Ministerstwo Spraw Zagranicznych radzi, by z powodu zamieszek w głównych miastach Grecji na razie wstrzymać się z wyjazdem w tamtym kierunku. Jeśli sytuacja się nie poprawi, za kilka miesięcy biura turystyczne zaczną liczyć straty. W 2008 roku wakacje w Grecji spędziło 200 tys. Polaków. Według touroperatorów w tym roku będzie podobnie. Biura podróży oficjalnie informują, że na razie nie widać spadku zainteresowania tym kierunkiem.

- Wyjazdy do Grecji wciąż dobrze się sprzedają. Obecna sytuacja polityczna w tym kraju nie ma żadnego wpływu na turystykę w rejonach wypoczynkowych, gdzie jest bezpiecznie - uważa Magdalena Plutecka-Dydoń z Neckermanna.

Nieoficjalnie agenci przyznają, że problem jest.

- Ludzie dzwonią, pytają, mówią, że wolą zaczekać na to, co się będzie działo - mówi agent jednego z największych biur.

Potwierdzają to klienci.

- Zdecydowaliśmy się wstrzymać z wykupem wycieczki po tym, jak pojawiły się ostrzeżenia, by nie wyjeżdżać do Grecji. Myślimy o zmianie kierunku - przyznaje nasz rozmówca.

Podejmowaniu decyzji o wykupie wyjazdu nie pomaga też skaczący kurs euro. Osłabienie złotego powoduje, że drożeją wycieczki zagraniczne. Istnieje więc ryzyko dopłaty do letniego wyjazdu. