Wystarczy dziś spojrzeć na PO oraz Nowoczesną – i od razu boki zrywać ze śmiechu. Tym stwierdzeniem można zakończyć polityczne analizy dotyczące zmiany władzy w kraju, jednocześnie stawiając dość prawdopodobną prognozę dla obu ugrupowań – oto wielkimi krokami zbliża się zejście ze sceny politycznej stronnictw liberalnych w Polsce. Być może nawet zejście ostateczne.

Andrzej Krajewski

Andrzej Krajewski

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Rzecz nie do pomyślenia jeszcze dwa lata temu. Nawet po wyborczym laniu, jakie dostała Platforma Obywatelska w 2015 r. Owszem, porażka była bardzo bolesna, lecz nie był to nokaut. Równoczesne wejście do gry Nowoczesnej zwiastowało raczej nowe otwarcie, a nie tragiczny finał. Wiele wskazywało na to, iż nowy polityczny projekt ma szansę przejąć wyborców PO, a także część jej kadr – i w dalszej perspektywie zająć jej miejsce. Tak się nie stało za sprawą politycznych talentów oraz romantycznej natury jej już byłego przewodniczącego Ryszarda Petru.

>>> Czytaj też: Aszkenazy: Coraz częściej wstydzę się za rządzących Izraelem [CAŁY WYWIAD]

Ale gdy słucha się dziś szefa PO Grzegorza Schetyny na antenie radia RMF, to w niczym nie przypomina on lidera opozycji. Zdecydowanie bardziej kojarzy się z syndykiem masy upadłościowej, który nie za bardzo wie, co począć z aktywami, którymi jeszcze rozporządza. Oto próbka jego formy. „A jakie pan by decyzje rekomendował?” – pytał Robert Mazurek. „Jeszcze będę rozmawiał, bo jestem w trakcie rozmów...” – wił się Schetyna. Pod koniec prowadzący audycję bez litości dobił przewodniczącego PO. „Jak patrzę na to, to myślę sobie, że Kazik Staszewski dla was napisze piosenkę: «14 procent, tylko nie płacz proszę»”.

Cały tekst przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej