Informacja na temat działań prawnych związanych z dochodzeniem roszczeń odszkodowawczych od Niemiec za straty materialne i osobowe wywołane II wojną światową – brzmi tytuł opracowania. Przeanalizowano środki podejmowane na drodze krajowej i międzynarodowej przez: Albanię, Bośnię i Hercegowinę, Bułgarię, Czarnogórę, Czechy, Danię, Estonię, Finlandię, Francję, Grecję, Holandię, Irlandię, Izrael, Litwę, Łotwę, Macedonię, Norwegię, Słowację, Węgry, Wielką Brytanię i Włochy. Dokument powstał w Biurze Analiz Sejmowych.

Do zleceniodawcy, posła Prawa i Sprawiedliwości Arkadiusza Mularczyka, został przesłany 27 grudnia 2017 r.

– Przedstawione informacje zostały opracowane na podstawie materiałów zebranych przez polskie placówki dyplomatyczne i przekazanych do Biura Analiz Sejmowych przez departament prawno-traktatowy MSZ RP, a także uzyskanych z parlamentów analizowanych państw za pośrednictwem Europejskiego Centrum Badań Parlamentarnych i Dokumentacji – piszą autorzy publikacji.

To dane historyczne, które pokazują, że niektóre kraje starały się o reparacje dosyć skutecznie (np. Izrael, Francja), inne wręcz przeciwnie (Grecja). Mimo że autorzy często sięgają do wypłat, które miały miejsce tuż po wojnie – w przypadku niektórych krajów część wypłaconych rekompensat pomijają (chodzi np. o Grecję i Francję). I to mimo że zostały one uwzględnione w dokumencie dotyczącym reparacji przygotowanym przez Biuro Analiz Sejmowych we wrześniu.

Opracowanie nie uwzględnia również niektórych krajów (m.in. Szwecja, Belgia), które odszkodowania od Niemiec uzyskały. – W tej informacji jest zawarta istotna wiedza, która pokazuje, że obywatele wielu krajów Europy Zachodniej i Izraela do dziś otrzymują świadczenia rentowe i inwalidzkie od państwa niemieckiego. Natomiast Fundacja Polsko-Niemieckie Pojednanie wypłacała jednorazowo niskie, bo średnio kilkusetzłotowe, odszkodowania pod rygorem zrzeczenia się wszelkich innych roszczeń. To jawny przejaw dyskryminacji Polaków, a samo zrzeczenie budzi także wątpliwości prawne – mówi poseł Arkadiusz Mularczyk. – W Polsce przy pomocy agentury wpływu doprowadzono do tego, że Niemcy praktycznie nic nie zapłacili Polsce i Polakom. Raptem niecałe 2 proc. z sumy wszystkich odszkodowań płaconych innym krajom. Liczymy, że Niemcy w drodze przyszłych rokowań sami doprowadzą do wypłaty zaległych odszkodowań. Jeśli tak się nie stanie, wówczas zostaną podjęte inne działania o charakterze prawnym i politycznym – dodaje polityk.

73,4 mld euro - tyle odszkodowań po wojnie wypłaciła w sumie RFN według posła Karla-Georga Wellmanna. Dla porównania w ramach pierwszego programu ratującego przed bankructwem Grecji zapewniono środki w wysokości 110 mld euro. 2,6 mld euro - tyle z tej kwoty dostała Polska. 1,5 mld euro - takie szacunki odszkodowań przedstawia prof. Jerzy Sułek.

Dokument przygotowany przez Biuro Analiz Sejmowych ocenił na naszą prośbę historyk prof. Stanisław Żerko, który naukowo zajmuje się m.in. reparacjami. – Ta informacja mnie mocno rozczarowała. Materiał jest nieuporządkowany, brakuje w nim konkluzji. Być może jest to pierwsza wersja, z której można zrobić coś lepszego. Nie wiadomo, co jest ważne, a co nie jest ważne. Są błędy w faktach. Na przykład zdaniem autorów Bułgaria przystąpiła do Paktu Osi, a czegoś takiego nie było. Był Pakt Trzech. A Oś to była nieformalna nazwa – tego się nie powinno używać. Pominięto też fakt, że Bułgaria była sojusznikiem Niemiec, ale potem przeszła na stronę aliantów – tłumaczy historyk. – Wątpię, by to mogło być pomocne decydentom, ponieważ nie jest wskazana żadna droga prawna, na której można się domagać odszkodowań od strony niemieckiej.

