Kwestia relacji Finlandii z NATO oraz z jej największym sąsiadem Rosją to jeden z głównych tematów przed wyborami prezydenckimi, które odbędą się 28 stycznia. W kampanii, która na dobre ruszyła jesienią, kandydat liberalnej Szwedzkiej Partii Ludowej w Finlandii (SFP) Nils Torvalds jako jedyny ogłosił otwarcie, że Finlandii opłaca się przystąpić do NATO.

„Kiedy Rosja zachowuje się agresywnie, rodzi to wyzwanie dla naszej polityki bezpieczeństwa” - ocenił Torvalds podczas jednej z telewizyjnych debat prezydenckich. Według niego nie jest też konieczne przeprowadzanie referendum w kwestii członkostwa. Liczy, że sprawa przystąpienia do NATO stanie się przedmiotem dyskusji w przyszłym parlamencie po 2019 r. i częścią programu rządowego. Celem SFP jest finalizacja akcesji do 2025 r.

Sama SFP ma obecnie 10 mandatów w 200-miejscowym parlamencie i według sondażu z grudnia ma poparcie poniżej 5 proc. Według styczniowych sondaży Torvalds jest na ostatnim miejscu w rankingu popularności kandydatów na prezydenta z poparciem na poziomie 1 proc.

Na drugim końcu tego rankingu jest urzędujący prezydent Sauli Niinisto, z poparciem sięgającym nawet 80 proc. (w styczniu ok. 72 proc.). Prezydent od lat reprezentuje pogląd, że ewentualne przystąpienie kraju do NATO jest zależne od wielu czynników.

Zapytany przez dziennik „Helsingin Sanomat”, w jakiej sytuacji Finlandia powinna przystąpić do NATO, mówił, że chętniej odpowiedziałby na pytanie „w jakiej sytuacji należy rozważyć zmianę obecnej pozycji?”. „Jeśli Szwecja dołączy do NATO, to skłoni nas to do myślenia” - powiedział.

Dodał, że Finlandia chce pozostawać poza kryzysami. „Gdybyśmy dołączyli do NATO, automatycznie stalibyśmy się stroną w kryzysie między Rosją a NATO. Jeśli Rosjanie zaczną spoglądać na cały Zachód, UE i nas równie wrogo, co na NATO, stracimy możliwość bycia poza kryzysem i wtedy nie ma nic do przegrania. Wtedy trzeba to brać pod uwagę” - ocenił.

Po Niinisto największą popularnością - nieco powyżej 10 proc. - cieszy się kandydat Zielonej Unii (VIHR) Pekka Haavisto. Według niego obecna pozycja wyjściowa Finlandii jest dobra. „Gdybyśmy teraz dołączyli do NATO, Rosja zwiększyłaby obecność militarną na granicy, a wtedy my w odpowiedzi musielibyśmy zwiększyć naszą, czyli wytworzyłaby się spirala zbrojeń” - mówił na łamach „HS”. Ocenił, że Finlandia rozważyłaby przystąpienie do NATO, gdyby do Sojuszu weszła Szwecja.

Według Laury Huhtasaari, kandydatki eurosceptycznej i znanej z radykalnych i nacjonalistycznych poglądów partii Finowie (PS), kraj powinien przyjąć „linię postępowania Szwajcarii” i trzymać się z dala od konfliktów między mocarstwami. Byłaby za rozważeniem członkostwa w NATO, gdyby Rosja była wyraźnie słaba. Według ostatniego sondażu Huhtasaari może liczyć na 5 proc. głosów.

Także zdaniem Matti Vanhanena, byłego premiera Finlandii (2003-2007 i 2007-2010) kraj powinien pozostać „niezaangażowany”, bo podtrzymuje to stabilność w regionie nordyckim. W swojej książce poświęconej polityce zagranicznej „Ulkopolitiikkaa” z 2016 r. przyznał, że członkostwo w NATO byłoby dla Finlandii realną opcją, gdyby stabilność w regionie Morza Bałtyckiego została zaburzona przez rosyjską politykę siły.

Vanhanen, kandydat partii Centrum Finlandii (KESK), największej partii w koalicji rządowej, w wyborach mógłby liczyć na ok. 2 proc. głosów.

O urząd prezydencki ubiega się również wieloletni parlamentarzysta Paavo Vayrynen, którego zdaniem Finlandii nie grozi ze strony Rosji szczególne zagrożenie wojskowe. Uważa jednak, że gdyby w rządzie pojawiła się propozycja przystąpienia do NATO, to w tej sprawie należałoby przeprowadzić referendum. Ostatnio poparcie dla niego deklaruje ok. 4 proc. wyborców.

Kandydatka socjaldemokratów z SDP, największej partii opozycyjnej, Tuula Haatainen nie wyklucza członkostwa kraju w NATO. Uważa, że Finlandia powinna rozwijać własną obronę i współpracę ze Szwecją, a wejście do NATO uzależnia od szerokiego poparcia społecznego oraz jednoznacznej linii politycznej, z której będzie wynikało, że jest to najlepsze rozwiązanie z perspektywy bezpieczeństwa kraju.

