Nasi rozmówcy twierdzą, że wraz ze spadkiem sprzedaży polskich towarów za granicą - wywołanym niższym popytem u partnerów handlowych pogrążonych w recesji - zmniejszy się też dynamika importu. A to dlatego, że około 50 proc. importu kierowanego do Polski to tzw. import zaopatrzeniowy.

- To będzie naturalny stabilizator bilansu obrotów towarowych. Choć w najbliższych miesiącach można się spodziewać wzrostu deficytu obrotów bieżących, bo dzięki krajowej konsumpcji - trochę siłą inercji - będzie utrzymywało się wyższe tempo importu niż eksportu - mówi Marcin Mróz, ekonomista Fortis Banku.

Jego zdaniem z biegiem czasu coraz ważniejszy będzie czynnik kursu walutowego, który przekładać się będzie wprost na ceny.

- To kryterium będzie ważne, w przypadku osłabienia złotego następuje wyraźny wzrost cen importowanych dóbr, co z kolei może mieć znaczenie dla popytu - mówi Marcin Mróz.

- Popyt wewnętrzny, który jest jednym z ważniejszych motorów dla importu, będzie prawdopodobnie słabł. Coraz niższa dynamika płac i napięcia na rynku pracy spowodują, że konsumpcja prywatna będzie mniejsza, co będzie miało przełożenie na import - mówi Łukasz Wojtkowiak z banku Millennium.

Według niego wpływ na import będą też miały nie najlepsze nastroje wśród producentów. Ci, obawiając się coraz mniejszego zainteresowania swoją ofertą, będą się starali ograniczać produkcję, a bieżące zapotrzebowanie rynku zaspokajać z zapasów.

- Przy spadku zapasów w przedsiębiorstwach i ograniczeniu produkcji zmniejszy się popyt na importowane surowce czy półprodukty - mówi Łukasz Wojtkowiak.

W efekcie, według naszych rozmówców, import może spadać nawet szybciej niż eksport. Ta tendencja będzie widoczna już w tym roku.

- Na koniec roku eksport może spowolnić o około 4 proc., zaś import o około 5 proc. Można zakładać, że tzw. kontrybucja eksportu netto do PKB będzie dodatnia i wyniesie 1 pkt proc. Ten trend będzie dużo wyraźniejszy w 2010 roku - mówi Łukasz Wojtkowiak.

- O ile w krótkim okresie można spodziewać się wzrostu deficytu obrotów bieżących do 6 proc. PKB, o tyle pod koniec roku spadnie on do 5-5,5 proc. PKB i na tym poziomie się ustabilizuje - mówi Marcin Mróz.