Pod analizą podpisani są doktorzy Dobromir Dziewulak i Marcin Mróz, obaj przedstawieni jako specjaliści ds. międzynarodowych w Biurze Analiz Sejmowych. Na pytanie DGP, jakie ma podstawy merytoryczne, by przygotować taki dokument, dr Dziewulak odesłał nas do Kancelarii Sejmu, która wczoraj nie odpowiedziała na nasze pytania. Potwierdził jednak, że jest m.in. adiunktem w Zakładzie Dydaktyki Wydziału Pedagogicznego i członkiem zespołu rektorskiego ds. kształcenia nauczycieli na Uniwersytecie Warszawskim. Z kolei dr Mróz wcześniej pisał np. analizy dotyczące posiadania broni w krajach UE. 

Prawnie nie ma tematu. Politycznie, jak najbardziej

Roszczenia publiczno-prawne (reparacje) Polski w stosunku do Niemiec nie mają obecnie uzasadnienia w świetle prawa międzynarodowego. W związku z tym, że stanowisko w tym zakresie zasadza się na postanowieniach Umowy Poczdamskiej, powrót do tego rodzaju odszkodowań od Niemiec mógłby hipotetycznie pójść dwiema drogami proceduralnymi – wyjaśnia profesor prawa Jan Barcz w artykule „Odszkodowania wojenne od Niemiec dla Polski po upływie 70 lat od zakończenia II wojny światowej w świetle prawa międzynarodowego” zamieszczonym w listopadowym numerze miesięcznika „Państwo i Prawo”, który jest wydawany przez Komitet Nauk Prawnych Polskiej Akademii Nauk.

– Po pierwsze, adresatem roszczeń musiałyby być nie Niemcy, a Federacja Rosyjska (jako państwo reprezentujące ciągłość podmiotowości prawnomiędzynarodowej ZSRR), ponieważ na mocy Umowy Poczdamskiej Polska miała zaspokajać swoje roszczenia z części przypadającej ZSRR. Uzasadnienie mogłoby odwoływać się do narzuconych, skrajnie niekorzystnych dostaw węgla oraz do wymuszonego „przyłączenia się” do decyzji o rezygnacji z pobierania reparacji. Abstrahując od realności takiego zabiegu i jego politycznych konsekwencji, napotkałby on na istotną barierę prawną w postaci wspomnianej umowy z 4 lipca 1957 r.

Po drugie, powrót do roszczeń odszkodowawczych wobec Niemiec w tym zakresie mógłby też zmierzać do podważenia formuły poczdamskiej. W tym przypadku wkroczono by na bardzo niebezpieczny dla Polski teren, ponieważ Umowa Poczdamska zawiera decyzje ówczesnych mocarstw sprzymierzonych o egzystencjalnym znaczeniu dla Polski w co najmniej trzech dziedzinach: ustalenia granicy polsko-niemieckiej, przesiedlenia ludności niemieckiej z byłych niemieckich obszarów wschodnich przekazanych Polsce oraz odszkodowań od Niemiec – tłumaczy prawnik.

Jednak to, że nie ma podstaw prawnych ku reparacjom, nie zmienia faktu, że temat zaistniał w niemieckiej debacie publicznej. Jak donosił portal Politico w połowie grudnia, w czasie zakończonych porażką rozmów o tworzeniu niemieckiego rządu przez chadeków, zielonych i liberałów dyskutowano nad pomysłem, by wycofać się z budowy gazociągu Nord Stream II w zamian za rezygnację przez Polskę z tematu reparacji wojennych.

>>> Czytaj też: Karski: Tu nie ma przedawnienia. Żaden normalny Niemiec nie odwołuje się do nazizmu [WYWIAD]

ⒸⓅ