Choć SDP według sondaży cieszy się dużą popularnością (ok. 18 proc.) i jest drugą siłą polityczną w kraju, Haatainen w wyborach prezydenckich mogłaby liczyć tylko na ok. 2-3 proc. głosów.

Niewielkie poparcie uzyskałaby też druga lewicowa kandydatka Merja Kyllonen, reprezentująca Związek Lewicowy (VAS). Stanowczo sprzeciwia się członkostwu w NATO, przypomina, że Finlandia jest krajem „niezaangażowanym”, oraz ocenia, że wyzwań, przed jakimi stoi świat i Finlandia, nie rozwiąże sojusz wojskowy.

Finlandia jest ważnym partnerem NATO - mówił sekretarz generalny Sojuszu Jens Stoltenberg na jesieni 2017 roku w Helsinkach.

Nakreślając stanowisko Rosji w kwestii relacji Finlandia-NATO, wystarczy przypomnieć wywiad nowego ambasadora Rosji w Helsinkach Pawła Kuzniecowa dla fińskiego dziennika „Ilta-sanomat”. Stwierdził w nim, że „możliwe członkostwo Finlandii w strukturach NATO automatycznie wywoła reakcję Rosji”. Nie określił zakresu działań odwetowych, jakimi posłużyłaby się Rosja, podkreślił jednak, że „wierzy w mądrość Finów i ich politycznych przywódców”.

Według serii sondaży przeprowadzonych jesienią 2017 roku zarówno na zlecenie mediów, jak i organów państwowych, przeciwne członkostwu kraju w NATO jest 60 proc. Finów. Tylko co piąty ankietowany poparł ten pomysł. Jednocześnie ponad połowa Finów oczekiwałaby od kandydatów na prezydenta jasnego stanowiska w kwestii przystąpienia do NATO.

„Opcja NATO” od lat pozostaje ważnym elementem fińskiej polityki bezpieczeństwa. Według niektórych mediów alternatywa ta, którą od lat zakładają czołowi fińscy politycy, nie jest już aktualna, ponieważ sytuacja międzynarodowa i pozycja Finlandii zmieniły się.

„Helsingin Sanomat” pisał o obecnej dyskusji na temat NATO, że „Finlandia jest jedynym krajem na świecie, który mówi, że ma +opcję NATO+, choć w rzeczywistości to okno się zamyka”. Kari Huhta - publicysta tej gazety specjalizujący się w polityce zagranicznej i bezpieczeństwa - zwrócił uwagę, że dla Finlandii „opcja NATO” oznacza możliwość dołączenia do sojuszu obronnego na zasadzie własnego wyboru, jednak „wiarygodność +opcji NATO+ dla Finlandii słabnie, gdy zacieśnia się współpracę obronną szczególnie z USA i Szwecją”.

Wystarczy wspomnieć, że w ostatnim czasie Finlandia aktywnie uczestniczy m.in. w ćwiczeniach wojskowych z udziałem państw NATO oraz planuje zorganizowanie międzynarodowych manewrów na własnym terytorium, przy możliwej współpracy z USA.

Komentator „HS” ocenił także, że jeśli Rosji przyznaje się prawo weta wobec członkostwa Finlandii w Sojuszu, to z „opcją NATO” należy skończyć.

Inne media oceniają, że negatywne stanowisko Finów w kwestii NATO wynika z faktu, że z Sojuszem wiąże się obecnie więcej znaków zapytania niż wcześniej. Według dziennika „Iltalehti” „polityka Trumpa rodzi niepewny obraz linii (postępowania) NATO”. „Zarówno działania należącej do NATO Turcji, która jest na kursie kolizyjnym z demokracją i praworządnością, jak i samotna gra prowadzona przeciwko Rosji przyczyniły się do złego wizerunku NATO” - oceniła gazeta.

„Ilta-sanomat” napisał z kolei, że „niezaangażowanie to wybór Finlandii” oraz że jest to „wybór właściwy na teraz, gdy podobną linię postępowania przyjmuje sąsiednia Szwecja”. Według tej gazety liczenie na to, że pozostawanie poza NATO „gwarantuje Finlandii bezpieczeństwo, jest błędne”, a „czekanie w przedsionku do NATO może być dobrą alternatywą dla polityki bezpieczeństwa”, ale „nie może budować wiarygodnej obronności”.

Według komentatorów wynik tegorocznych wyborów prezydenckich jest „jasny jak nigdy dotąd” - przewaga Niinisto nad pozostałymi kandydatami jest tak wielka, że obecny szef państwa pozostaje „poza zasięgiem” rywali, a druga tura nie będzie konieczna. Niinisto, który obecnie startuje jako kandydat niezależny, w poprzednich wyborach w 2012 r. zwyciężył w drugiej turze, pokonując kandydata Zielonej Unii, Haavisto.

Dzień wyborów w Finlandii to 28 stycznia, ale Finowie mogą oddać głos na prezydenta wcześniej - w dniach 17-23 stycznia. Głosowania przedterminowe organizowane są np. w bibliotekach miejskich lub w placówkach pocztowych (wcześniej można zagłosować także za granicą, np. w placówkach dyplomatycznych).