- Rozmowy trwają, ale nie ma żadnych ustaleń – mówi nam Tomasz Głogowski, rzecznik PGG. Nie ma ustaleń, bo nie ma też konkretów. Związkowcy bowiem nie określili o jakich podwyżkach mowa. Chcą najpierw dostępu do danych z funduszu płac, by zacząć mówić o konkretach.

- Średnia płaca w PGG jest najniższa i to nie ulega wątpliwości, nie dziwi więc, że górnicy jak mogą uciekają np. do Jastrzębskiej Spółki Węglowej – mówi Wacław Czerkawski, wiceszef Związku Zawodowego górników w Polsce.

W przypadku PGG średnia miesięczna płaca brutto (uwzględniająca wszystkie dodatki i mierzona dla całej 43-tysięcznej załogi tego największego w UE producenta węgla kamiennego) wynosi ponad 6000 zł. W JSW to kilkaset złotych więcej, ale np. w lubelskiej Bogdance to ok. 7500 zł. A tam też górnicy zażądali podwyżek. Początkowo 10-procentowych, teraz już tylko jednocyfrowych. W poniedziałek 26 lutego w spółce trwały negocjacje płacowe, a obie strony twierdziły, że „zbliżają się do porozumienia”.

Gdyby w grę wchodziła podwyżka na poziomie na przykład 5 proc., to Bogdanka musiałaby na to wygospodarować ok. 19 mln zł. W przypadku PGG jednak wzrost płac o 5 proc. to koszt rzędu 160 mln zł w skali roku. Na czym jednak stanie w PGG nie wiadomo. Z naszych informacji wynika, że w przyszły poniedziałek 5 marca ma dojść w Katowicach do rozmów płacowych z udziałem wiceministra energii Grzegorza Tobiszowskiego.

Najpierw o godz. 10 ma on wziąć udział w posiedzeniu górniczego zespołu trójstronnego, potem w rozmowach w PGG. - Podczas obrad niewątpliwie poruszymy temat wynagrodzeń w PGG – potwierdza Czerkawski, który współprzewodniczy obradom zespołu. PGG na razie terminu rozmów nie potwierdza, ale nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że 5 marca to realny termin i wtedy również należy się spodziewać konkretnych kwot, jakich mogą zażądać związkowcy. Gdy jednak pytamy o sprawę podwyżek w PGG w resorcie energii, odsyła nas do spółki. Mimo iż to właśnie ministerstwo kierowane przez Krzysztofa Tchórzewskiego przekonuje, że sytuacja w PGG jest już w miarę stabilna, choć w ubiegłym roku spółka nie wywiązała się z założonego planu wydobywczego, a efektywność na jednego zatrudnionego była znacznie niższa niż w innych kopalniach węgla kamiennego.

W listopadzie minister Tchórzewski przekonywał, że PGG za 2017 r. osiągnie 200 mln zł zysku netto. Efektem tego było wypłacenie załodze 30 proc. zawieszonej „czternastki” (dla PGG to koszt ok. 86 mln zł).

A co z JSW? - U nas nie ma mowy o podwyżkach płac, ponieważ od 1 marca tego roku przywracamy zawieszone przed kryzysem świadczenia – mówi Katarzyna Jabłońska-Bajer, rzeczniczka Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Chodzi m.in. o zawieszone na mocy trzyletniego porozumienia z 2015 r. „czternastki” i deputat węglowy. Przywrócenie tych świadczeń to jednak nie podwyżka, a powrót do płac sprzed kryzysu. Ruch ten ma kosztować w tym roku JSW ok. 350 mln zł.

Jeszcze ciekawiej jednak jest w kopalniach miedzi należących do KGHM. Mimo iż zarząd spółki zgodził się na podwyżki o 6,1 proc. (taka wielkość wynika to z układu zbiorowego pracy), to związkowcy nie są zadowoleni. Oczekiwali bowiem wzrostu o 7,6 proc. i nie składają broni. W Polskiej Miedzi jednak wynagrodzenia są znacząco wyższe niż w górnictwie węgla kamiennego – średnie brutto oscylują bowiem wokół 9,7 tys. zł. - Sprawa negocjacji płacowych została zamknięta – mówi Justyna Mosoń, rzeczniczka KGHM.

O ile jednak w KGHM czy Bogdance podwyżki wynikają z wynegocjowanego między związkowcami a zarządem tzw. układu zbiorowego pracy (dokument taki określa on m.in., sposób wynagradzania i przyjęte do tego wskaźniki), tak w PGG i JSW na razie wciąż trudno takich dokumentów szukać. W obu spółkach układ zbiorowy miał być gotowy w ubiegłym roku, jednak na razie próżno go szukać. Jastrzębska Spółka Węglowa tłumaczy, że trzeba jeszcze doprecyzować parę punktów porozumienia. Z kolei w PGG sytuacja wydaje się patowa. 26 lutego związkowcy wysłali pismo do prezesa Tomasza Rogali w tej sprawie. Żądają wznowienia w trybie natychmiastowym negocjacji dotyczących ustalenia zapisów układu zbiorowego pracy. „Sugestie rządzących i zarządzających PFF jakoby trwały intensywne prace nad tym układem wprowadzają w błąd opinię publiczną i pracowników PGG. Strona społeczna wielokrotnie deklarowała, że jest gotowa do negocjacji, jednak obecnie nie są prowadzone jakiekolwiek rozmowy” - czytamy w dokumencie, w którym przedstawiciele strony społecznej domagają się także pisemnego stanowiska zarządu PGG, które określi termin zakończenia negocjacji układu pracy.

>>> Polecamy: Politycy zachowują się tak, jakby myśleli, że Polacy mają płuca ze stali [WYWIAD]