W Warszawie panował entuzjazm, bo pozbyto się Rosjan. Obradował wolny Sejm, wojsko znalazło się pod rodzimą komendą. Podobnie jak policja i tajne służby. Rewolta była tak błyskawiczna, że okupant nie zdążył nawet zniszczyć archiw. Wśród tysięcy zachowanych dokumentów uczestnicy Powstania Listopadowego odnaleźli stosy raportów i donosów, a także pokwitowań za wypłacone konfidentom honoraria.

Podejrzenia, że wśród Polaków roiło się od donosicieli, okazywały się prawdą. Władza wiedziała o niemal wszystkich patriotycznych stowarzyszeniach. Wręcz zakładali je czasami płatni prowokatorzy.

Nic dziwnego, że gdy prawda zaczęła wychodzić na jaw, zażądano rozliczenia zdrajców. Pod naciskiem opinii publicznej, dla przeprowadzania powszechnej lustracji, 5 grudnia 1830 r. Rząd Tymczasowy utworzył Komitet Rozpoznawczy do przejrzenia papierów policji tajnej.

>>> CAŁY TEKST W WEEKENDOWYM WYDANIU "DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ"