na dłuższy okres. Chcemy wykorzystać ten czas na pogłębianie naszej integracji w różnych formatach, kolejne kroki liberalizacji wizowej oraz silniejsze powiązanie Gruzji z rynkami europejskimi. I spokojnie czekać na moment, kiedy otworzy się okno możliwości.

To samo dotyczy NATO. Z Sojuszem łączy nas szeroko zakrojona współpraca, obejmująca programy szkoleniowe, udział w misjach międzynarodowych i wzmacnianie gruzińskiego potencjału obronnego. Wszystkie te narzędzia powinny być wykorzystywane i rozwijane, aż do momentu, kiedy pojawi się szansa na rozszerzenie - podobnie, jak stało się to w przypadku Polski, Czech, Słowacji czy krajów bałtyckich. Dysponujemy waszym doświadczeniem, inspirujemy się nim i jesteśmy dumni z tego, że nie jesteśmy na swojej drodze do wspólnoty euroatlantyckiej sami, że mamy silnych sojuszników, którzy w nas wierzą, zarówno w UE, jak i NATO.

Złożył Pan w tym tygodniu dwudniową wizytę w Polsce. Co pana zdaniem łączy dziś nasze kraje oprócz współpracy związanej z zabiegami o rozszerzenie UE i NATO? Gdzie widzi pan najważniejsze obszary możliwego rozwoju relacji polsko-gruzińskich?

Mamy świetne relacje dwustronne w każdym możliwym wymiarze: politycznym, wojskowym, gospodarczym, biznesowym, kulturalnym, edukacyjnym czy w dziedzinie turystyki. We wszystkich tych obszarach nasza współpraca bardzo szybko i dynamicznie się rozwija.

Ale ważne są dla nas nie tylko wąsko rozumiane stosunki bilateralne - także polska wizja przyszłości Europy Środkowej i Wschodniej, którą chcemy popierać. Wasza wizja rozwoju regionu i nasze interesy są ze sobą zbieżne. Współpraca w rejonie Trójmorza czy wzmacnianie osi Północ-Południe w środkowowschodniej Europie to projekty, które bardzo nam się podobają i mamy nadzieję, że będą się rozwijać. Jest dla nas ważne, że Polska, która jest istotnym podmiotem procesu europejskiego pod względem gospodarczym, politycznym i militarnym, ma tak jasną wizję przyszłości tej części kontynentu.

W przyszłym roku będziemy obchodzili stulecie niepodległości Gruzji, Polski i dziewięciu innych krajów regionu. Jest bardzo znaczące, że we wszystkich krajach, które oddzieliły się wtedy od Rosji, odzyskanie niepodległej państwowości wiązało się z wyborem europejskiej orientacji, choć ten wybór został niestety odwrócony przez wydarzenia historyczne, które nastąpiły później. Przyszłoroczne obchody, do udziału w których zaprosiłem prezydenta Andrzeja Dudę, będą więc ważnym wydarzeniem z punktu widzenia tożsamości naszych państw.

W przyszłym roku upłynie 10. rocznica wybuchu wojny rosyjsko-gruzińskiej oraz zerwania przez Gruzję relacji dyplomatycznych z Moskwą. Czy jesteśmy dziś jakkolwiek bliżej niż przed dekadą do przywrócenia integralności terytorialnej Gruzji i pokojowego rozstrzygnięcia konfliktu? Jak widzi pan rolę międzynarodowej społeczności w tym procesie? Czy pomóc może Polska, choćby jako niestały członek Rady Bezpieczeństwa ONZ w latach 2018-2019?

Rosyjska agresja nie zaczęła się tak naprawdę w 2008 r. Wojna hybrydowa, która dziś znana jest jako stały element polityki Kremla, była prowadzona na okupowanych obecnie terytoriach Gruzji już od pierwszych dni jej niepodległości.

To, co Rosja zrobiła naszemu krajowi przed blisko dekadą, przyczyniło się do jej kompromitacji w oczach świata. Wraz ze swoimi przyjaciółmi z innych państw odnieśliśmy totalne zwycięstwo na froncie międzynarodowym, bo praktycznie nikt nie uznał niepodległości sztucznych tworów państwowych stworzonych przez Rosję w okupowanych prowincjach. Dzięki skoordynowanym wysiłkom dyplomatycznym Gruzji i jej sojuszników mamy też stale rosnące grono krajów, które opowiadają się w ONZ za umożliwieniem pokojowego powrotu uchodźców na terytoria, gdzie po 2008 r. przeprowadzono wymierzone w Gruzinów czystki etniczne. Skutecznie utrzymujemy też zainteresowanie i wrażliwość światowej opinii publicznej na wszelkie działania podejmowane przez Rosję w naszym regionie. Za każdym razem, gdy Moskwa podpisuje z samozwańczymi rządami okupowanych prowincji jakieś "porozumienia międzynarodowe" czy kiedy budują wokół nich nowe zasieki z drutu kolczastego, żeby uniemożliwić Gruzinom z tych regionów powrót do domów, nasi przyjaciele z Polski i innych krajów protestują.

