Dobra koniunktura została nadmuchana przez ogromny wzrost populacji będący wynikiem rekordowej imigracji i wysokiego wskaźnika urodzeń. Skutkiem gwałtownego wzrostu liczby mieszkańców Szwecji jest rosnąca różnica pomiędzy dynamiką PKB a wzrostem PKB mierzonego w przeliczeniu na mieszkańca. Tak dużego dystansu między tymi wskaźnikami nie było co najmniej od 1950 roku.

Ekonomiści twierdzą, że aby nie wpaść w okres historycznie słabej koniunktury, Szwecja musi dokonać głębokich zmian strukturalnych w takich dziedzinach jak edukacja, rynek wynajmu mieszkań czy podatki i poprawić wydajność gospodarki. Musi również zrobić wszystko, by setki tysięcy imigrantów z krajów takich jak Syria i Irak, którzy przybyli tu w ciągu ostatnich kilku lat, trafiło na rynek pracy.

W 2016 r. gospodarka Szwecji urosła o 3,2 proc. (w tym czasie PKB Polski wzrósł o 2,9 proc.). Jednocześnie szwedzki PKB per capita zwiększył się tylko o 2 proc. W przyszłości relacja ta może jeszcze ulec pogorszeniu. Według danych Szwedzkiego Narodowego Instytutu Badań Ekonomicznych, w najbliższej dekadzie kończącej się w 2026 roku, realny wzrost PKB per capita wyniesie średnio 1 proc. To spadek z 1,8 proc. w dekadzie, która zakończyła się w 2016 r. i z 3,4 proc. w okresie poprzednich dziesięciu lat.

Jednak według National Institute of Economic Research (NIER) ratunkiem dla szwedzkiej gospodarki mogą okazać się emeryci. Według Ylvy Heden Westerdahl, dyrektora ds. prognoz NIER, duża fala osób odchodzących na emeryturę i posiadająca spore oszczędności będzie w stanie utrzymać wysoka konsumpcję.

>>> Czytaj też: Tak rosną gospodarki państw UE. Oto najnowsze dane o PKB