Komisja Europejska podjęła w ubiegłą środę decyzję o uruchomieniu wobec Polski art. 7 traktatu UE, czego skutkiem może być nawet nałożenie na Polskę unijnych sankcji. KE dała jednocześnie Warszawie trzy miesiące na wprowadzenie rekomendacji w sprawie praworządności. Wiceszef KE Frans Timmermans, uzasadniając postanowienie Komisji, mówił m.in., że niezależność polskiego wymiaru sprawiedliwości staje pod znakiem zapytania.

Szymański w porannej rozmowie w TVN24 powiedział, że w kontekście tych wydarzeń "MSZ będzie musiał odegrać swoją własną rolę". "Oczywiście być może pewne zmiany, poszerzenie pola argumentacji, będzie musiał przyjąć rząd, nowy premier (...), ale myślę, że przed MSZ wiele zadań, ambitnych ważnych. Na pewno te emocje są dalekie od dekadencji" - zaznaczył.

Ocenił, że mające się odbyć 9 stycznia spotkanie premiera Mateusza Morawieckiego z przewodniczącym KE Jean-Claude Junckerem jest "bardzo potrzebne". Podkreślił, że podczas takiego spotkania "szefowie rządów mają spędzić ze sobą, bezpośrednio bardzo dużo czasu, mają wziąć odpowiedzialność osobistą za decyzje Rady Europejskiej". "Tutaj również jest oczywistym, że za relacje między Warszawa a Brukselą w takim momencie biorą odpowiedzialność osobistą przewodniczący Juncker i premier Morawiecki" - dodał.

Pytany czy zgadza się ze stwierdzeniem, że rok 2018 będzie dla Polski wizerunkową zagładą atomową odparł, że jest "przeciwny tej retoryce". "To jest retoryka, która być może jest potrzebna, by koncentrować uwagę opinii publicznej, natomiast ona nie oddaje sensu tego procesu" - wskazał.

Przypomniał, że nawet wiceszef KE Frans Timmermans podczas swojego wystąpienia, gdy ogłaszał wniosek KE, również "zdecydowanie oponował przeciwko takiej retoryce". "To jest jedna z niewielu rzeczy, z która ja tez sam się zgodziłem" - powiedział.

Przyznał, że uruchomienie tego artykułu jest sprawą "precedensową". "W żadnym wypadku nie chciałbym żeby ktokolwiek powziął mniemanie, że nie przywiązujemy do tego wagi. To jest sprawa ważna politycznie między Warszawą a Brukselą" - podkreślił.

Wiceminister zaznaczył, że Polski rząd - tak jak do tej pory - będzie "bardzo rzeczowo" odpowiadał, dlaczego w Polsce większość parlamentarna ma prawo przeprowadzać reformę wymiaru sprawiedliwość.

Szymański pytany co Polski rząd odpowie Junckerowi, który zaproponuje by Polska zrezygnowała z reformy sądownictwa, odpowiedział, że "to jest sytuacja wysoce hipotetyczna". "Myślę, że na takie pytanie odpowiedź powinna paść bezpośrednio ze strony premiera Morawieckiego" - dodał.

"(...) z cała pewnością premier Morawiecki jest zdeterminowany do tego by bronić praw polskiego parlamentu, polskiego rządu, prawa prezydenta do tego, by reformować wymiar sprawiedliwości" - powiedział.

Wyraził przekonanie, że we wszystkich stolicach państw Unii Europejskiej "następuje głęboki namysł co jest najbardziej odpowiedzialną postawą". "Myślę, że ten proces będzie też otwarty, także dla nas, żeby przedstawić nasze wysłane racje. One zapewne pokażą, że opinie, oceny KE są dość jednostronne i że prawda w tej sprawie jest trochę bardziej skomplikowana niż można to wyczytać z kolejnych rekomendacji KE" - mówił.

Zdaniem wiceszefa MSZ, jeżeli okazałoby się, że "KE jest w stanie w sprawach takich jak wymiar sprawiedliwości i sprawy wewnętrzne, w sprawach które nie są objęte kompetencja unijną, narzucić państwom członkowskim swoja narracje, swój sposób widzenia to by oznaczało bardzo istotne przeniesienie ciężkości kompetencyjnej między państwami a KE".

Na pytanie czy Polski rząd jest w stanie narzucić narrację krajom, które miałby poprzeć Polskę, odparł "oczywiście, że tak". "To będzie test dla wszystkich państw, bo ta sprawa ma charakter systemowy" - dodał.

Szymański pytany o to, które państwa, oprócz Węgier, mogłyby poprzeć Polskę odpowiedział: "Wolałbym, aby te państwa, które zdecydują się na to, aby przyjąć inną postawę niż Komisja Europejska mówiły za siebie, w odpowiednim momencie i w odpowiednim trybie".

"Mogę zapewnić, że Węgry to nie jest jedyne państwo Unii Europejskiej, które ma duży dystans do tego (...) w jaki sposób Komisja Europejska postępuje wobec Warszawy" - podsumował.

Art.7 unijnego traktatu mówi o tym, że na uzasadniony wniosek jednej trzeciej państw członkowskich, Parlamentu Europejskiego lub Komisji Europejskiej, Rada UE może stwierdzić istnienie wyraźnego ryzyka poważnego naruszenia przez kraj członkowski wartości unijnych. Decyzja w tej sprawie, która jest podejmowana przez kraje większością czterech piątych, nie wiąże się jeszcze z sankcjami, ale jest krokiem na drodze do nich. Same sankcje są mało prawdopodobne, bo wymagają jednomyślności, ale już uruchomienie art. 7 jest bezprecedensowym krokiem w historii UE.

>>> Czytaj też: Saryusz-Wolski: Znam instytucje UE od środka. Atak na Polskę odbył się na wyraźną prośbę opozycji