Jedną z pierwszych decyzji prezydenta Donalda Trumpa było wycofanie w lutym 2017 roku Stanów Zjednoczonych z multilateralnego porozumienia handlowego TPP (Partnerstwa Transpacyficznego). Partnerstwo to miało być przeciwwagą dla ekspansji Chin w regionie Azji i Pacyfiku. Negocjacje nad uzgodnieniem ostatecznego kształtu tego porozumienia handlowego trwały ponad pięć lat. W październiku 2015 r. podpisało je 12 państw: USA, Kanada, Meksyk, Japonia, Wietnam, Malezja, Brunei, Singapur, Australia, Nowa Zelandia, Chile i Peru. Jednakże nie zostało ono ratyfikowane przez parlamenty wszystkich państw członkowskich, w praktyce pozostało martwym porozumieniem.

TPP miało połączyć 12 państw na czterech kontynentach, których gospodarki są łącznie warte ok. 28 bln dol. Wspomniane 12 krajów wytwarzało w połowie bieżącej dekady 40 proc. światowego PKB.

Poprzednia administracja w Białym Domu zamierzała wykorzystać TPP jako swoisty instrument wywierania nacisku na Chiny. Prezydent Barack Obama wielokrotnie mówił, że nie można pozwolić takim państwom jak Chiny, aby „ustalały zasady, w oparciu, o które ma funkcjonować gospodarka globalna”.

Wycofanie się Stanów Zjednoczonych było dla wielu polityków, nie tylko z krajów sygnatariuszy tego układu, sporym zaskoczeniem. Decyzję Donalda Trumpa, która pozbawiła USA możliwości wywierania nacisku na Chiny – także w innych sprawach niż kwestie gospodarcze, można tłumaczyć zarówno brakiem doświadczenia nowego prezydenta i jego administracji, jak również zbyt emocjonalnymi i nieprzemyślanymi reakcjami na wydarzenia zachodzące w światowej gospodarce i polityce.

Japonia jednak nie może sobie pozwolić na brak reakcji. Początkowo premier Shinzo Abe stwierdził, że bez udziału Amerykanów porozumienie to nie będzie mogło funkcjonować, jednak szybko diametralnie zmienił zdanie. W opozycji do polityki handlowej prezydenta Trumpa, który chce teraz zawierać tylko bilateralne porozumienia handlowe, stara się reaktywować TPP.

Projekt nowego porozumienia został już uzgodniony z pozostałymi 10 krajami, sygnatariuszami poprzedniego TPP. Oficjalna nazwa została zmieniona na Comprehensive and Progressive Agreement for Trans-Pacific Partnership, CPTPP). Japonia będzie walczyć, aby nowe porozumienie wypaliło, gdyż w innym razie część krajów członkowskich przyłączyłaby się prawdopodobnie do konkurencyjnego porozumienia Regionalnego Kompleksowego Partnerstwa Gospodarczego (RCEP, Regional Comprehensive Economic Partnerhip) tworzonego przez Chiny. Stawka jest więc bardzo wysoka. Chodzi przecież nie tylko do „wolny dostęp” do rynków 10 krajów, ale przede wszystkim o to, kto będzie miał decydujący wpływ na reguły handlu w regionie Azji i Pacyfiku.

Premier Abe ma też nadzieję, że nowe porozumienie będzie swoistym wzorcem dla innych podobnych, regionalnych układów o wolnym handlu, także dla forsowanego przez Chiny RCEP. 

Równie ważną sprawą dla Japonii jest wykazanie, że przyszłość handlu światowego zależy od tego rodzaju porozumień multilateralnych a nie od układów bilateralnych, które preferuje administracja w Waszyngtonie. Takie podejście administracji prezydenta Trumpa do handlu z resztą świata umożliwia jej skuteczne wykorzystywanie przewagi ekonomicznej i amerykańskiej samowystarczalności w celu uzyskiwania różnych koncesji handlowych od swoich partnerów. Faktem też jest, że Stany Zjednoczone nie potrzebują zbyt wielu partnerów handlowych, w odróżnieniu od krajów silnie uzależnionych od handlu międzynarodowego, jak Chiny, Niemcy czy właśnie Japonia – trzej najwięksi na świecie eksporterzy.

Także wiele innych krajów silnie uzależnionych od handlu z USA może obecnie mieć utrudniony dostęp do amerykańskiego rynku. I bardzo trudno im będzie znaleźć równie chłonny rynek zbytu, co negatywnie odbije się zarówno na dynamice, jak i wartości światowego handlu towarami i usługami oraz na funkcjonowaniu całej gospodarki globalnej.

Japonia upatruje swoją szansę w reaktywacji dawnego TPP, co pozwoli jej nie tylko zwiększyć handel z krajami członkowskimi tego porozumienia handlowego, lecz także da mocniejszy argument w negocjacjach z USA w sprawie zawarcia bilateralnej umowy o wolnym handlu. CPTPP może też posłużyć Japonii jako swoisty wał ochronny przeciwko presji ze strony Stanów Zjednoczonych, które domagają się większego otwarcia japońskiego rynku dla amerykańskiego eksportu – szczególnie samochodów, artykułów rolno-spożywczych i farmaceutyków.

Wiąże się to ściśle z dążeniem administracji prezydenta Trumpa do niwelacji ujemnego salda w bilansie handlowym z tym krajem, które w ubiegłym roku wyniosło 70 mld dol. Dla porównania analogiczny deficyt w amerykańskim handlu z Chinami wyniósł w tym samym roku 330 mld dol. Władze w Tokio słusznie obawiają się więc, że Amerykanie zażądają od nich większych ustępstw w negocjowanej obecnie bilateralnej umowie o wolnym handlu niż te, które zostały uzgodnione w zawartym w 2015 roku porozumieniu TPP.

Zdaniem wicepremiera Japonii Taro Aso multilateralizm jest wygodniejszą formą intensyfikacji handlu międzynarodowego i można go „łatwiej sprzedać rodzimym wyborcom”, gdyż straty, jakie mogą wyniknąć w rezultacie większego otwarcia japońskiego rynku dla niektórych eksporterów z 10 krajów TPP można sobie powetować korzyściami uzyskanymi z otwarcia rynków wszystkich krajów-sygnatariuszy CPTPP dla towarów japońskich.

W ramach negocjowanego z USA bilateralnego porozumienia handlowego nie ma takich możliwości w sytuacji, w której strona amerykańska domaga się większego dostępu do rynku japońskiego bez udzielenia analogicznych koncesji dla eksporterów japońskich, motywując to koniecznością zrównoważenia wzajemnych obrotów handlowych i niwelacją ujemnego salda w bilansie handlowym.

Do końca listopada Japończycy w negocjacjach z Amerykanami twardo bronili swoich interesów i nie zgadzali się na udzielenie większych koncesji handlowych niż te, które przyznali Stanom Zjednoczonym w 2015 r. w porozumieniu TPP. Starają się także przyśpieszyć podpisanie CPTPP, aby zapewnić sobie wsparcie dla swojego stanowiska ze strony pozostałych sygnatariuszy nowego porozumienia handlowego w negocjacjach z USA.

Oczekiwania te mogą jednak okazać się płonne, gdyż po podpisaniu i wprowadzeniu w życie CPTPP należy raczej liczyć się z nasileniem nacisków ze strony USA, które w tej sytuacji mogą domagać się jeszcze większych koncesji handlowych od Japonii, w tym szczególnie zniesienia szeregu barier dla amerykańskiego eksportu artykułów rolno-spożywczych.

Amerykanie z pewnością zwiększą swoje żądania w tej sprawie zwracając uwagę na fakt uprzywilejowanego traktowania przez Japonię eksporterów tych produktów z krajów Unii Europejskiej na mocy zawartego niedawno między Japonią i UE Porozumienia o Partnerstwie Gospodarczym (JEEPA) i eksporterów z nowego porozumienia CPTPP z takich krajów, jak Australii, Nowej Zelandii, Meksyku i Chile.

Autor: Adam Gwiazda