Projekt unii energetycznej powstał z inicjatywy Polski. Został zgłoszony w nowych realiach po rosyjskiej agresji na Ukrainę i nowych problemach z dostawami gazu. Znalazł się potem pod wpływem dyskusji o polityce klimatycznej Unii Europejskiej, zmieniał się i nadal zmienia z biegiem czasu. Obecny kształt projektu, który częściowo narodził się w Polsce, jest dość odległy od polskich intencji, ale wiele naszych postulatów udało się obronić.

Budowę Europejskiej Wspólnoty energetycznej zaproponowali 5 maja 2010 roku przewodniczący Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek oraz były szef Komisji Europejskiej Jacques Delors. W odpowiedzi na kryzys ukraiński w marcu 2014 roku Polska zaproponowała sześć elementów Unii energetycznej:

1. Stworzenie skutecznego mechanizmu solidarności gazowej na wypadek kryzysów dostaw;
2. Zwiększenie finansowania budowy ze środków Unii Europejskiej infrastruktury zapewniającej solidarność energetyczną, szczególnie na wschodzie UE – nawet do 75 proc. wartości projektów;
3. Wspólne zakupy;
4. Rehabilitację węgla jako źródła energii;
5. Wydobycie gazu łupkowego;
Radykalną dywersyfikacja dostaw gazu do UE.

W tym samym czasie ówczesny komisarz ds. energii UE Günter Oettinger zapowiedział reformę Europejskiej Wspólnoty Energetycznej. Miała wrócić do najważniejszego zakresu swej działalności, czyli łączenia rynków energii i gazu. Postulaty z zakresu bezpieczeństwa energetycznego wspierało rosnące napięcie na Wschodzie towarzyszące rozwoju sytuacji w toku agresji rosyjskiej na Ukrainie. Postulaty wzmocnienia bezpieczeństwa energetycznego poprzez stworzenie silniejszych mechanizmów solidarnościowych i większą koordynację polityki energetycznej były po myśli Polski.

Polskie postulaty z 2014 roku na etapie konsultacji wewnątrzunijnych instytucji zostały stępione lub usunięte. Koncepcja została ostatecznie osadzona na pięciu filarach:

1. Bezpieczeństwo dostaw w oparciu o zasady solidarności i zaufania;
2. Konkurencyjny i ukończony rynek wewnętrzny energii;
3. Obniżenie popytu na energię;
4. Dekarbonizacja koszyka energetycznego UE;
5. Badania i rozwój.

Najbardziej kontrowersyjne postulaty, takie jak rehabilitacja węgla czy promocja gazu łupkowego, zniknęły. Inne zostały skonkretyzowane, ale jednocześnie złagodzone. Okazało się, że unia energetyczna, jak oceniły to później polskie władze, coraz bardziej zaczęła przypominać unię energetyczno-klimatyczną, a komponent bezpieczeństwa energetycznego interesujący Polaków został uzupełniony o wątki środowiskowe – groźne z punktu widzenia interesów polskiego sektora energetycznego.

Ostatecznie Polacy za rządu Beaty Szydło zdołali obronić niektóre pierwotne postulaty z czasów rządu Donalda Tuska. Inwestycja w koncepcję unii energetycznej zwróciła się w rewizji rozporządzenia o bezpieczeństwie dostaw (SoS). Narzuca ono obowiązek utrzymywania zapasów węglowodorów i solidarność między państwami członkowskimi w dyspozycji nimi na wypadek kryzysu. Rewizja pozwoliła utworzyć korytarze awaryjne z zastrzeżeniami satysfakcjonującymi kraje sceptyczne wobec wzmacniania solidarności. Okazało się, że pod nową władzą Polska znalazła się w ich obozie.

Kolejna regulacja hołubiona przez Polaków to zasady podpisywania umów międzyrządowych w sektorze energetycznym (IGA). Stronie polskiej udało się obronić postulat wglądu Komisji Europejskiej do tego rodzaju dokumentów przed podpisem (ex ante). Pozwoli to na wsparcie Brukseli przy negocjacjach dla państwa członkowskiego. W historii można znaleźć dowód, że bywa ono potrzebne. W 2010 roku dzięki interwencji Komisji udało się zrewidować propozycję umowy gazowej Polski i Rosji na warunki mniej niekorzystne dla strony polskiej. Chociaż dokument pozostaje niejawny pomimo apelu Najwyższej Izby Kontroli o jego ujawnienie, to wiadomo, że udało się skrócić okres obowiązywania i wolumen. Utrzymują się jednak głosy krytyczne wobec tej umowy, która nadal uzależnia Polskę od głównego dostawcy, od którego mieliśmy się uzależniać.

Chociaż osiągnięcia na arenie europejskiej mogą być zadowalające dla Polaków i są wspólnym sukcesem polityków polskich w Warszawie oraz Brukseli, to rozwój wypadków wokół Unii energetycznej odebrał im zapał do realizacji koncepcji.

