Powołał się on na datowany 5 grudnia list ministra marynarki Richarda Spencera do zajmującego najwyższe stanowisko w hierarchii służbowej US Navy szefa operacji morskich admirała Johna Richardsona, w którym wskazuje się, że wspólny zespół operacyjny SOUTHCOM "jest bardzo ważnym elementem kontroli nielegalnego przewozu narkotyków".

Według listu, marynarka ma skierować do tego zadania w przyszłym roku co najmniej cztery okręty. US Navy przestała użyczać swych okrętów nawodnych do misji antynarkotykowych w 2015 roku wraz z wycofaniem ze służby ostatniej fregaty klasy Oliver Hazard Perry.

"Od tego czasu liczba incydentów żeglugowych podwoiła się, a w nadchodzących latach zespół operacyjny oczekuje dalszego ich nasilenia. Oczywiste jest, że obecność okrętów wojennych ma odstraszający efekt dla procederu przewozu narkotyków. Musimy teraz przywrócić ten wpływ w tym żywotnie ważnym i priorytetowym dla państwa programie" - napisał Spencer. Jak jednocześnie zaznaczył, cztery okręty, które marynarka udostępni, to "znacznie mniej niż żądana przez SOUTHCOM liczba".

Wcześniej w tym roku marynarka rozważała reaktywowanie zakonserwowanych fregat klasy Oliver Hazard Perry dla wsparcia SOUTHCOM, ale według Spencera nie będą one użyte do tej misji. US Navy ocenia, że ponowne wprowadzenie do służby 10 tych okrętów wymagałoby ponoszenia przez 10 lat kosztów w łącznej wysokości ponad 4,32 mld dolarów.

Zamiast nich SOUTHCOM otrzyma przybrzeżny okręt bojowy (littoral combat ship - LCS) oraz szybkie okręty transportowe klasy Spearhead. Program LCS był ostro krytykowany z powodu niedoszacowanych kosztów, zbyt słabego opancerzenia okrętów i innych niedomagań, ale list Spencera głosi, że LCS jest "idealnie skonfigurowany do tej operacji o niskiej intensywności".

Mającemu siedzibę na Florydzie SOUTHCOM podlega działalność sił zbrojnych i formacji paramilitarnych USA w regionie Ameryki Środkowej, Karaibów i Ameryki Południowej.

Z Waszyngtonu Joanna Korycińska (PAP)