W ciągu tygodnia prezes PiS trzykrotnie spotkał się z wicepremierem Mateuszem Morawieckim. Decyzję o tym, że to on miałby zmienić Beatę Szydło w fotelu w Al. Ujazdowskich, Kaczyński podjął w poniedziałek i ogłosił ją wieczorem na spotykaniu z politykami partii. Tam nie ma wątpliwości, że prezes jest zdeterminowany, by taką koncepcję przeforsować, choć zastrzegał, że ostateczna decyzja musi być podjęta przez Komitet Polityczny PiS. Potwierdziła to wczoraj Beata Mazurek. Komitet powinien zebrać się w najbliższych dniach. Choć część polityków sugeruje, że jeśli opór przeciw tej decyzji będzie silny, to może ona nie wejść w życie.

Wymiana premiera oznacza formalnie wymianę całego rządu, bo zgodnie z konstytucją prezydent powołuje i odwołuje w takim przypadku pełen skład Rady Ministrów. Co do nowych członków rządu Mateusz Morawiecki będzie musiał mieć akceptację prezesa PiS, można się też spodziewać, że część ministrów Morawiecki po prostu będzie musiał zaakceptować, bo stawia na nich Kaczyński.

Pod nowym szefem rządu stanowiska stracą pewnie szefowa kancelarii premiera Beata Kempa i szefowa gabinetu politycznego premier Szydło Elżbieta Witek. Prawdopodobna jest wymiana szefów resortów spraw zagranicznych i środowiska. Potrzebne będą także decyzje dotyczące macierzystych resortów Morawieckiego, czyli rozwoju i finansów, które ponownie byłyby kierowane przez dwóch ministrów. W resorcie rozwoju naturalnym następcą byłby Jerzy Kwieciński, a resort finansów mogliby przejąć Teresa Czerwińska lub Paweł Gruza, co miałoby zapewniać kontrolę Morawieckiego. W grę wchodzi też pozostawienie tego resortu w kompetencjach premiera. Relacje MON z Pałacem Prezydenckim od kilku dni są w fazie gwałtownego ocieplenia, co sugeruje, że Antoni Macierewicz zostanie na stanowisku.

Decyzja prezesa PiS, by premierem został Mateusz Morawiecki, oznacza zmianę koncepcji rekonstrukcji. Do tej pory jednym z powodów zmiany premiera miało być to, że Beata Szydło dla większej części ministrów przestała być autorytetem i szukali rozstrzygnięcia sporów na Nowogrodzkiej. Stąd decyzje w rządzie nie zapadały lub zapadały po interwencji szefa partii. Zmiana miała polegać na tym, że autentyczny lider obozu prawicy wchodzi do rządu. Powierzenie Morawieckiemu kierowania rządem to faktycznie nie zmiana, a odświeżenie dotychczasowego modelu władzy, w którym strategiczne decyzje podejmowane są na Nowogrodzkiej, a rząd ma się zająć administrowaniem i kreowaniem polityki gospodarczej. Architektura władzy zostaje taka, jaka była, a Jarosław Kaczyński liczy zapewne, że Morawiecki okaże się zręcznym negocjatorem sporów między ministrami.

Wstrzymanie się Kaczyńskiego z wejściem do rządu i nominacja Morawieckiego w części PiS jest traktowana jako wyznaczenie przez prezesa następcy. – PiS docelowo mógłby kierować tandemem Brudziński i Morawiecki – mówi osoba znająca kulisty ostatnich wydarzeń. – To scenariusz, który może uruchomić wojnę sukcesyjną w partii, bo gest prezesa zostanie odebrany jako jego słabość – zauważa osoba z rządu.

W partii spodziewany awans wicepremiera nie został przyjęty jednomyślnie. Są zwolennicy takiego rozwiązania, jak poseł Artur Soboń. – Jarosław Kaczyński ma dobry ogląd całości i potrafi wyciągać właściwe wnioski personalne. Nie mam obaw, że nastąpi sondażowe tąpnięcie, o czym mówią przeciwnicy zmian – mówi poseł PiS.

Kandydaturą nie są zachwyceni członkowie zakonu PC, którzy chcieli, by to prezes wszedł do rządu. Co zrozumiałe, nie budzi też ona zachwytu wśród polityków związanych z Beatą Szydło. – To nie jest dobra kandydatura. Pani premier świetnie pełni funkcje – mówi jeden z ministrów. Entuzjastą zmiany nie jest też Zbigniew Ziobro, dla którego Morawiecki to potencjalny rywal. Krytyczne głosy pojawiały się wśród wyborców PiS oraz sympatyzujących z prawicą publicystów. Piotr Semka wprost napisał na Twitterze, że elektorat PiS chce jako premiera Beaty Szydło, a nie Mateusza Morawieckiego.

Te obawy mają rozproszyć trzy argumenty. Zwolennicy zmiany liczą na to, że nowy premier będzie lepiej poruszał się na arenie międzynarodowej, zwłaszcza w Brukseli. – To istotne ze względu na zaogniające się relacje Polski z Komisją Europejską czy startujące za chwilę negocjacje nowej perspektywy finansowej UE po 2020 r. – mówi nasz informator. I zwraca uwagę, że wicepremier budował przez ostatni rok relacje w USA tak z przedstawicielami międzynarodowych instytucji finansowych, jak i administracji Donalda Trumpa.

Morawiecki ma też być premierem wygodnym z punktu widzenia prezesa Kaczyńskiego. Nie ma i nie tworzy własnej frakcji w partii, otacza się głównie ludźmi, których zna ze swojej aktywności na stanowisku prezesa BZ WBK. To sprawia, że będzie lojalny wobec kierownictwa politycznego PiS i gwarantuje neutralność wobec koterii.

Nasze źródła podkreślają, że nowe otwarcie powinno nadać gabinetowi dynamikę, której brakowało w ostatnich miesiącach. Blokada dla części projektów szczególnie dotknęła właśnie odpowiadającego za politykę gospodarczą Morawieckiego. Wdrażanie jego Konstytucji biznesu ciągnęło się rok i dopiero w drugiej połowie listopada – na fali rekonstrukcyjnych spekulacji – zostało przyjęte przez rząd. Projekt pracowniczych planów kapitałowych też dostał zielone światło niedawno.

Nasi rozmówcy z otoczenia wicepremiera wskazują, że jego objęcie stanowiska szefa rządu nie oznacza rewolucji w zarządzaniu spółkami Skarbu Państwa. W ostatnich miesiącach Morawiecki stracił wpływ na PZU, a co za tym idzie na Alior Bank i Bank Pekao, które kontroluje ubezpieczyciel. Źródła DGP przypominają, że tajemnicą poliszynela w PiS jest, że spółki te znalazły się w nieoficjalnym nadzorze ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. – Repolonizacja Banku Pekao to też sukces Morawieckiego, ale jeśli zostanie premierem, nie będzie się bił o breloczki. Są ważniejsze sprawy – przekonuje nasz informator.

Kilka najbliższych dni będzie krytycznych dla przeforsowania kandydatury Morawieckiego. Nasi rozmówcy nie wykluczają, że jeśli opór okaże się zbyt duży, to Morawiecki premierem nie zostanie. Jednak wszystko wskazuje na to, że nawet wówczas los Beaty Szydło może być przesądzony. Ponadmiesięczne dyskusje o możliwej zmianie premiera podkopały jej pozycję. W takim przypadku bez względu na okoliczności do wejścia do rządu zostanie zmuszony Jarosław Kaczyński.

>>> Polecamy: Wykonaliśmy drogowy skok, ale wciąż budujemy chaotycznie i bez planów

OPINIE

Możliwe, że prezes PiS widzi Morawieckiego jako swojego następcę

Piotr Zaremba, publicysta DGP: W niedzielę ważny polityk PiS tłumaczył autorowi tego komentarza, że Jarosław Kaczyński porzucił plan wymiany premiera. Beata Szydło pozostanie, choć wyczyszczony zostanie jej rząd. W poniedziałek prezes PiS obwieścił działaczom partii, że chce, aby szefem rządu był Mateusz Morawiecki.

Zmieniające się jak w kalejdoskopie wersje, narastająca nerwowość i zmęczenie członków rządu oraz polityków PiS. O Morawieckim jako premierze mówi się od pewnego czasu, a jednak ten kolejny zwrot zaskakuje. Czy lider przestał uważać, że to jego silne przywództwo jest receptą na rządowe zaległości? A z drugiej strony czy przestał się oglądać na sondaże opowiadające się za pozostawieniem Szydło? I nie obawia się już negocjowania z prezydentem składu nowego gabinetu?

