Kierownictwo lubińskiej spółki twierdzi, że przyczyną wypadku były błędy konstrukcyjne technologicznego cacka (wartego 2,5 mld zł), uruchomionego z pompą zaledwie przed rokiem. Obecny prezes Radosław Domagalski-Łabędzki już w grudniu na łamach DGP nazywał inwestycję w nowoczesny piec błędem większym niż zakup chilijskiej kopalni Sierra Gorda. Jednak zdaniem naszych rozmówców z Księstwa Lubińskiego (tak złośliwi nazywają KGHM) to obrona przez atak na poprzedników. A awarii można było uniknąć, gdyby nie parcie na jak największą produkcję przy wysokich cenach miedzi.

Wiadomo już, że wyniki KGHM za IV kw. 2017 r. mogą nie być najlepsze: spółka potwierdziła nam, że jej produkcja za cały miniony rok będzie o ponad 22 tys. ton mniejsza od zakładanej (oficjalne wyniki poznamy do końca marca). Częściowo to efekt awarii w Hucie Miedzi Głogów I z 3 października 2017 r., która doprowadziła zakład do ponadtrzytygodniowego postoju.

Jak do tego doszło? Na kotle narastał tzw. spiek, powstający z pyłów wydostających się z pieca zawiesinowego. W efekcie nawis o masie ok. 100 ton spadł, niszcząc kocioł. Chwilę wcześniej w tym miejscu przebywali ludzie. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Ale zdaniem wieloletnich pracowników zakładu wypadek to skutek zaniedbań. Wystarczyło w odpowiednim momencie zatrzymać piec i oczyścić kocioł. Wtedy przerwa w produkcji byłaby trzy-, czterokrotnie krótsza. Innego zdania jest KGHM. – Ze wstępnych analiz wynika, że jedną z przyczyn była niewłaściwa konstrukcja przegrody kotła, która sprzyjała stopniowemu narastaniu spieku – twierdzi rzeczniczka spółki Justyna Mosoń. Jednak według naszych rozmówców spiek nie spadł z przegrody, lecz z innej części kotła.

Naprawa kosztowała kilka milionów, ale KGHM zapłaci za awarię znacznie więcej. Aby ustalić ile, zapytaliśmy byłego dyrektora huty Głogów Andrzeja Szydłę o dobową wielkość produkcji tego pieca. – To 650 ton miedzi – podaje. KGHM twierdzi, że awaria została usunięta w ciągu miesiąca. Brak produkcji przez 26 dni dawałby więc o 16,9 tys. ton miedzi mniej. Jesienią cena tony wynosiła ok. 7100 dolarów, a cena dolara – 3,60 zł. Mówimy więc o potencjalnej utracie ok. 430 mln zł przychodów lubińskiego giganta.

Wczoraj fantastyczna inwestycja, dzisiaj bubel

Gdy KGHM uruchamiał największy na świecie piec zawiesinowy, inwestycję wychwalał nie tylko prezes spółki, ale także prezydent Andrzej Duda. Ten pierwszy zmienił zdanie o 180 stopni.

– To kolejny przełom dla huty, dla Głogowa, dla KGHM, dla Polski. Instalacja, jakiej drugiej w świecie nie ma – mówił przed rokiem podczas otwarcia inwestycji Andrzej Duda. Wtórował mu prezes KGHM Polska Miedź Radosław Domagalski-Łabędzki. – Modernizacja huty stawia polską metalurgię w czołówce światowego hutnictwa. Jest największą inwestycją w przemyśle po 1989 r., a jej możliwości produkcyjne nie mają sobie równych. Skala innowacyjności jest rzadko spotykana – chwalił przedsięwzięcie. Wkrótce jednak zmienił zdanie. W grudniu 2017 r., dwa miesiące po wypadku z kotłem przy nowym piecu, wyznał DGP, że inwestycja była... pomyłką.

W październiku oberwał się 100-tonowy spiek, powstający z pyłów wydostających się z pieca, zniszczył kocioł i zatrzymał pracę huty na prawie miesiąc. – Błędy popełnione w realizacji programu modernizacji pirometalurgii (PMP), czyli hutnictwa w KGHM, są większe niż w przypadku zakupu chilijskiej kopalni Sierra Gorda. W 2010 r. podjęto decyzję o budowie pieca zawiesinowego w Hucie Miedzi Głogów do przerobu koncentratów własnych, nie uwzględniając ich parametrów – oświadczył.

Zdaniem zwolenników tej tezy, do większego spieku przyczynił się gorszy koncentrat miedzi, czyli dodawanie do mieszanki większej ilości gorszego jakości surowca z kopalni Lubin. Domagalski-Łabędzki dawał do zrozumienia, że to wina poprzedniego kierownictwa, stąd m.in. dymisje w kierownictwie huty. I dodawał, że nakłady inwestycyjne przekroczyły 3 mld zł w porównaniu do pierwotnie planowanej kwoty 1,3 mld zł.

