Centrala National Rifle Association (NRA, Krajowego Związku Strzeleckiego) w Fairfax w stanie Wirginia to wielki (pracuje tu ponad 1 tys. osób), nowoczesny biurowiec pokryty taflami niebieskiego szkła. O tym, że trafiliśmy pod właściwy adres, informuje wielki, widoczny z daleka czerwony napis „NRA” na środkowej części budowli. Nigdzie na jej fasadzie nie znajdziemy jednak śladu po informacji, że NRA to zrzeszenie patronujące „nauce bezpiecznego strzelania, treningom snajperskim, strzelectwu rekreacyjnemu” („firearms safety education, marksmanship training, shooting for recreation”). W przeszłości napis ten umieszczano na każdym budynku należącym do organizacji.

Po przekroczeniu progu powita nas za to inne hasło, z którego związek zrobił swoje nowe motto. Na obitej drewnem ścianie można przeczytać: „The right of the people to keep and bear arms shall not be infringed” („Nie wolno ograniczać praw ludu do posiadania i noszenia broni”). To Druga Poprawka do konstytucji – a właściwie tylko jej część, bo pominięto kluczowe słowa o tym, że prawo to nie jest dane wszystkim. W całości Druga Poprawka brzmi: „A well regulated Militia, being necessary to the security of a free State, the right of the people to keep and bear Arms, shall not be infringed” („Nie wolno ograniczać praw ludu do posiadania i noszenia broni, gdyż bezpieczeństwo wolnego stanu wymaga dobrze wyszkolonej milicji” – według przekładu Bibliteki Sejmowej).

Po każdej strzelaninie w USA (do ostatnich doszło 1 października w Las Vegas – zginęło 59 osób, i 5 listopada w Sutherland Springs – zabitych zostało 26 osób) pojawiają się żądania, by NRA – promująca prawo do noszenia broni przez wszystkich Amerykanów – powróciła do swoich korzeni. Jednak nic to nie daje –związkiem rządzą spadkobiercy ludzi, którzy dokonali w nim w 1977 r. tzw. rebelii z Cincinnati. I którzy uczynili z NRA tak potężną siłę, że muszą się z nią liczyć politycy.

>>> CAŁY TEKST W WEEKENDOWYM WYDANIU "DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ"