"Gdyby okazało się, że operacja ta miała nastąpić w innym kierunku niż operacja na rzecz walki z potencjalnymi terrorystami zagrażającymi tureckiej granicy i że była to operacja inwazji, to w tym momencie stanowi to dla nas faktyczny problem" - oświadczył Macron, cytowany w artykule opublikowanym w środę przez francuską gazetę.

"Natychmiast wezwałem do ostrożności i powściągliwości; od pierwszych godzin (tej ofensywy) mówiłem o trosce, jaką ona w nas budzi" - zaznaczył francuski prezydent.

Operacja prowadzona przez Turcję "implikuje prowadzenie dyskusji i podejmowanie decyzji zarówno między Europejczykami, jak i pomiędzy sojusznikami, ponieważ zmienia charakter tego tureckiego wtargnięcia" - oznajmił Macron. I dodał, że w najbliższych dniach ponownie będzie rozmawiał o prowadzonej przez Turcję operacji z prezydentem tego kraju Recepem Tayyipem Erdoganem.

Turecka armia nasiliła we wtorek naloty na kurdyjską enklawę Afrin w północno-zachodniej Syrii, ponad tydzień po rozpoczęciu ofensywy mającej na celu wyparcie kurdyjskich bojowników z pogranicza Turcji.

Pomimo wezwań wielu europejskich polityków do umiaru prezydent Erdogan powtórzył, że ofensywa nie zatrzyma się "przed eliminacją zagrożenia terrorystycznego" na granicy tureckiej; odniósł się w ten sposób do wpływowej milicji kurdyjskiej Ludowych Jednostek Samoobrony (YPG), uważanych przez Ankarę za organizację terrorystyczną.

"Chcę współpracować z Jordańczykami, którzy przyjmują wielu uchodźców; wokół Jordańczyków możemy zbudować prawdziwe inkluzywne rozwiązanie z Saudyjczykami, Amerykanami i Egipcjanami" w sprawie Syrii - zadeklarował Macron, ale nie powiedział, na czym dokładnie miałoby ono polegać. "Chcę przekonać Turków i Rosjan, że możemy sformułować to prawdziwie inkluzywne rozwiązanie" - wskazał szef francuskiego państwa. Dodał, że "wtedy (do negocjacji) dołączy syryjska opozycja", a Rosjanie będą odpowiedzialni za doprowadzenie do stołu negocjacji przedstawicieli reżimu syryjskiego. (PAP)