Oczywiście możemy się spierać, czy pogoń za fabrykami w XXI wieku jest warta wysiłku, ale już nie nad tym, że warto budować i utrzymywać silny sektor przemysłowy w obliczu nieustannej konkurencji w skali globu oraz zmian technologicznych. Co najmniej jednemu państwu udało się ten cel osiągnąć – to Japonia. I co ciekawe, stało się to w sposób dość nieoczekiwany.

Fabryki wytwarzające auta, chipsy i walkmany napędzały japoński cud gospodarczy w latach 70. i 80. XX wieku. Ale tak jak w przypadku większości rozwiniętych gospodarek, znaczenie przemysłu w Japonii w ciągu ostatnich 20 lat znacząco zmalało. W obliczu starzejącego się społeczeństwa oraz rosnących kosztów, japońskie firmy inwestowały w nowe fabryki w Chinach, USA oraz wszędzie tam, gdzie mogły liczyć na niższe koszty pracy lub nowe rynki.

W ostatnim czasie jednak japońskie fabryki odżyły. Udział produkcji przemysłowej w PKB w ostatnich latach ustabilizował się, a nawet lekko wzrósł. Zatrudnienie w przemyśle także rośnie. Pomimo, że stagnacja w obszarze płac dotyka japońskich gospodarstw domowych, to w sektorze przemysłu wynagrodzenia rosną. Według danych za październik średnie wzrosty płac wszystkich pracowników w Japonii wyniosły 0,6 proc. W przemyśle wskaźnik ten osiągnął 1 proc. Dodatkowo w Kraju Kwitnącej Wiśni od kilku kwartałów wyniki gospodarcze są lepsze, a tani jen, dzięki radykalnej polityce monetarnej banku centralnego, dodatkowo pomaga sektorowi przemysłowemu.

Dlaczego japońskie fabryki ożyły

Ale to wszystko to tylko część historii. Japonia w znaczący sposób poprawiła konkurencyjność swojego przemysłu. Z badań Deloitte z 2016 roku wynika, że pod tym względem Japonia dokonała dużego skoku na czwartą pozycję z miejsca dziesiątego zaledwie trzy lata wcześniej.

Deloitte wskazuje, że tradycyjne przewagi Japonii jako producenta poprawiają dziś jego pozycję. Niskokosztowe kraje rozwijające się, takie jak np. Chiny, przez wiele dekad miały przewagę nad krajami rozwiniętymi, przejmując wiele fabryk z Japonii, USA oraz Europy Zachodniej. Ostatnio jednak, jak zauważa Michelle Drew Rodriguez, zajmująca się perspektywami przemysłu w Deloitte, to technologie i talenty zaczynają odkrywać kluczową rolę jeśli chodzi o konkurencyjność przemysłu. W efekcie następuje kolejne przetasowanie globalnego krajobrazu przemysłowego ponownie na korzyść krajów rozwiniętych.

Nowy przemysłowy trend

„Wraz z tym, jak przemysły wytwórcze stają się coraz bardziej zaawansowane i wyrafinowane, tradycyjne kraje przemysłowe XX wieku, które stale inwestowały w rozwijające się technologie, doświadczają dziś wzrostu konkurencyjności” – pisze Rodriguez.

Trend ten jest korzystny szczególnie dla Japonii. Pamiętajmy, że to japońscy menedżerowie na nowo stworzyli zasady produkcji masowej, odkrywając tzw. szczupłą produkcję (lean manufacturing, system opracowany w zakładach Toyoty, zwany też „toyotyzmem” – przyp. red.). Jak zauważają analitycy z Deloitte, japoński rząd oraz firmy wciąż inwestują w innowacje produkcyjne, automatyzację oraz szkolenia. Z ankiety tej samej firmy doradczej, przeprowadzonej wśród szefów przedsiębiorstw wynika, że pod względem liczby talentów Japonia zajmuje drugie miejsce zaraz za Niemcami. Michelle Drew Rodriguez podkreśla, że japoński rząd finansuje także badania, których celem jest właśnie ulepszanie procesu produkcji.

Lekcje z japońskiego przykładu może czerpać wiele państw świata. Japońska historia stanowi ostrzeżenie dla USA, aby Waszyngton koncentrował się bardziej na podnoszeniu jakości edukacji oraz kwalifikacji pracowników, a mniej na przywracaniu łańcuchów dostaw opartych na liniach montażowych, tak jak w przypadku fabryk iPhone’ów. To ostatnia fiksacja Białego Domu.

Z kolei Chiny oraz inne kraje rozwijające się, które opierały swoje moce produkcyjne głównie o tanią siłę roboczą, dzięki Japonii powinny zrozumieć, że muszą teraz ulepszać technologie produkcyjne oraz podnoście wydajność pracowników. Co prawda chińscy planiści próbują to osiągnąć poprzez takie programy, jak „Made in China 2025”, ale jest więcej niż pewne, że takie państwowe inicjatywy nie wytworzą prawdziwych innowacji – takich, jakich Chiny potrzebują.

Oczywiście japońskiego sukcesu nie należy oddzielać od procesu polepszenia się wyników w globalnej gospodarce. Eksport ożywił japońskie fabryki, tak jak działo się to zawsze. W październiku wartość japońskiego eksportu wzrosła o 14 proc. względem poprzedniego roku.

W tym samym czasie Japonia w mądry sposób zmieniła taktykę z półprotekcjonistycznej w kierunku większej otwartości. 8 grudnia japońscy negocjatorzy ostatecznie uzgodnili warunki porozumienia o wolnym handlu z Unią Europejską. Tokio podjęło także wysiłki zmierzające do sfinalizowania warunków Partnerstwa Transpacyficznego (TPP) po tym, jak USA się z niego wycofały. Amerykańska administracja, która była gotowa bardzo szybko zrezygnować z porozumień o wolnym handlu, powinna wziąć to pod uwagę.

Potencjalne zagrożenia dla japońskiego odbicia gospodarczego także mogą stanowić wartościowe lekcje dla innych państw świata. Niewiarygodnie niskie bezrobocie na poziomie 2,8 proc. sprawia, że firmy wręcz wołają o nowych pracowników, a starzejąca się populacja Kraju Kwitnącej Wiśni nie jest w stanie zapełnić tej luki. Na tym przykładzie widać, że duży opór Tokio przed pozwoleniem na szeroką imigrację to wielki koszt dla tego kraju. To szczególnie wartościowa lekcja, którą powinni sobie wziąć do serca politycy w USA oraz w Europie.

>>> Czytaj też: Polska po 1989 r. doświadczyła katastrofy przemysłowej. Czy możemy odbudować nasz potencjał?