Ostatecznych kosztów instalacji broni Herbert Wirth, były szef KGHM Polska Miedź. To za jego kadencji zapadały kluczowe decyzje dotyczące budowy pieca zawiesinowego. – W trakcie budowy nowej huty zdecydowano o modernizacji pozostałej części instalacji. Po to, by dyspozycyjność zasadniczej części nie była ograniczana przez awarie starej infrastruktury. Spowodowało to konieczność zwiększenia nakładów o około 800 mln zł. Dziś budowa huty z piecem zawiesinowym o wydajności tego, który jest w KGHM, kosztowałaby od 1,5 mld do 2 mld dol. – argumentuje Wirth w rozmowie z DGP.

– PMP ma fundamentalne znaczenie dla KGHM. Doradzałbym skoncentrowanie się na ważnych projektach, jak uruchomienie instalacji do prażenia koncentratów i przygotowania do remontu starszej huty – odpowiada Domagalskiemu-Łabędzkiemu. – Polityka, permanentne audyty i rozliczenia, karuzela kadrowa i zrzucanie winy na innych temu nie służą. Obecne kłopoty wynikają właśnie z tego. Nie warto zmieniać koni podczas przeprawy przez rzekę – dodaje.

Z dokumentów, do których dotarł DGP, wynika, że głogowska instalacja, choć droższa niż zakładano i oddana do użytku z okołorocznym poślizgiem, została dobrze oceniona przez branżowe autorytety, m.in. prof. AGH Stanisława Pietrzyka z katedry metalurgii, przedstawicieli Instytutu Metali Nieżelaznych z Gliwic czy prof. Andrzeja Warczoka, jednego z najwybitniejszych polskich metalurgów. Nazwał on zmodernizowaną hutę w Głogowie jedną z najpiękniejszych na świecie pod względem architektonicznym. Projekt otrzymał nagrody Modernizacji Roku oraz Polish Project Excellence Award 2017.

Dzisiaj KGHM jako jeden z argumentów mających przemawiać przeciwko inwestycji podnosi efektywność instalacji – w zależności od miesiąca, wahała się od niespełna 80 do ponad 90 proc. Oczekiwano lepszego wyniku.

Problem w tym, że w pierwszym roku działania takie piece działają na 40–60 proc. swoich możliwości. Co jeszcze ciekawsze, na grudniowej konferencji hutniczej w Szklarskiej Porębie miedziowy gigant... chwalił się przedsięwzięciem, podkreślając świetne wyniki pieca. Z naszych informacji wynika, że w pierwszym roku działania wyprodukował on 208 tys. ton miedzi, podczas gdy jego zdolność maksymalną oceniono na 240 tys. ton. A wynik byłyby jeszcze lepszy, gdyby nie awaria.

– Obecnie prowadzone są trzy audyty dotyczące zawodności instalacji hutniczej, w tym dwa zewnętrzne. Mają one wskazać, jakie błędy popełniono w realizacji PMP. Po zapoznaniu się z ostatecznymi wynikami zostaną podjęte stosowne decyzje. Dwie dotyczą ustalenia przyczyn awarii kotła – mówi nam rzeczniczka KGHM Justyna Mosoń.

Zapytaliśmy byłego dyrektora Huty Miedzi Głogów, który pracował przy powstawaniu i rozruchu instalacji, o co chodzi w całym tym zamieszaniu. – Technologia pieca zawiesinowego jest najbardziej odpowiednia dla koncentratów KGHM, o czym świadczą osiągnięcia 40-letniej historii bardzo podobnej huty Głogów II oraz to, że dyspozycyjność nowej huty Głogów I i stopień wykorzystania zdolności produkcyjnych są na bardzo wysokim poziomie, bez precedensu w światowym hutnictwie miedzi. Awaria ma niewiele wspólnego z zastosowanymi rozwiązaniami – powiedział nam Andrzej Szydło, który był związany z KGHM przez ok. 25 lat.

Szydło stracił pracę w lecie ubiegłego roku, po tym jak podczas obchodów Dnia Hutnika pojawiła się makieta samolotu z napisem „tu polewaj”. – Zostałem zwolniony z firmy za – jak to ujął prezes – „nieoszacowanie w prawidłowy sposób ryzyk związanych z możliwością naruszenia norm społecznych” – mówi nam Szydło. Pytamy go więc, czy w drugim półroczu w KGHM prawidłowo oszacowano ryzyko związane z możliwością niekontrolowanego oberwania się spieku. – Nie pokuszę się o odpowiedź na to pytanie. Od tego już nie jestem – odpowiada.

>>> Czytaj też: Fiskus rozjechał VAT-em firmy drogowe. Wiele z nich może zaliczyć bankructwo