W opublikowanym w poniedziałek wywiadzie pod tytułem "Wy chcecie migrantów, a my nie!" Orban po raz kolejny bronił decyzji Węgier, żeby nie przyjmować uchodźców, zwłaszcza z krajów muzułmańskich, i podkreślił, że stanowisko to pozostaje niezmienne.

"Uważamy, że wysoka liczba muzułmanów z konieczności prowadzi do (powstania) równoległych społeczeństw, bo chrześcijańskie i muzułmańskie społeczności nigdy się nie połączą. Czegoś takiego sobie nie życzymy. I nie chcemy, by nam to narzucano" - powiedział.

"Nie postrzegamy tych ludzi jako muzułmańskich uchodźców. Postrzegamy ich jako muzułmańskich najeźdźców" - stwierdził.

Oznajmił też, że nigdy nie rozumiał, jakim sposobem w takim państwie jak Niemcy, „które są dla nas najlepszym przykładem dyscypliny i rządów państwa prawa”, można traktować jako coś dobrego „chaos, anarchię i nielegalne przekraczanie granic”.

Dodał, że pod względem politycznym kwestia uchodźców jest problemem europejskim, ale pod względem społecznym – niemieckim, gdyż wszyscy uchodźcy chcą dotrzeć do Niemiec, „chcą niemieckiego życia”.

Według Orbana największym zagrożeniem dla UE jest to, że Bruksela „podstępnie próbuje” przejąć kompetencje narodowe. Zastrzegł przy tym, że choć Węgry krytykują brukselską elitę, to nie zachowują się w sposób antyeuropejski.

„UE jest cudownym projektem, w którym z radością uczestniczymy, i w którym pozostaniemy" – zaznaczył.

Orban był w piątek gościem na wyjazdowym posiedzeniu bawarskiej partii CSU, co zostało skrytykowane przez przewodniczącego SPD Martina Schulza, który powiedział, że premier Węgier stosuje w kwestii uchodźców "niebezpieczną logikę". Jeszcze przed spotkaniem polityków Schulz zaapelował do szefa CSU Horsta Seehofera, by w tej sprawie oraz w kwestii wolności prasy i poglądów "wyznaczył Orbanowi jasne granice".

Komentując te słowa, Orban zwrócił Schulzowi uwagę, że jako szef partii nie powinien pozwalać sobie na to samo, co mógł robić jako przewodniczący Parlamentu Europejskiego: "To co było dobre i miłe w Brukseli - gdzie nie było żadnych widocznych konsekwencji - to co innego niż być szefem partii w Niemczech i komunikować się z innymi państwami. Uważamy, że zasługujemy na więcej szacunku."

Orban odniósł się też do padającego w Brukseli zarzutu, że Węgry biorą od UE pieniądze, ale odmawiają przyjęcia uchodźców. Jego zdaniem środki z funduszu spójności to "żaden prezent" od UE. "To uczciwy układ, w którym otworzyliśmy nasz rynek na wolną konkurencję. To nie ma absolutnie nic wspólnego z kwestią uchodźców" - ocenił.

Na spotkaniu w Seeon Orban oraz liderzy CSU zamanifestowali w piątek zgodność poglądów na kwestie migracji oraz ochrony granic, a Seehofer zapowiedział projekt zacieśnienia współpracy w Europie Środkowej.

Schulz w wywiadzie dla piątkowego wydania "Bilda" zagroził, że Niemcy ograniczą swoje wpłaty do przyszłego budżetu Unii Europejskiej, jeżeli kraje korzystające z funduszy, takie jak Węgry i Polska, nie pomogą w rozwiązaniu kryzysu migracyjnego.

>>>  Czytaj też: Niemcom znów grozi upadek demokracji? Republika Weimarska odżyła w niemieckiej wyobraźni