Kolejka najemnych robotników szukających pracy to nieoczywisty kadr na otwarcie komiksu dla dzieci. A w takiej właśnie kolejce stoją Miki oraz koń Horacy w albumie „Kawa Zombo” francuskiego rysownika i scenarzysty Régisa Loisela. Zostają odprawieni z kwitkiem i szybko przekonują się, że to nie jest przypadek: mają się ugiąć pod naciskiem lokalnego milionera, który na miejscu spokojnego osiedla planuje wybudować pole golfowe. Miki i Horacy, chcąc ocalić domy swoje i sąsiadów, muszą sile pieniądza przeciwstawić siłę rozumu i pięści.

Loisel (u nas znany m.in. ze świetnych serii „W poszukiwaniu ptaka czasu” i „Piotruś Pan”) składa uwielbianym zwierzakom przewrotny hołd. Miki jest w jego komiksie nie tyle everymanem, ile working class hero, bohaterem klasy robotniczej, niczym z piosenek amerykańskiego barda Woody’ego Guthriego. Kaczor Donald to abnegat, który wyniósł się poza miasto, a Goofy – pogrążony w depresji samotnik, ledwo wiążący koniec z końcem. Jednak francuski artysta nie rezygnuje z przygodowo-slapstickowej fabuły, ale intryga i humor służą mu za tło do zaskakująco przenikliwego – przynajmniej w kategoriach disnejowskiej rozrywki – społecznego komentarza. Przy okazji Loisel wraca ze swoim bohaterem do korzeni. Bo Miki nie zawsze był symbolem rozrywkowego potentata.

W przyszłym roku najsłynniejsza mysz świata skończy 90 lat. Więc przy okazji lektury albumu Loisela warto przyjrzeć się początkom jej – a właściwie jego, w końcu to samczyk – kariery.

>>> CAŁY TEKST W ŚWIĄTECZNYM WYDANIU DGP