Z raportu Urzędu Regulacji Energetyki dowiadujemy się, że w 2016 roku struktura produkcji energii elektrycznej nie zmieniła się znacznie w stosunku roku poprzedniego. Zdecydowana większość produkcji oparta jest nadal na paliwach konwencjonalnych, tj. węglu kamiennym i brunatnym. W badanym okresie spadła dynamika wzrostu produkcji energii elektrycznej z OZE w porównaniu do lat poprzednich (liderem produkcji w tym segmencie pozostawały wiatraki).

Ministerstwo energii deklaruje, że do 2030 roku udział węgla w miksie energetycznym utrzyma się na poziomie co najmniej 60 procent. Do 2050 roku ma to być 50 procent. Nie wiadomo jednak, czy owe deklaracje są poparte analizami. Dopiero strategia energetyczna do 2030 roku (ma być opublikowana jeszcze w tym roku) ma przedstawić ścieżkę dochodzenia do tego celu.

W 2016 roku w polskich elektrowniach wyprodukowano około 162 TWh energii elektrycznej. Zużycie wyniosło jednak prawie 164 TWh. Zza granicy sprowadziliśmy o 42 procent więcej energii niż rok wcześniej. Polski system elektroenergetyczny nie był w stanie zapewnić zapotrzebowania z krajowych zasobów.

Powodem jest między innymi wysoka cena polskiej energii. Według danych Eurostatu w pierwszej połowie 2016 roku na rynku hurtowym plasowała się w okolicach 0,08 euro za kWh, czyli powyżej średniej dla Unii Europejskiej (0,11 euro za kWh i 0,15 w Niemczech, i tylko 0,062 w Szwecji).

Z tego punktu widzenia można uznać, że najtaniej będzie zwiększać import energii zza granicy i zmniejszać ilość mocy wytwórczych w Polsce zaczynając od elektrowni najmniej rentownych, czyli od węglowych. Jednak ustalenia Polskiego Komitetu Energii elektrycznej sugerują odwrotne wnioski. Z punktu widzenia bezpieczeństwa dostaw należy urentownić bloki węglowe, dopłacając do ich rentowności, bo w innym wypadku grozi Polsce brak dostaw prądu, czyli tak zwany blackout.

>>> Czytaj też: Polska jest największym producentem węgla w UE, a brakuje go w elektrowniach. Jak to możliwe?

Z raportu PKEE „Rynek mocy – czyli jak uniknąć blackoutu” wynika, że w razie braku wprowadzenia wsparcia państwowego dla elektroenergetyki należy liczyć się z kosztem rzędu 10 mld złotych rocznie z tytułu wycofania około 10 z 22 GW mocy wytwórczych. Będzie to związane z rosnącym ryzykiem przerwy dostaw po 2020 roku. Rodzi to konieczność utrzymania rezerwy mocy, to zaś wymaga dofinansowania.

6 grudnia Sejm RP przyjął ustawę o rynku mocy. Zakłada ona, że każdy Polak w rachunku za energię elektryczną zapłaci dodatkową opłatę „mocową” za dostępność energii. Ministerstwo szacuje, że mechanizm spowoduje wzrost opłat o 1,5-2 złotych miesięcznie w latach 2021 – 2022, a Polskę zabezpieczy przed blackoutem.

Ustawa przewiduje, że w toku aukcji do wsparcia rynku będą dopuszczane najtańsze moce, także te pochodzące z przepływów transgranicznych. Oznacza to, że niekoniecznie będą zwyciężać polskie elektrownie. To kolejny argument za modernizacją parku wytwórczego.

Aby zmniejszyć udział węgla w zgodzie z deklaracjami resortu energii, należy uzupełnić wygaszane moce innymi źródłami produkcji. Jedna z możliwych odpowiedzi to atom, który można wspierać dopłatą podnoszącą cenę energii do progu opłacalności, czyli tzw. kontraktem różnicowym. Można także skorzystać z obligacji zabezpieczonych gwarancjami polskich banków i w ten sposób sięgnąć do kieszeni obywatela. Aktualizacja Programu Polskiej Energetyki Jądrowej ma nastąpić w pierwszym kwartale 2018 roku, czyli po przyjęciu strategii energetycznej. Nadal nie wiadomo, czy rząd utrzyma plan budowy polskiej siłowni jądrowej.

Alternatywą jest rozwój energetyki odnawialnej (OZE), którą można budować szybko i tanio. Minusem tego rozwiązania jest konieczność zapewnienia rezerwy mocy, która będzie zapewniać dostawy w razie braku produkcji na farmach wiatrowych w dni bezwietrzne, bądź panelach fotowoltaicznych w chmurne. Dopiero efektywny ekonomicznie system magazynów energii usunie ten problem. Jednak i on może wymagać wsparcia dla rozwoju.

Rezerwowe moce dla OZE mogą zapewnić elektrownie węglowe, jak w Niemczech, albo gazowe. Jednakże rozwój energetyki opalanej gazem w Polsce bez dalszej dywersyfikacji źródeł dostaw może zrodzić większe uzależnienie od importu z Rosji, co jest niepożądane. Miks z rosnącą rolą OZE i gazu byłby zatem możliwy dopiero wraz z ukończeniem Bramy Północnej (gaz z Norwegii) i rozwojem importu LNG. Jednakże wtedy i tak zwiększy się zależność Polski od importu. Alternatywa to węgiel.

>>> Czytaj też: Gazprom chce renegocjować warunki umowy z PGNiG. Rosjanie obawiają się Baltic Pipe?

Podstawowym ograniczeniem dla energetyki węglowej w Polsce jest polityka klimatyczna. To dlatego ministerstwo energii przyznaje, że konieczne jest zmniejszenie jej udziału w miksie. Obciążenia związane są z systemem handlu emisjami – Unii Europejskiej każe płacić za nadprogramową emisję dwutlenku węgla, a jest jej najwięcej właśnie w elektrowniach węglowych. Do tego dochodzą nowe regulacje tzw. pakietu zimowego, czyli między innymi ograniczenie wsparcia najbardziej emisyjnych źródeł. Limit wsparcia nie przekracza 550 g/kWh. Wszystkie bloki węglowe, także dopiero planowane, w Kozienicach, Opolu i Jaworznie, emitują więcej. Polakom udało się jedynie wynegocjować, że mechanizm wejdzie w życie dopiero w 2020 roku. Warto także dodać dyrektywę BAT o modernizacji elektrowni, która wymusi wielomiliardowe inwestycje. W przypadku samej Polskiej Grupy Energetycznej trzeba będzie wydać 4 mld zł.

Z tego względu wybór uzupełnienia dla węgla jest koniecznością. Mimo to dyskusje w rządzie się nie kończą. Nie wiadomo, czy strategia energetyczna zostanie przyjęta zgodnie z deklaracją do końca roku. Nie wiadomo także, czy będzie zawierała wybraną ścieżkę rozwoju: atom, OZE i gaz, czy inną. Może równie dobrze być wielowariantowa jak Polityka Energetyczna Polski do 2030 roku, czyli obecnie obowiązujący dokument, który nie determinuje wyboru ścieżki. Nie wiadomo także, czy Polska zdecyduje się na atom. Niestety ze względu na brak decyzji Polska zbliża się do scenariusza, w którym grozi blackout, a jedynym remedium staje się szybki import zza granicy. Nie ma pewności czy taki outsourcing mocy wytwórczych będzie bezpieczny.

Autor: Wojciech Jakóbik