Należy zdiagnozować dodanie i wzrost znaczenia postulatów z zakresu polityki klimatycznej, a także ograniczenie postulatów z dziedziny bezpieczeństwa energetycznego. Ten wynik gry lobby w Brukseli jest niekorzystny dla Polski. Komisja Europejska nazwała 2016 rok okresem realizacji postulatów koncepcji, które zostały na nowo opisane w dokumencie pt.: „Czysta Energia dla wszystkich Europejczyków”. Był on ukoronowaniem zabiegów o wtłoczenie postulatów klimatycznych do Unii energetycznej. To m.in. dekarbonizacja, czyli likwidacja emisji CO2, promocja odnawialnych źródeł energii (OZE) oraz efektywności energetycznej. Ponadto koncepcja zostaje rozszerzona poza sektor energetyczny i odnosi się do budownictwa, przemysłu, transportu, sektora cyfrowego i finansowego. Przez niektórych zwana jest czwartym pakietem energetycznym, ze względu na ogrom swego oddziaływania na działalność gospodarczą w Europie. Z polskiego punktu widzenia to zagrożenie dla swobody prowadzenia polityki energetycznej w oparciu o rodzime źródła wytwarzania energii, czyli dominujący w miksie energetycznym węgiel.

Przykładem mogą być normy poziomu spalin BREF, które wymuszą na sektorze energetycznym modernizację kosztującą według ministerstwa środowiska nawet 10 mld złotych. Tymczasem dostosowanie bloków konwencjonalnych do norm środowiskowych z konkluzji BAT ma kosztować samą Polską Grupę Energetyczną 1,8 mld złotych. Tauron szacuje je na niecały miliard, Enea na 500 mln zł.

Przed nami kolejny okres obowiązywania polityki energetyczno-klimatycznej, na który negocjowane są nowe, bardziej wyśrubowane normy redukcji emisji, promocji OZE i zwiększania efektywności energetycznej. Unia energetyczna służy obecnie zachęcaniu do zwiększania ambicji w tym zakresie. Postulaty z zakresu bezpieczeństwa energetycznego są realizowane w sposób niezadowalający Polaków. Projekt Nord Stream 2, który może zagrozić konkurencyjności wartego miliardy terminalu LNG w Świnoujściu nie może być zablokowany przez Komisję, która w zamian proponuje negocjacje z Rosją. Śledztwo antymonopolowe w sprawie nadużyć Gazpromu, także w Polsce nadal nie zostało zakończone. Rosyjski koncern otrzymuje tymczasem zielone światło do wysyłki większej ilości gazu przez Niemcy na mocy komisyjnej decyzji OPAL, którą Polacy muszą kwestionować w sądzie. To nie napawa optymizmem w ocenie unii energetycznej.

Nie należy jednak oddawać gry walkowerem. Ewentualna izolacja Polski w prowadzeniu unijnej polityki energetycznej grozi zakonserwowaniem Europy wielu prędkości, także istotnym dla strony polskiej sektorze gazowym. Polacy podejmują wysiłek na rzecz unilateralnych działań zabezpieczających dostawy surowców. Przykładem może być koncepcja Bramy Północnej, czyli rozbudowy terminalu LNG w Świnoujściu i budowy korytarza norweskiego (Baltic Pipe), które mają realnie uniezależnić nasz kraj oraz region Europy Środkowej i Wschodniej od gazu z Rosji przez zapewnienie nowych źródeł, a nie tylko szlaków dostaw.

Do realizacji tak ambitnych przedsięwzięć potrzebny jest parasol ochronny Komisji Europejskiej, a także fundusze unijne. Dowodem na to, że Bruksela jest nadal niezbędna niechaj będzie fakt, że koncepcja budowy regionalnego mechanizmu wzmacniania integracji unijnej pod nazwą Trójmorza przedstawiona przez prezydenta RP natychmiast spotkała się z postulatem powołania unijnego funduszu na realizację strategicznych projektów grupy, do której akces zgłosiły Austria, Bułgaria, Chorwacja, Czechy, Estonia, Węgry, Łotwa, Litwa, Polska, Rumunia, Słowacja i Słowenia. UE będzie także potrzebna do rewizji sytuacji w Europie Środkowej i Wschodniej, która została dotknięta nadużyciami rosyjskiego Gazpromu stwierdzonymi w toku śledztwa antymonopolowego Komisji. Z tego względu należy utrzymać dialog wewnątrz Unii.

Unia energetyczna z polskiego projektu mającego chronić bezpieczeństwo dostaw została przekształcona w kolejne narzędzie realizacji polityki energetyczno-klimatycznej z elementami kontestowanymi przez Polskę. Mimo to nadal jest atrakcyjna. Być może nowe uwarunkowania sprawią, że ta koncepcja nabierze kształtów bliższych intencjom.

Utrzymanie pozycji w dyskusji na ten temat gwarantuje, że gdy pojawi się taka okazja, będziemy mogli z niej skorzystać. To, co udało się zbudować, jak misternie wypracowane zapisy IGA i SOS, to i tak dużo. Wraz z postępującą profesjonalizacją polskich kadr w Brukseli będziemy w stanie osiągnąć jeszcze więcej.

Autor: Wojciech Jakóbik