Z FBI odejdzie szef kancelarii dyrektora Jim Rybicki i główny prawnik James A. Baker; stanowisko zachowa jednak często atakowany przez prezydenta zastępca Wraya, Andrew McCabe.

Jak podał portal Axios, prokurator generalny Jeff Sessions na życzenie Trumpa naciskał na obecnego szefa agencji, by pozbył się McCabe'a, ale Wray zagroził, że złoży rezygnację, jeśli jego zastępca zostanie zwolniony.

Axios wyjaśnia, że rezygnacja Wraya w takich okolicznościach wywołałaby medialną burzę, stanowiłaby bowiem powtórkę ze skandalu, jaki wywołało zwolnienie Comeya, toteż Biały Dom ustąpił i przestał się domagać wyrzucenia McCabe'a.

"Trump rozpoczął swą prezydenturę od wywierania presji na jednego dyrektora FBI (zanim go wywalił), a potem zaczął wywierać presję na następnego (...). Taka skala mieszania się w sprawy FBI, przez tak długi czas, nie jest czymś normalnym" - pisze Axios.

BBC podaje, że Trump zaprzecza doniesieniom o ultimatum Wraya związanym z próbami zwolnienia McCabe'a.

Prezydent mianował Wraya, byłego zastępcę prokuratora generalnego za prezydentury George'a W. Busha, szefem FBI w czerwcu; jego poprzednik został zwolniony w okresie, kiedy nadzorował niewygodne dla Trumpa śledztwo w sprawie kontaktów byłego doradcy prezydenta ds. bezpieczeństwa narodowego Michaela Flynna w 2016 roku z ówczesnym ambasadorem Rosji w Waszyngtonie Siergiejem Kislakiem.

BBC podaje, że po zwolnieniu Comeya, gdy pełniącym obowiązki szefa agencji został McCabe, prezydent spotkał się z nim i zapytał, na kogo głosował w wyborach prezydenckich. McCabe odparł, że nie głosował w ogóle.

"To bezpośrednie pytanie zadane McCabe'owi przywodzi na myśl wydarzenia, które doprowadziły do zwolnienia Comeya w maju 2017 roku" - przypomina BBC.

Trump naciskał wtedy na Comeya, by zadeklarował pełną lojalność oraz ogłosił publicznie, że prezydent nie jest przedmiotem dochodzenia FBI w sprawie Flynna. Comey - jak zeznał podczas przesłuchań - nie zareagował na żądanie w sprawie Flynna i nie obiecał prezydentowi bezwarunkowej lojalności.

Ataki Trumpa na FBI nasiliły się w grudniu, gdy Flynn przyznał się do złożenie fałszywych zeznań w sprawie kontaktów z Rosjanami podczas przesłuchania FBI.

Trump napisał wtedy na Twitterze, że reputacja FBI po latach zarządzania nią przez Comeya "legła w gruzach", jest obecnie "najgorsza w historii", ale on "przywróci jej wielkość".

Flynna oskarżył prokurator specjalny Robert Mueller, badający sprawę ingerencji Rosji w wybory w USA oraz ewentualnej zmowy sztabu Trumpa z przedstawicielami Kremla, a który teraz przygotowuje się do przesłuchania samego prezydenta. Mueller koncentruje się bowiem w swym dochodzeniu na sprawie utrudniania działania wymiaru sprawiedliwości poprzez, między innymi, naciski na Comeya i zwolnienie go.

Kontakty Flynna z Kislakiem, które były punktem wyjścia dla zespołu Muellera, dotyczyły między innymi reakcji Kremla na amerykańskie sankcje oraz wsparcia dla wysiłków władz Izraela, które zabiegały o to, by USA nie wstrzymały się od głosu podczas sesji Rady Bezpieczeństwa ONZ, na której miała być przyjęta rezolucja potępiająca państwo żydowskie za budowę nowych osiedli na terenach okupowanych. Były to próby ingerowania w politykę zagraniczną urzędującego prezydenta, czego zakazuje w USA tzw. Ustawa Logana. (PAP)

fit/ mc/