Niedawno w wywiadzie dla DGP o scenariuszu głębszej, niż spekulują media, rekonstrukcji, mówił wicepremier i minister nauki Jarosław Gowin. Strukturalne zmiany w administracji rządowej mogą się skończyć przetasowaniami w dzisiejszym podziale kompetencji pomiędzy resortami.

Niepewność, jaką wywołuje zapowiedziana przez prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego rekonstrukcja, najlepiej było widać na Kongresie 590 w Rzeszowie. Podczas drugiej edycji imprezy nie było szumnych zapowiedzi na resztę kadencji. Rok temu Mateusz Morawiecki przyjechał na Podkarpacie z jedną ze swoich sztandarowych inicjatyw – Konstytucją dla biznesu. W tym roku odbyła się dość ogólna dyskusja o polityce gospodarczej rządu i tym, co udało się z wyborczego menu już zaserwować.

– Jak mamy coś zapowiadać, skoro dopiero na początku grudnia ma się rozstrzygnąć, jaki będzie nowy układ sił w rządzie. Poczynione dzisiaj ustalenia za kilka tygodni mogą być już nieważne – mówi jeden ze współpracowników wicepremiera odpowiedzialnego za gospodarkę.

Podobne słowa usłyszeliśmy od członków kierownictw innych ministerstw oraz urzędników niższego szczebla. W MSZ nieoficjalnie powiedziano nam, że niepewność wokół przyszłości ministra Witolda Waszczykowskiego komplikuje jego pracę. – Jak można cokolwiek ustalać w sytuacji, gdy media od tygodni spekulują o dymisji szefa resortu dyplomacji. To osłabia jego pozycję w rozmowach z partnerami zagranicznymi. Wielu zastanawia się, czy w ogóle rozpoczynać poważną rozmowę, czy może lepiej ustawiać się już pod jego następcę – mówi DGP rozmówca z rządu.

Wszyscy żyją serialem z przetasowaniami na szczytach władzy. Nikt nie chce wychodzić z nowymi inicjatywami, bo ewentualny następca szefa może je schować do szuflady i nie chcieć wdrażać tego, co odziedziczył po poprzedniku. – To zachowanie pokazuje, że w administracji rządowej panuje przekonanie, że zmiana będzie duża, łącznie z wymianą szefa rządu. Gdyby rekonstrukcja miała być płytka i dotknąć dwójki ministrów, np. Anny Streżyńskiej i Andrzeja Adamczyka, to nikt by się specjalnie tym nie przejmował – ocenia politolog Antoni Dudek.

Na liście zawieszonych projektów są np. zmiany w OFE. Likwidacja funduszy emerytalnych połączona z podziałem ich aktywów na część, która trafi do Funduszu Rezerwy Demograficznej (25 proc.) i na indywidualne konta przyszłych emerytów (75 proc.), wciąż pozostaje nierozstrzygnięta. O ile związana ze zmianami w OFE idea stworzenia pracowniczych planów kapitałowych jest już w wykazie prac rządu, o tyle decyzja o przyszłości funduszy emerytalnych zapadnie dopiero, gdy jasny będzie nowy układ sił.

Nastrój niepewności podgrzewa to, że oficjalnie wciąż nie wiadomo, jak duża będzie skala zmian w rządzie. Z naszych informacji wynika, że premier Beata Szydło przedstawiła liderowi PiS wizję rekonstrukcji opartą na dymisji ministra sprawy zagranicznych Witolda Waszczykowskiego, likwidację resortu cyfryzacji czy połączenie ministerstw środowiska i energii. Zdaniem prezesa PiS byłaby to zbyt płytka koncepcja zmian.

Rozmówcy DGP wskazują również problem coraz bardziej widoczny i rodzący napięcia w gabinecie rządowym: kłopoty pani premier z podejmowaniem decyzji.

– Beata Szydło potrafi dogadywać porozumienia, ale to zawsze trwa dość długo. Dodatkowo jeśli trafi na przeszkody, decyzji nie ma – mówi jeden z urzędników. Wówczas arbitrem jest kierownictwo polityczne PiS z ul. Nowogrodzkiej.

Nasi informatorzy wskazują, że mimo rosnącego zamieszania związanego z rekonstrukcją jest kilku ministrów, którzy o swoje posady mogą być spokojni. To przede wszystkim koalicjanci: minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro i wicepremier Jarosław Gowin. Nie ma też planów zdymisjonowania odpowiedzialnego za służby specjalne Mariusza Kamińskiego czy Mariusza Błaszczaka, szefa MSWiA. Ale już wielokrotnie komplementowany przez prezesa PiS Mateusz Morawiecki nie może być pewny, jak po zmianach w rządzie będzie wyglądał zakres jego kompetencji.

– Gdyby musiał wybierać, to wolałby utrzymać fotel szefa finansów. To jest realna władza – mówi współpracownik wicepremiera.

Problemy z decyzyjnością w ramach rządu prowadzą również do tego, że chce odejść kilku wiceministrów. To głównie osoby, które nie są mocno związane politycznie z partią rządzącą.

– Są jednak wciąż przekonywani do pozostania. Tym bardziej że ściągnąć ich następców spoza polityki nie jest łatwo – mówi nam jeden z ministrów.

Zdaniem Antoniego Dudka sytuacja powinna się unormować, gdy tylko zostaną dokonane zmiany. – Na początek grudnia zapowiedziano decyzje, choć nie wiem, czemu są tak przeciągane. Gdyby ten stan się przedłużył i rekonstrukcja zostałaby przełożona na styczeń, to byłoby to fatalne z punktu widzenia administracji rządowej. Najgorszy wariant to ciągłe mówienie o rekonstrukcji i nierobienie jej – zauważa politolog.

>>> Polecamy: Przedterminowe wybory w Niemczech? Merkel zawiadomi prezydenta o fiasku rozmów koalicyjnych