Decyzja w Radzie Europejskiej pokaże, czy wizję prezydenta Francji podziela reszta Europy. W piątek w Brukseli szefowie państw i rządów, bez udziału Londynu, mają dyskutować na temat zmian instytucjonalnych w UE. Część z nich jest konieczna z powodu przygotowywanego rozwodu Wielkiej Brytanii ze Wspólnotą.

Liderzy muszą zdecydować o składzie Parlamentu Europejskiego po wyborach w 2019 r. i o tym, co zrobić z 73 mandatami brytyjskich eurodeputowanych. Prezydent Francji chce, by posłużyły one do wprowadzenia listy ogólnoeuropejskiej. W jego ocenie takie rozwiązanie może odwrócić niepokojący spadek frekwencji w wyborach europejskich i zwiększyć zainteresowanie obywateli europejską polityką.

Okręg wyborczy Unia

Zgodnie z propozycją w wyborach do Parlamentu wyborcy otrzymaliby dwie listy: krajową i ogólnoeuropejską. Okręg wyborczy w tym drugim przypadku obejmowałby całe terytorium Unii Europejskiej.

Macron raczej nie może liczyć na poparcie państw Grupy Wyszehradzkiej, która opowiada się za zabezpieczeniem interesu narodowego w systemie głosowania. Polska, Czechy, Słowacja i Węgry chcą też zmniejszenia liczby mandatów w Parlamencie Europejskim.

Listy ogólnoeuropejskiej w głosowaniu na początku lutego nie poparł sam Parlament Europejski. Przesądziło stanowisko największej partii – Europejskiej Partii Ludowej, zdaniem której mogłoby to wzmocnić radykalną prawicę.

Europarlament zaproponował za to zmniejszenie liczby eurodeputowanych z 751 do 705. 27 mandatów ma zostać rozdysponowanych pomiędzy kraje członkowskie, które obecnie są niedoreprezentowane. Polska wskutek takiego podziału zyskałaby jednego deputowanego w PE. Kolejne 46 mandatów ma być w rezerwie na wypadek dołączenia nowych krajów do UE.

Głosowanie w Parlamencie Europejskim zostało odczytane jako zimny prysznic dla prezydenta Francji i jego ambicji reformowania Wspólnoty. Francuski przywódca może jednak liczyć na wsparcie szefa Komisji Europejskiej Jeana-Claude’a  Junckera, który uważa, że lista ponadnarodowa wzmocniłaby europejski wymiar wyborów do PE.

Kwoty dla mniejszych

Ogólnoeuropejską listą zaniepokojone są z kolei mniejsze kraje. „Są obawy, że wyborcy pomimo wspólnej listy nadal będą głosować na kandydatów ze swojego kraju, co da przewagę większym państwom. Większość populacji UE jest skoncentrowana w kilku krajach, kandydaci z małych państw mieliby więc niewielkie szanse” – mówi DGP dyrektor organizacji Vote Watch Europe Doru Frantescu. Według niego problem można jednak łatwo rozwiązać, wprowadzając np. kwoty dla mniejszych państw.

Frantescu wskazuje, że wprowadzenie listy ogólnoeuropejskiej pozwoliłoby na dotarcie europejskich partii do większej liczby obywateli i zwiększenie legitymacji Parlamentu Europejskiego. Według niego nie zostało dużo czasu do kolejnych eurowyborów w 2019 r. i dlatego bardzo możliwe, że dyskusja nad rozwiązaniem będzie odłożona w czasie.

Wszelkie zmiany instytucjonalne będą musiały być zatwierdzone przez Radę Europejską jednomyślnie. Unijni liderzy mają też zdecydować m.in. o tym, czy szef Komisji Europejskiej zostanie wyłoniony zgodnie z tzw. procedurą głównych kandydatów, co oznacza, że zostanie nim kandydat partii europejskiej, która wygra wybory do Parlamentu Europejskiego. Tu oponentami jest większość unijnych przywódców, którzy mają przeciwko sobie Parlament Europejski i przewodniczącego KE.

>>> Czytaj też: Kwieciński: Praworządność i inwestycje to dwa różne światy [WYWIAD]