Mamy przełom 2017 i 2018 r. Czy w dającej się przewidzieć przyszłości możliwe jest stworzenie superczłowieka? Sokoli wzrok, szybkość geparda, siła niedźwiedzia.

Och, uwielbiam science fiction. I właśnie w tym nurcie pozostaje marzenie o superczłowieku w rozumieniu, które pan przedstawił. Brytyjski tygodnik „The Economist” kilka lat temu pokazał na okładce niemowlaka i wskazał, jakie supercechy będzie mogło mieć dziecko już za kilkanaście lat. Ale trzeba powiedzieć szczerze: to czysta fantazja.

Niemożliwe do zrealizowania?

Nie. I to z kilku powodów. Przede wszystkim, choć nauka jest rozwinięta, to nadal nie wiemy, ile genów i jakie odpowiadają za poszczególne cechy. A jeśli nie mamy pojęcia, ile genów trzeba by zmienić i gdzie się one znajdują, to jak to zrobić? Nie sądzę, byśmy zyskali tę wiedzę w dającej się przewidzieć przyszłości.

Jak to? Przecież w medycynie mówi się dużo o terapii genowej.

Tak, ale ona nie polega na robieniu z człowieka superczłowieka. To leczenie chorób, które są skutkiem problemów związanych z jednym genem. Poza tym w wypadku choroby modyfikacja genetyczna bywa usprawiedliwiona i można czasem powiedzieć: „Ta osoba nie ma nic do stracenia”. A przy modyfikacji człowieka w celu jego ulepszenia pojawiłby się zasadniczy problem: jak poprawić jedno, by nie zmienić na niekorzyść drugiego? To nie jest przecież tak, że zmienimy jeden gen i człowiek będzie wyższy o pół centymetra. Kolejny gen – i następny centymetr. Bo, nawet gdybyśmy uznali, że to realne, prawdopodobne jest, że modyfikacja w celu zwiększenia wzrostu wpłynęłaby niekorzystnie na coś innego, np. budowę kostną. I zamiast superczłowieka powstałaby jednostka niepełnosprawna.

>>> CAŁY TEKST W WEEKENDOWYM WYDANIU DGP