Wprowadzona w Uberze preautoryzacja opłaty oznacza, że gdy zamówimy przejazd za pomocą aplikacji mobilnej tej firmy, już na starcie zablokuje nam ona na karcie płatniczej przewidywaną opłatę za kurs. Tak będzie we wszystkich miastach, w których można zamawiać przejazdy Uberem, czyli: w Warszawie, Krakowie, Trójmieście, Poznaniu, Łodzi, aglomeracji śląskiej i we Wrocławiu.

Należność jest inna – jest problem

Jeśli po dojechaniu do celu należność będzie odpowiadała kwocie blokady, rozliczenie nastąpi gładko. W każdym innym wypadku pojawi się problem. Jeśli np. zamówimy kurs, a potem rozmyślimy się, to i tak zostaniemy z blokadą na koncie. Uber zapewnia, że w takich sytuacjach aplikacja od razu unieważnia preautoryzację. Ale zwolnienie zablokowanych na koncie środków nie musi nastąpić natychmiast – możemy na to czekać nawet kilka dni.

Podobnie gdy końcowa opłata za przejazd będzie różna od tej, jaką podała nam aplikacja podczas zamawiania kursu. Bo np. pojechaliśmy dłuższą trasą albo kierowca na nas czekał. Wtedy na naszym koncie pojawią się dwie transakcje za ten sam przejazd. „Preautoryzacja zostanie unieważniona natychmiast. Konto zostanie obciążone jedynie ostateczną opłatą za przejazd” – deklaruje Uber w swoim serwisie internetowym. Ale znowu: zdjęcie blokady w banku może trochę potrwać. Osoby balansujące na granicy limitu karty płatniczej mają więc problem. Jeśli komuś zostało np. 30 zł wolnych środków, kurs miał kosztować 20 zł i tyle na koncie zablokowano, ale ostatecznie wyszło 21 zł – nie będzie już z czego zapłacić.

– W przeszłości preautoryzacja była stosowana głównie przez hotele i wypożyczalnie samochodów jako zabezpieczenia na wypadek dodatkowych, niespodziewanych kosztów – stwierdza Jarosław Sadowski, główny analityk Expandera. – W ostatnich latach coraz popularniejsze są blokady na niewielkie kwoty, np. 1 dol., aby sprawdzić, czy karta klienta jest aktywna i czy są na niej środki. W ten sposób firmy minimalizują ryzyko, że kupujący nie zapłaci za usługę – dodaje. Przyznaje, że na zdjęcie blokady można czekać nawet tydzień. – Nie jest to jednak reguła – zastrzega Sadowski.

Spytaliśmy Ubera o powód wprowadzenia preautoryzacji. Czy firma miała problemy z klientami, którym zabrakło pieniędzy na karcie? – Przy platformach typu e-commerce takie ryzyko występuje zawsze, preautoryzacja jest standardową praktyką wzmacniającą bezpieczeństwo transakcji i istnieje w praktycznie wszystkich biznesach tego typu – odpowiada Ilona Grzywińska, szefowa komunikacji Ubera.

Agata Chmielewska, doradca ds. e-commerce, przypuszcza, że wprowadzenie przez Ubera preautoryzacji kart może wynikać z dużej liczby przejazdów nieopłaconych z powodu braku środków na koncie klienta. – Zastanawiam się, czy nie spowoduje to odpływu klientów do konkurencji. Z Ubera korzysta wielu młodych ludzi, dla których 30 zł to spora kwota. Jej zablokowanie na kilka dni może ich zniechęcić – komentuje Chmielewska. – Czas pokaże, czy to była mądra decyzja. Jeśli nie, zawsze można się z niej wycofać – dodaje.

Z badania zrobionego w Warszawie pod koniec 2017 r. przez GfK dla mytaxi wynika, że z ok. 1,4 mln mieszkańców mających 22 i więcej lat 1/4 korzysta z taksówek. 30 proc. przejazdów zamawianych jest przez aplikacje (m.in. Uber, mytaxi).

Uber, mający główną siedzibę w San Francisco w Stanach Zjednoczonych, działa w ponad 600 miastach na świecie, m.in. we Francji, w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Indiach, Meksyku i Rosji. Czy wszędzie blokuje środki na kontach klientów? – Preautoryzacja funkcjonuje w wielu krajach i jest jedną z metod wzmacniających bezpieczeństwo transakcji – stwierdza Grzywińska.

Konkurencja może zyskać

Na profilu polskiego Ubera na Facebooku pojawiło się już parę krytycznych komentarzy. Jeden z internautów napisał, że to strzał w kolano, inny, że firma zachęca do korzystania z konkurencyjnego mytaxi.

Bo mytaxi nie planuje preautoryzacji. – Pasażer zatwierdza płatność po zakończonym przejeździe. W przypadku braku środków na karcie kierowca i pasażer od razu mają sygnał, że muszą rozliczyć się w inny sposób: drugą kartą lub gotówką – informuje Krzysztof Urban, dyrektor zarządzający mytaxi w Polsce.

Czy krok Ubera oznacza, że coraz częściej będziemy napotykać na blokady? – To może być dobre rozwiązanie w sklepach internetowych, w których stany magazynowe dynamicznie się zmieniają i czasami brakuje zamówionych produktów. Po wdrożeniu preautoryzacji kwota za zamówienie będzie tylko zablokowana, a konto zostanie obciążone dopiero po jego realizacji – uważa Agata Chmielewska.

>>> Czytaj też: Morawiecki: Polexit jest tak samo możliwy jak Germanexit. Polska jest i pozostanie częścią UE [WYWIAD]