31,7 proc. śmigłowców caracal we francuskiej flocie w 2016 r. było gotowych do użycia. To dużo czy mało?

Jak na sytuację w jakiej operują, to całkiem niezły wynik. Bo np. uderzeniowe śmigłowce tiger miały w tym samym czasie tę gotowość na poziomie 25 proc. Co i tak było lepiej niż rok wcześniej, gdy oscylowała ona wokół 21 procent. A koszty ich serwisowania to niemało: rocznie półtora miliona euro za sztukę. Ale ta stosunkowo niska gotowość bojowa wynika to z tego, że śmigłowce tiger i caracal biorą obecnie udział w operacjach bojowych w Afryce. Warunki dla śmigłowców są tam bardzo ciężkie: pył i wysokie temperatury robią swoje. Pył niszczy przekładnie, zatyka silniki i powoduje znacznie wyższe niż zazwyczaj zużycie części zamiennych.

Mimo to francuska minister obrona na łamach Les Echos narzekała na wysokie koszty eksploatacji i na to, że tylko 44 proc. całej floty śmigłowców i samolotów francuskich jest gotowa do akcji. Mówiła też o bardzo dużym wzroście tych kosztów.

Powtórzę, ten sprzęt bierze udział w operacjach w Syrii, Mali czy Libii. To są misje bojowe. Dostarczenie części i ludzi do obsługi technicznej na miejsce zwielokrotnia koszt eksploatacji. Każda śrubka zanim zostanie wkręcona musi przelecieć tysiące kilometrów. Oczywistym jest, że taniej jest gdy śmigłowce są na miejscu, we Francji.

Jak wygląda z tą gotowością operacyjną śmigłowców w Wojsku Polskim?

My mamy inne problemy niż flota francuska. Dla nas trudnością jest dostęp do poradzieckich części zamiennych, a większość naszych śmigłowców to właśnie tego typu konstrukcje. Tajemnicą poliszynela, narzekał na to m.in. były szef lotników generał Tomasz Drewniak, jest to, że niską gotowość operacyjną mają także maszyny produkowane w Polsce np. śmigłowce SW – 4 Puszczyk.

Ale co to znaczy niską?

Te dane są niejawne.

Ponoć w Iraku gotowość operacyjna naszych śmigłowców oscylowała wokół 30 proc., a w Afganistanie wokół 35 proc.

Być może tak było, nie jestem w stanie tego potwierdzić. Wydaje się, że są to liczby porównywalne do francuskich.
Ale o problemach z modernizacją i obsługą naszych statków powietrznych świadczą choćby przygody śmigłowców ratowniczych Anakonda, które zostały odebrane przez wojsko z opóźnieniem liczonym w miesiącach, a w niektórych przypadkach nawet latach.
Warto też pamiętać, że żadne z naszych śmigłowców nie biorą obecnie udziału w działaniach wojennych. Za granicami są jedynie samoloty F – 16. Jeśli bylibyśmy na wojnie ta na pewno gotowość by spadła, a koszty radykalnie wzrosły. Dokładnie tak jak u Francuzów, czy właśnie podczas naszej misji w Afganistanie.

>>> Czytaj też: Wiceszef MON: Sprawa caracali we Francji potwierdza, że mieliśmy rację