Galerie handlowe będą organizować koncerty, co ma uzasadnić prawo do sprzedawania ubrań i żywności. Sklepy mają działać w niedziele w formie showroomów, czyli wystaw/przymierzalni, bo samego zakupu wypatrzonego towaru trzeba będzie dokonać przez internet. Każdy szanujący się supermarket zainstaluje w sklepie dystrybutor z paliwem, bo stacje benzynowe nie zostaną objęte obostrzeniami.

Pominę to, że wiele tego typu pomysłów nie uwzględnia podstawowych założeń ustawy – np. wbrew twierdzeniom niektórych mediów zakazany w niedzielę będzie nie tylko handel, ale też wykonywanie innych czynności handlowych, do których może należeć np. zmuszanie pracowników do otwierania sklepów i pilnowania/doradzania klientom, którzy za chwilę kupią oceniany towar za pomocą smartfona. Najistotniejsze jest to, że te wszystkie sposoby na obchodzenie zakazu oparte są na błędnych założeniach. Zakładają, że Polacy tylko czekają na to, aby przy pierwszej lepszej okazji tłumnie odwiedzać sklepy w niedziele. Doświadczenia z wprowadzonym ponad 10 lat temu zakazem handlu w święta przeczą takim twierdzeniom. Dużo bardzo prawdopodobne jest to, że przyzwyczaimy się do zamkniętych placówek, tak jak przyzwyczaili się Niemcy, Austriacy, Francuzi.

Jednocześnie kto twierdzi, że zakaz będzie powszechnie obchodzony, zakłada też, że rząd i Państwowa Inspekcja Pracy to banda idiotów. Że ten pierwszy – znany przecież z pobłażliwości i dystansu do sprawowania władzy – będzie przymykał oko na masowe obchodzenie przepisów. Z kolei inspektor, który przyjdzie w niedzielę na kontrolę do wielkiego centrum handlowego, gdy usłyszy od ekspedientów, że kilkadziesiąt sklepów pełni dziś rolę przymierzalni, odpowie: „W porządku, miłej pracy w niedzielę życzę, do widzenia”. Przypomnę, że niejasne przepisy działają na korzyść nie tylko przedsiębiorców, ale też organów kontroli. Gdy wprowadzano zakaz handlu w święto, ustawodawca zapomniał wyłączyć z ograniczeń stacje paliw. Pojawiło się ryzyko, że np. we Wszystkich Świętych nigdzie nie będzie można zatankować. PIP – nie patrząc na ustawę – uznała, że stacje mogą być jednak otwarte. Przez ostatnich dziesięć lat działały one w święta bez podstawy prawnej, a jedynie z uwagi na to, że pozwoliła im na to inspekcja. To PIP, a nie przedsiębiorca, jest od interpretowania prawa.

Wszelkiej maści pomysły na obchodzenie przepisów nie uwzględniają też tego, że pracodawcy są zazwyczaj racjonalni. Który z nich zaryzykuje stosowanie wątpliwego sposobu na obchodzenie zakazu, skoro za jego złamanie będzie grozić grzywna do 100 tys. zł? Nie twierdzę, że wszyscy posłusznie dostosują się do obostrzeń. Każdy znajdzie jednak raczej swój sposób na złagodzenie skutków zmian – dyskonty mogą wydłużać czas pracy w sobotę i kusić nowymi promocjami, właściciele osiedlowych sklepików sami staną za ladą w niedzielę. A teoretycznie powszechne i jednocześnie wyrafinowane do granic absurdu sposoby na obchodzenie prawa pozostaną raczej wymysłem nie najlepiej poinformowanych mediów.

>>> Czytaj też: Zmienia się układ sił w światowej gospodarce. Wystarczy popatrzeć na liczby