46-letni Jiang występował m.in. w obronie członków ruchu Falungong, który chińskie władze uznają za sektę, tybetańskich aktywistów czy ofiar głośnej afery skażonego chińskiego mleka w proszku. W 2009 roku nie odnowiono mu licencji adwokackiej, a w listopadzie 2016 roku nagle zaginął. W sierpniu rozpoczął się jego proces przed sądem w Changsha (Czangsza) w prowincji Hunan w środkowych Chinach.

Na nagraniu wideo opublikowanym we wtorek w internecie przez ten sąd widać ubranego na czarno Jianga, który z beznamiętnym wyrazem twarzy słucha sędziego odczytującego wyrok dwóch lat pozbawienia go wolności.

Sąd ogłosił, że Jiang nie złoży apelacji. Z nagrania nie wynika jednak, czy zapowiedział to sam skazany. Jego obrońca nie odbierał we wtorek telefonów od dziennikarzy agencji Associated Press.

Pod koniec procesu, który organizacja broniąca praw człowieka Amnesty International uznała za parodię, sąd uznał Jianga za winnego "podżegania do przewrotu" i oczerniania rządu. Wskazywano na jego wyjazdy za granicę oraz kontakty z zagranicznymi organizacjami. "Antychińskie siły od dawna wywierają wpływ na Jiang Tianyonga" - stwierdził sędzia.

Jak komentuje AFP, proces obrońcy praw człowieka jest najnowszym przykładem przykręcania śruby społeczeństwu obywatelskiemu w Chinach po dojściu prezydenta Xi Jinpinga do władzy pod koniec 2012 roku.

Przebywająca od 2013 roku na uchodźstwie w USA żona Jianga, Jin Bianling, odrzuciła wyrok. Poinformowała, że żadnemu z zatrudnionych przez nią obrońców jej męża nie pozwolono się z nim spotkać.

Badacz AI William Nee uznał wyrok za "idealny przykład systematycznego prześladowania" bojowników o prawa obywatelskie, który może zastraszyć innych.

Dowody przedstawione podczas procesu ograniczały się do kilku krytycznych komentarzy z mediów społecznościowych, zagranicznych szkoleń i wsparcia udzielanego innym uwięzionym aktywistom. Według prokuratury Jiang podżegał innych do obalania władzy państwowej, m.in. zmyślając oskarżenia, że inny prawnik i obrońca praw człowieka Xie Yang był torturowany w areszcie.

Jiang zaginął w listopadzie 2016 roku między Pekinem a Changsham, dokąd udał się po informacje na temat Xie. Ten ostatni został zatrzymany latem 2015 roku podczas operacji wymierzonej w ok. 200 adwokatów i aktywistów zajmujących się drażliwymi sprawami. Jiang usiłował ujawnić społeczności międzynarodowej los tych zatrzymanych osób i przedstawiał ekspertom ONZ sytuację praw człowieka w Chinach.

Jiang spotkał się z żoną Xie Yanga kilka miesięcy przed opublikowaniem przez nią oświadczenia jej męża, który twierdził, że w areszcie był bity, pozbawiany snu i torturowany na inne sposoby, co ściągnęło na Pekin krytykę zachodnich rządów. Żona Xie wraz z dziećmi uciekła następnie z kraju.

Xie został w maju zwolniony z więzienia, po przyznaniu się do podżegania do obalenia władz i utrudniania postępowań sądowych. Według aktywistów pozostaje pod ścisłą kontrolą władz.

W marcu Jiang miał rzekomo udzielić wywiadu jednej z gazet. W telewizji pokazano go, gdy mówił, że zmyślił historię o torturowaniu Xie. Żona Jianga twierdzi, że domniemane przyznanie się do winy zostało sfingowane, a miały go do tego zmusić tortury i inne nadużycia, jakich padł ofiarą podczas rocznego pobytu w areszcie.

Ambasador Niemiec w Pekinie Michael Clauss oświadczył pod koniec sierpnia, że Jiangowi nie umożliwiono uczciwego procesu. Stwierdził, że "najwidoczniej został on już osądzony z góry". (PAP)

jhp/ kar/