W grę wchodzi wiele czynników, łącznie ze stanem zdrowia prezesa. Stawka na Morawieckiego, bardziej menedżera niż polityka, jawi się jako nowoczesna. Oznacza priorytet tematów ekonomicznych i myśl o nieco innym wizerunku PiS. Widać, że Kaczyński przywiązał się do myśli o zmianie. Skoro nie może jej zrealizować sam, stawia na czyściciela niemal z zewnątrz. Ale ryzykuje niemało. Nad efektem teoretycznego otwarcia się na centrum, na klasę średnią, przeważyć może wrażanie zamiany ciepłej kobiety na oschłego technokratę.

To nie wszystkie wątpliwości. Morawiecki rzadko kiedy wtrącał się do innej tematyki niż gospodarka. Może to więc oznaczać, pewnie oznacza, utrzymanie kontroli prezesa nad strategią polityczną. A to prowadzi do wniosku, że nie zniknie główny problem tej ekipy podawany nieoficjalnie jako uzasadnienie rekonstrukcji: dwa ośrodki decyzyjne i związane z tym komplikacje. Zwłaszcza że partia traktuje ambitnego bankowca jako ciało obce.

Kaczyński zawsze chciał mieć nowoczesny rząd i tradycyjną, ręcznie sterowaną partię. Te cele nieraz zderzały się ze sobą. Jeśli Morawiecki ma być czymś więcej niż dekoracją, przebudowie ulec powinno wiele: model administrowania, polityki kadrowej i mentalność partyjnych działaczy. Możliwe, że prezes o tym myśli, ba widzi Morawieckiego jako swego następcę. Ale czy ogólnej intencji towarzyszą konkretne pomysły na zmianę? Oby.

Realna zmiana wizerunku?

Marek Tejchman, zastępca redaktora naczelnego DGP: Rekonstrukcja miała być sposobem rozwiązania wewnętrznych problemów trawiących obecny rząd. Problemów związanych przede wszystkim z paraliżującymi proces decyzyjny sporami pomiędzy poszczególnymi ministrami. Trzeba było je rozwiązywać, pielgrzymując na Nowogrodzką. Skoro w najnowszym, ale ciągle nieostatecznym scenariuszu Jarosław Kaczyński premierem nie zostanie, a rekonstrukcja mimo wszystko zostanie przeprowadzona, to oznacza, że oprócz problemów wewnętrzno-rządowych kierownictwo PiS dostrzega inne wyzwania – warto je zidentyfikować.

Nieoficjalne rozmowy z zapleczem Zjednoczonej Prawicy i uważna lektura bliskich PiS mediów pozwalają wskazać dwa takie problemowe obszary – brak skłonności prywatnego biznesu do zwiększania inwestycji i obawy o reakcje międzynarodowych partnerów – państw i korporacji – na zmiany w polskim sądownictwie. Pobrzmiewa niepokój o to, czy nowe ustawy o KRS i SN nie doprowadzą do sytuacji, w której niektóre europejskie sądy zaczną selektywnie uznawać polskie wyroki. Co więcej, przedstawiciele polskiego i międzynarodowego biznesu zaczynają wyrażać ostrożne obawy o to, czy zaproponowana przez prezydenta Andrzeja Dudę kasacja nadzwyczajna nie będzie podważała pewności prawa i ochrony inwestycji.

Poprawa wizerunku i opinii o Polsce w coraz bardziej wymagającej rzeczywistości międzynarodowej. To może być jeden z racjonalnych powodów przemawiających za tym, żeby dobrze postrzeganą w kraju premier Beatę Szydło zastąpił Mateusz Morawiecki. Polityk, który dobrze odnajduje się w międzynarodowym gospodarczym świecie, ma opinię probiznesowego menedżera, dla którego angielski nie jest problemem, a finanse tajemnicą. Polityk dający nadzieję na zakończenie sporów z Unią Europejską. Nowa twarz rządu i Polski.

Jeżeli jednak będzie to jedynie zabieg wizerunkowy, a nie rzeczywisty ruch wzmacniający, usprawniający i utrzymujący niezależności instytucji państwa takich jak sądy, organy nadzorcze, regulacyjne i urzędy, to dla polskiego i międzynarodowego biznesu i europejskiego otoczenia może to być za mało.

>>> Czytaj też: RPP: Koniunktura w Polsce jest korzystna. "Inflacja utrzyma się w pobliżu celu"