To jedna z kluczowych zmian przewidzianych w projekcie nowelizacji prawa upadłościowego, który poznaliśmy. W Ministerstwie Sprawiedliwości trwają właśnie ostatnie szlify, lada moment zostanie on oficjalnie zaprezentowany.

Dla dobra rodziny

– Nie możemy traktować najmniejszych przedsiębiorców tak, jak traktuje się największe spółki – wyjaśnia wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł. Jego zdaniem grzechem obecnych przepisów jest to, że zupełnie nie jest brana pod uwagę skala prowadzonej działalności. W wypadku samozatrudnienia najczęściej ewentualna upadłość – obecnie ścieżka dla firm – uderza nie tylko w przedsiębiorcę, lecz przede wszystkim w jego rodzinę. W efekcie wskutek czyichś błędów lub pecha dzieci mogą stracić dach nad głową.

W uzasadnieniu projektu czytamy, że „zakłada on praktyczne ujednolicenie sytuacji prawnej osoby fizycznej prowadzącej działalność gospodarczą z osobą nieprowadzącą takiej działalności na gruncie prawa upadłościowego”.

Będzie dach nad głową

Najważniejszy to nowo dodany art. 342a ust. 1. Ma przewidywać, że jeśli tylko upadły jest osobą fizyczną i w skład masy upadłości wchodzi lokal mieszkalny albo dom jednorodzinny, w którym zamieszkuje dłużnik, a konieczne jest zaspokojenie jego i jego rodziny potrzeb mieszkaniowych, z sumy uzyskanej ze sprzedaży nieruchomości wydzielona zostanie kwota odpowiadająca przeciętnemu czynszowi najmu lokalu mieszkalnego w tej samej lub sąsiedniej miejscowości za okres od 12 do 24 miesięcy. Mówiąc prościej: jeśli dojdzie do sprzedaży domu, to ogłaszającemu upadłość zostaną pozostawione pieniądze na wynajęcie innego lokum. Obecnie z takiej możliwości skorzystać mogą tylko konsumenci. Po zmianach – także osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą.

Regułą będzie ustalenie planu spłat dla upadającego drobnego przedsiębiorcy. Ale będzie możliwość odstąpienia od tego, „jeśli osobista sytuacja upadłego w oczywisty sposób wskazuje, że jest on trwale niezdolny do dokonywania jakichkolwiek spłat w ramach planu spłaty wierzycieli” (zmiany w art. 369).

Ministerstwo Sprawiedliwości podkreśla, że przesłanka ta będzie miała charakter absolutnie wyjątkowy. I za „trwale niezdolnego” będzie można uznać np. osobę niepełnosprawną całkowicie niezdolną do pracy. Ale już nie kogoś, kto po prostu ma trudności ze znalezieniem pracy lub ma przejściowe kłopoty zdrowotne. Przy czym plan spłat nie oznacza rozłożenia na raty całkowitej kwoty zadłużenia, ale ustalenie przez sąd miesięcznej kwoty dostosowanej do możliwości dłużnika.

>>> Czytaj też: Zastępca szefa KAS: Niejeden podatnik zdziwiłby się, gdyby wiedział, jaką wiedzą dysponujemy [WYWIAD]

Amerykański model

Przy ogłaszaniu upadłości bez znaczenia będzie, czy ktoś doprowadził do niej umyślnie lub wskutek rażącego niedbalstwa, czy była to sytuacja niezależna od upadłego (np. zatory płatnicze). Powód zadłużenia będzie za to istotny dla określenia planu spłat. W przypadkach niezawinionych okres płacenia wyniesie do 36 miesięcy. Gdy upadły zachowywał się niewłaściwie, sąd określi plan spłat na czas od 36 do 84 miesięcy.

– Każde rozwiązanie, które pozwala ludziom stanąć na nogi po tym, gdy się potkną, zasługuje na aprobatę – twierdzi Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. Jego zdaniem Polska powinna brać przykład z USA, gdzie często zdarza się, że komuś nie udał się pierwszy czy drugi biznes, a ten trzeci był sukcesem. Zyskiwała amerykańska gospodarka, a ludzie znajdowali zatrudnienie.

– Należałoby jednak zróżnicować sytuację osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą w zależności od skali przedsięwzięcia. Łagodniejsze przepisy powinny być stosowane do kogoś, kto zarabia na utrzymanie siebie i rodziny. A inne do tych, którzy zatrudniają setki osób – zauważa Kaźmierczak. Wciąż bowiem wiele dużych firm to nie spółki, a jednoosobowa działalność gospodarcza. ⒸⓅ

OPINIA

Dr Patryk Filipiak: Jednoosobowy przedsiębiorca nie różni się od osoby nieprowadzącej działalności gospodarczej

Problem styku upadłości konsumenckiej z upadłością przedsiębiorcy ujawnia się szczególnie przy osobie fizycznej pracującej na zasadzie samozatrudnienia.

Formalnie jest to przedsiębiorca jednoosobowy, jednak faktycznie jego status społeczny i gospodarczy nie różni się znacznie od statusu osoby nieprowadzącej działalności gospodarczej. Nie zarządza ona przecież istotnymi aktywami trwałymi, nie podlegają jej z reguły pracownicy, jej działalność jest zakrojona na minimalną skalę. Z reguły wystawia jedną fakturę w miesiącu wobec zleceniodawcy. Niewypłacalność takiego samozatrudnionego wynika zazwyczaj z utraty zdolności do spłaty jej prywatnych długów, np. kredytu hipotecznego.

Cechy charakterystyczne dla prowadzenia działalności intensyfikują się wraz ze wzrostem jej rozmiaru, ale w małych „firmach” (np. u drobnych wykonawców budowlanych, freelancerów w branży IT, etc.) profil osoby poszukującej ochrony w sądzie upadłościowym jest bardzo podobny. Już z tych względów natury systemowej skłaniam się do zrównania statusów osób fizycznych.

Mechanizmy powinny być podobne nawet przy dużych firmach prowadzonych przez osoby fizyczne. Przecież w istocie chodzi obok likwidacji majątku i zaspokojenia wierzycieli – o oddłużenie. Co do osoby fizycznej prowadzącej działalność należałoby jednak uwzględnić ten fakt na etapie ustalania planu spłaty, np. przewidując dłuższy termin i minimalną kwotę zaspokojenia w planie podziału i planie spłaty, chyba że szczególne okoliczności na to nie pozwolą.

@PatrykSlowik

>>> Czytaj też: Państwo dopłaci prawie 500 zł premii za oszczędzanie w PPK