Pod adresem NBP zaczynają padać zarzuty ze strony ekonomistów o prowadzenie zbyt łagodnej polityki pieniężnej. Dlaczego? Bo Adam Glapiński, prezes banku centralnego, mimo ostatniego wzrostu inflacji i wysokiego wzrostu gospodarczego (który sprzyja wzrostowi cen) trzyma się zapowiedzi sprzed kilku miesięcy, że do końca przyszłego roku nie widzi powodów do podnoszenia stóp procentowych.

Wiadomo, że Glapiński – współpracownik prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego – będzie stronił od podejmowania decyzji, które miałyby zaszkodzić rządowi (a podwyżka stóp to zawsze element, który spowalnia wzrost). Wciąż jednak może mówić, że prowadzi konserwatywną politykę – bez żadnych niestandardowych rozwiązań. Faktycznie, we wspieraniu gospodarki daleko mu do tego, co od lat robi György Matolcsy, prezes Narodowego Banku Węgier (NBW) – lider nieortodoksyjnej polityki pieniężnej w naszym regionie.

Ale nie oznacza to, że w żadnym ruchu Matolcsyego nie ma nic do przeniesienia na nasz grunt. W czym lepiej go nie naśladować, a nad czym można się zastanowić?

Najważniejsze kredyty

Matolcsy karierę zaczął pod koniec lat 70. – w wieku 23 lat podjął pracę w ministerstwie finansów. Po kilku latach odszedł, by robić karierę naukową, ale już pod koniec lat 80. (Węgry zaczęły się otwierać na zachodni kapitał jeszcze przed upadkiem muru berlińskiego) znalazł pracę w firmie Pénzügykutató (po polsku: Badania Finansowe). W 1990 r. był doradcą premiera Józsefa Antalla, a później przedstawicielem Budapesztu w utworzonym właśnie Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju. W 1994 r. wrócił z Londynu do kraju, gdzie kierował Instytutem Badań Prywatyzacji przemianowanym z czasem na Instytut na rzecz Rozwoju. Krótko mówiąc, gdy przychodził do banku centralnego, miał już sporą wiedzę na temat tego, jak funkcjonuje gospodarka. I spore doświadczenie w polityce gospodarczej.

– György Matolcsy stanął na czele banku emisyjnego w marcu 2013 r. Od tego czasu nastąpiły poważne zmiany w naszym myśleniu. Teraz skupiamy się na identyfikowaniu problemów i wykorzystaniu bardzo skoncentrowanych, w razie potrzeby niekonwencjonalnych narzędzi do rozwiązywania trudności – mówił rok temu w wywiadzie dla DGP Márton Nagy, jeden z najbliższych współpracowników szefa NBW.

W momencie zmiany na stanowisku prezesa banku centralnego Węgry dopiero dźwigały się z podwójnego dołka recesji, w jaką wpędził je światowy kryzys z drugiej połowy minionej dekady. Banki zmagały się z problemem złych długów. Kredyty nie rosły – nie było na nie popytu, ale podaż ze strony instytucji finansowych też nie wyglądała dobrze. Od czego zaczął nowy prezes? Nie od stóp procentowych. Te zaczął zmniejszać już jego poprzednik András Simor. Jeszcze w pierwszej połowie 2012 r. główna stopa wynosiła 7 proc. Później z miesiąca na miesiąc spadała.

>>> Treść całego artykułu można znaleźć w weekendowym wydaniu DGP.