Żyjemy w dobie ostrej krytyki kapitalizmu. Można nawet usłyszeć, że Karol Marks jest wiecznie żywy. A co z ideami Adama Smitha? Umierają na naszych oczach?

Nie. Są bardziej aktualne niż idee Marksa. Jednak tych myślicieli łączy jedna wspólna cecha...

O, a jaka?

Myśl obu została wypaczona. Tak jak Marks nie podpisałby się pod tym, co w jego imieniu pisali oraz robili marksiści, tak Smith dystansowałby się od tych, którzy nieustannie się na niego powołują. Dorobiono Szkotowi gębę piewcy chciwości i egoizmu.

Niesłusznie?

Oczywiście. Myśl Smitha ma więcej odcieni, jest bardziej zniuansowana.

Chwileczkę. A idea niewidzialnej ręki rynku, która steruje jego egoistycznymi udziałowcami w sposób dla wszystkich korzystny, nie jest pochwałą chciwości?

To dla mnie jedna z największych zagadek, że tę niewidzialną rękę rynku przypisuje się właśnie Smithowi. To skojarzenie pojawiło się dopiero w XX w. Faktycznie, Smith użył tego sformułowania w „Bogactwie narodów”, ale zaledwie raz. W sumie w całej jego twórczości padło ono trzykrotnie – po razie w obu książkach i w opublikowanym już pośmiertnie eseju. Smith nie był też do tego pojęcia szczególnie przywiązany, jak to się teraz zdaje ekonomistom. Jeszcze dziwniejszą zagadką jest kojarzenie ze Smithem figury człowieka ekonomicznego. On przecież wprost ją odrzucał.

>>> CAŁY WYWIAD Z WEEKENDOWYM WYDANIU DGP