Zdaniem ekspertów ponowne ożywienie na tym rynku jest zasługą wprowadzanego od marca zakazu handlu w niedziele.

– A właśnie sprzedaż online nie została nim objęta – mówi Sławomir Paruch, wspólnik w kancelarii Raczkowski Paruch, który od kilku miesięcy sygnalizował, że handel internetowy wyraźnie zyska na nowych przepisach.

Przedsiębiorcy będą zapewne chwytali się wszelkich sposobów, dzięki którym uratują chociaż część obrotów swoich sklepów w związku z niedzielnym zakazem handlu. Uruchomianie sprzedaży przez internet w żadnym wypadku nie stanowi obchodzenia nowego prawa, a wręcz podąża za potrzebami konsumentów.

– Liczba kupujących online rośnie z roku na rok. Roczna wartość sprzedaży przez internet na polskim rynku szacowana jest na blisko 40 mld zł. Jeszcze w tym roku może przekroczyć, według różnych źródeł, 50 lub nawet 60 mld zł – mówi Tomasz Starzyk, ekspert z Bisnode Polska.

Handlowe oazy, czyli kupujesz i tankujesz

Dlatego też Jula, sieć marketów budowlanych, w połowie ubiegłego roku zadebiutowała w sieci, choć w poprzednich latach zapowiadała, że nie zamierza rozwijać tego kanału dystrybucji.

Według Joanny Pieńkowskiej-Olczak, country manager PayU w Polsce, nowa ustawa otwiera branży e-commerce nowe możliwości rozwoju. E-sklepy zyskają bowiem idealną okazję, by przyciągnąć dotychczasowych klientów galerii handlowych, którzy na zakupy wybierają się najczęściej w weekendy.

Na Węgrzech, po wprowadzeniu w 2015 r. zakazu handlu, sprzedaż przez internet samej żywności rosła z kwartału na kwartał nawet o 30 proc. Docelowo osiągnęła wartość 40 mld forintów, czyli ok. 540 mln zł. Dziś w Polsce rynek internetowej sprzedaży towarów spożywczych szacowany jest na zaledwie 300 mln zł. Zamknięcie sklepów w niedziele może zmienić zakupowe przyzwyczajenia Polaków. – Być może będziemy chętniej kupować artykuły codziennego użytku online – komentuje Marcin Jędrzejak, ekspert ds. prawa w Trusted Shops, firmie gwarantującej bezpieczne zakupy w sklepach internetowych.

Eksperci zwracają uwagę, że przebicie się z biznesem w internecie nie będzie łatwe. Rosnąca konkurencja, ekspansja dużych podmiotów sprawiają, że już teraz wiele nowo rejestrowanych sklepów nie wytrzymuje próby czasu. W efekcie liczba sklepów internetowych w 2017 r. zwiększyła się zaledwie o 1458. W sumie na koniec ubiegłego roku było ich 29 135.

– Z 7,6 tys. sklepów internetowych zarejestrowanych w 2010 r. dziś działa 2,3 tys., co stanowi nieco ponad 30 proc. Można zaryzykować stwierdzenie, że po upływie zaledwie 10 lat zniknie z rynku 80 proc. sklepów internetowych – uważa Tomasz Starzyk.

Nowi przedsiębiorcy marzący o karierze w internecie zapominają, że nie wystarczy już zaoferować dużej liczby towaru po korzystnej cenie. Obecnie klient kupujący online ma już zupełnie inne potrzeby. Oczekuje bezpieczeństwa zawieranych transakcji, coraz dogodniejszych warunków zwrotu nie tylko samego towaru, ale także pieniędzy, a poza tym bezpłatnej dostawy towaru i możliwości bezpłatnego zwrotu. W rezultacie, jak wynika z danych wywiadowni gospodarczej Bisnode Polska, 56 proc. e-sklepów jest w słabej lub złej kondycji finansowej. Jednym z wielu powodów tego są zaległości w regulowaniu bieżących zobowiązań. Długi wobec kontrahentów i banków mają 2722 firmy zajmujące się sprzedażą wysyłkową oraz internetową. Łączna kwota tych zaległości wynosi ponad 106 mln zł – wynika z danych BIG InfoMonitor oraz BIK.

Ankietowani właściciele e-sklepów wiedzą, że e-commerce wymaga ciągłego rozwoju. W 2017 r. 82 proc. z nich wprowadziło zmiany w swoim biznesie. Najczęściej były to zmiany w szacie graficznej strony internetowej czy polegające na wprowadzeniu szybkich płatności – wynika z „Raportu z polskich sklepów internetowych”.

>>> Czytaj też: Bershidsky: Dlaczego wyrok przeciwko Google w Europie nie przynosi korzyści konsumentom [OPINIA]