To bardzo ważne, nie możemy pozwolić sobie na zmęczenie powtarzaniem, jaka jest prawda w tej sprawie i ciągłym wskazywaniem, że Rosja narusza w Gruzji prawo międzynarodowe, że jej działania wobec sąsiadów są kompromitacją tego dużego, potężnego kraju. Jednocześnie powinniśmy ściśle koordynować aktywność prowadzące ostatecznie do rozwiązania konfliktu.

Sami zwielokrotniliśmy swoje wysiłki po 2014 r., kiedy obiektem ataku Rosji stała się Ukraina i zorientowaliśmy się, że gdyby społeczność międzynarodowa odrobiła "pracę domową" po agresji na Gruzję, być może Rosja nie zdobyłaby się na kolejną agresję w swoim sąsiedztwie. Ważnym elementem tej polityki jest też konsekwentne wiązanie Gruzji ze strukturami euroatlantyckimi. Dla Moskwy okupacja gruzińskich terytoriów jest narzędziem, za pomocą którego chciałaby zahamować rozwój naszego kraju. Musimy udowodnić, że to się nie uda.

Musimy też podkreślać, że cicha akceptacja rosyjskiej doktryny geopolitycznej i jej praktycznych aplikacji, może się skończyć kolejnymi aktami agresji w dowolnej wybranej przez Rosję części jej sąsiedztwa.

W ubiegłym miesiącu gruziński parlament odrzucił pańskie weto wobec uchwalonych z inicjatywy rządzącej partii Gruzińskie Marzenie poprawek do konstytucji, które zakładają m.in. zniesienie powszechnych wyborów prezydenckich. Zmiany krytykowane są m.in. przez ugrupowania opozycyjne, które widzą w nich zagrożenie monopolizacji władzy w kraju w rękach rządzącego ugrupowania oraz jego lidera Bidziny Iwaniszwilego. Czy - pana zdaniem - reforma może w jakikolwiek sposób podważyć demokratyczną drogę Gruzji?

Ożywiona debata polityczna, w ramach której prezydent otwarcie wyraża swoje obawy związane z przyjęciem jakichkolwiek zmian legislacyjnych czy ustrojowych, jest sama w sobie świadectwem, że demokracja działa.

W reformie konstytucyjnej są według mnie elementy, które mogłyby być zrobione lepiej. Jest szansa, że niektóre z problemów, które dostrzegam, zostaną z czasem rozwiązane. Niektóre zmiany w konstytucji są wciąż jeszcze przedmiotem dyskusji. Demokracja jest czymś, co musi być stale pogłębiane, udział w procesie decyzyjnym i towarzyszącej mu debacie musi brać coraz większa część obywateli. I robię wszystko, co w mojej mocy, żeby tak się stało.

 Trwa spór pomiędzy władzami w Kijowie a b. prezydentem Gruzji Micheilem Saakaszwilim dotyczący m.in. jego praw do przebywania na terenie Ukrainy po odebraniu mu w lipcu obywatelstwa tego kraju. Czy ten konflikt zwiększa szanse na ekstradycję Saakaszwilego w związku z zarzutami, jakie stawia mu gruziński wymiar sprawiedliwości?

Ta sprawa ma wiele aspektów.

Zanim Saakaszwili stracił ukraińskie obywatelstwo, był w tym kraju bardzo aktywnym politykiem i wciąż pozostaje istotnym aktorem życia politycznego tego kraju. Tej sfery jego aktywności nigdy nie komentowałem. Ukraina jest dla Gruzji strategicznym sojusznikiem, łączą nas niestety wspólne problemy z rosyjskim sąsiadem i nie chcemy ingerować w jej wewnętrzne sprawy. Nigdy nie rozmawiałem z przedstawicielami władz w Kijowie ani o Saakaszwilim, ani o jego ekstradycji.

W momencie przyjęcia obywatelstwa Ukrainy Saakaszwili zrzekł się obywatelstwa gruzińskiego. Osobiście uważam, że był to błąd. Jako dwukrotny prezydent Gruzji nie powinien był tego robić. To kwestia szacunku dla swojego kraju. Saakaszwili ma też wciąż nierozwiązane problemy z gruzińskim wymiarem sprawiedliwości. Wierzę, że w pewnym momencie zdecyduje się je rozwiązać, odpowiedzieć na wszelkie pytania i wątpliwości w tych sprawach. Uważam, że w tej czy innej formie powinien to zrobić.

Rozmawiał Marceli Sommer

>>> Czytaj też: Ambasador Niemiec: Kwestia reparacji wojennych jest już prawnie i politycznie zamknięta