W maju Mueller, były dyrektor FBI, został powołany na stanowisko specjalnego prokuratura przez ministerstwo sprawiedliwości, by zbadał wszystkie zarzuty związane z mieszaniem się Rosji w wybory prezydenckie w USA z 2016 roku oraz z ewentualną zmową sztabu obecnego prezydenta USA Donalda Trumpa z przedstawicielami Kremla. Stało się po zwolnieniu przez Trumpa ze stanowiska szefa FBI Jamesa Comeya.

Tymczasem w weekend media amerykańskie podały, że ważny przedstawiciel FBI w zespole śledczym Muellera - Peter Strzok - latem został przez Muellera zdegradowany, gdy na jaw wyszło, że ze swoją kochanką wymieniał SMS-y o treści wrogiej wobec Trumpa, co sugeruje jego stronniczość w śledztwie. Ponadto Mueller i ministerstwo sprawiedliwości ukryli informację o tym przed przedstawicielami Kongresu, prowadzącymi własne śledztwo w sprawie rosyjskich wątków. Odmawiali też udzielenia odpowiedzi w tej sprawie i nie zgadzali się na przesłuchanie Strzoka.

Podejrzenia o stronniczość Strzoka są tym silniejsze - wskazuje "WSJ" - że był on bliskim współpracownikiem Comeya oraz "odgrywał kluczową rolę w śledztwie (FBI) badającym rzekome powiązania między sztabem Trumpa a Rosją podczas kampanii wyborczej". Wcześniej zaś Strzok prowadził śledztwo w sprawie rywalki Trumpa w wyborach, Hillary Clinton, oskarżonej o używanie prywatnego serwera do spraw służbowych, gdy była sekretarzem stanu.

Jak pisze "WSJ", osobą, z którą Strzok wymieniał antytrumpowskie SMS-y, ma być prawniczka FBI Lisa Page, która w przeszłości pracowała zarówno dla Muellera, jak i wicedyrektora FBI Andrew McCabe'a. McCabe został oskarżony o konflikt interesów w śledztwie w sprawie Clinton, kiedy okazało się, że jej sojusznicy przekazali darowizny na kampanię wyborczą jego żony.

"Treść SMS-ów nie została upubliczniona, ale można zakładać, że Mueller zdawał sobie sprawę ze stronniczości (Strzoka), skoro przesunął tak ważnego agenta (FBI) do innych zadań" - ocenia "WSJ". "Nie ma usprawiedliwienia dla ukrywania informacji o tym wszystkim przed Kongresem, który również bada sprawę wpływów Rosji i ma konstytucyjne prawo nadzoru" - podkreśla.

"Wzmacnia to wątpliwości tej gazety, czy Mueller, który przez 12 lat sam stał na czele FBI i przyjaźni się z Comeyem, jest w stanie przeprowadzić sprawiedliwe i wiarygodne śledztwo w sprawie znacznej roli FBI w dramacie wokół Trumpa i Rosji" - pisze "WSJ".

Przypomina, że ministerstwo sprawiedliwości i FBI nie reagowały na wezwania do przedłożenia dokumentów związanych m.in. z opłaconym przez sztab Clinton dossier na temat rzekomych powiązań pomiędzy Trumpem a Rosją, opartych na anonimowych rosyjskich źródłach. (PAP)