Jak pisze Timothy L. O'Brien w serwisie Bloomberg, wszyscy powinniśmy się tego spodziewać. W końcu nieraz, najpierw jako kandydat, a potem jako prezydent, Donald Trump złożył przysięgę wyborcom: będzie prowadził Biały Dom tak, jak prowadził swoją działalność. Amerykański rząd, w związku z nieuchwaleniem ustawy budżetowej, zawiesił funkcjonowanie (doszło do tzw. government shutdown). Miało to miejsce dokładnie w rocznicę objęcia prezydentury przez Donalda Trumpa.

O północy w piątek 19 stycznia rząd federalny zawiesił działalność po tygodniu bezowocnych negocjacji. Fiasko rozmów wynikało m.in. z różnic partyjnych w polityce imigracyjnej i finansowaniu muru granicznego z Meksykiem. Ale według Timothy’ego L. O'Briena siłą, która naprawdę stała się ością w gardle polityków, była po prostu Trumpem.

>>> Czytaj też: Mija rok rządów prezydenta Trumpa. Bilans jest mieszany [ANALIZA]

Oto, co prezydent powiedział, kiedy w zeszłym roku przejął kierownictwo rządu federalnego: „Stagnacja rządu utrudnia nam prawidłowe funkcjonowanie” – to jego wypowiedź z marca 2017 r. „Obiecałem Amerykanom, że osiągnę rezultaty i zastosuję w rządzie moją taktykę przed terminem, w ramach budżetu”.

W rzeczywistości Trump miał niezliczone problemy z dostarczaniem towarów przed planowanym terminem i w ramach budżetu przez całą swoją karierę biznesową, ale O'Brien zostawia to na razie na marginesie. Oświadczenia prezydenta na temat wniesienia biznesowego know-how i ducha konkurencji do rządzenia są bardzo w stylu Trumpa i jego bliższej i dalszej rodziny.

Słowa zięcia prezydenta (który miał przynieść pokój na Bliskim Wschodzie i usprawnić rząd federalny), przypomną, jak miała funkcjonować Trumplandia. „Rząd powinien być prowadzony jak wielka amerykańska firma”, powiedział Jared Kushner prawie rok temu. „Mamy nadzieję, że osiągniemy sukcesy i korzyści dla naszych klientów, którzy są obywatelami”.

Młody Jared w swojej karierze biznesowej dokonał złych decyzji, w tym przepłacania za prestiżowy wieżowiec Fifth Avenue. Jego rodzina naprawdę nie mogła sobie pozwolić na posiadanie budynku lub nawet zarządzanie nim. To jedna z cech, która czyni go bratnią duszą dla prezydenta: oboje, jako młodzi mężczyźni, wykorzystali względnie stabilną pulę funduszy stworzonych i zabezpieczonych przez swoich przedsiębiorczych ojców, by wydać pieniądze na źle pomyślane interesy.

W przypadku prezydenta złe decyzje biznesowe – oraz niemożność zarządzania budżetem, terminami i własnymi finansami – doprowadziły go na krawędź bankructwa na początku lat dziewięćdziesiątych. Po tym, jak ledwie uniknął tego fiaska, ostatecznie doprowadził do sześciu firmowych bankructw. O'Brien nazywa Trumpa z czasów reality show „The Apprentice” karnawałowym szczekaczem, który promował kult osobowości. To nie był czarodziej biznesu, który budował i zarządzał wydajnymi korporacjami.

Cechy, które powinien posiadać każdy, kto odniesie sukces w biznesie, to umiejętność koncentrowania się na właściwych rzeczach, ustalania priorytetów i na ciężkiej pracy. Jednym z tragikomicznych aspektów obecnego zawieszenia jest to, że prezydent wydawał się być bardziej zaniepokojony, czy będzie mógł wydostać się z Waszyngtonu i wziąć udział w zbiórce pieniędzy w jego klubie w Palm Beach z okazji rocznicy urzędowania niż tym, by zawrzeć kompromis i utrzymać funkcjonowanie rządu.

>>> Czytaj też: Czy firma Trumpa angażowała się w pranie brudnych pieniędzy?

I gdzie ta ciężka praca? Podczas lat swojej pracy z siedziby w Trump Tower, prezydent znany był z tego, że wtaczał się do biura późnym rankiem i wychodził popołudniem – to nawyk, który najwyraźniej przeniósł do Białego Domu, gdzie doradcy starają się utrzymać jego harmonogram bez zobowiązań do 11 rano każdego dnia. Rzeczniczka prezydenta, Sarah Sanders, zamieściła podczas weekendu wiadomość na Twitterze, w której komplementuje etykę pracy Trumpa podczas zawieszenia funkcjonowania rządu. Ale dołączone zdjęcie – na którym prezydent wraz z Kushnerem, Ivanką Trump i Hope Hicks chichoczą w niezobowiązujących strojach – nie niesie przekazu: „Dajemy z siebie wszystko”.

Timothy L. O'Brien pisze: wielcy przywódcy mają pojęcie o celach, które realizują (Trump podczas swojej prezydencji wykazał brak wyrafinowania i znajomości polityki – w szczególności polityki imigracyjnej). Wielcy przywódcy zapewniają, że mają finansowe lub polityczne wsparcie, którego potrzebują do rozwiązania problemu (Trumpowi brakowało głosów, których potrzebował nawet od jego własnej partii, aby uniknąć zawieszenia działalności rządu). I wielcy przywódcy utrzymują pewien poziom zaufania wśród swoich zwolenników i ich konkurentów gwarantując, że dane słowo będzie ich zobowiązywało (Republikanie nieraz skarżyli się na nieprzewidywalność Trumpa i jego tweety, a lider mniejszości w Senacie Charles Schumer wyraził zdanie każdego Demokraty zaangażowanego w rozmowy, mówiąc, że próbowanie porozumienia się z Trumpem było jak „negocjowanie z galaretką Jell-O”).

Trump wiedział, że ma doświadczenie w udanych fortelach i blefach. Unika odpowiedzialności, a jednocześnie wzywa do lustracji hucpiarzy takich jak on sam. Wystarczy spojrzeć na jego kanał na Twitterze, na którym cytuje sam siebie z wydanej w 1987 r. książki „The Art of the Deal, czyli sztuka robienia interesów”:  Nie możesz oszukiwać ludzi, przynajmniej nie na długo. Jeśli nie dostarczysz towarów, ludzie w końcu się zorientują.

A więc jesteśmy w takiej sytuacji. Prezydent, który zapowiedział, że będzie kierował rządem tak, jak prowadził swoje interesy, robi właśnie to. Ci, którzy są zaskoczeni takim obrotem sytuacji, po prostu nie zwracali wcześniej uwagi.

>>> Czytaj też: Opowieści z trzewi Białego Domu. Czy głupota rozgrzesza Trumpa?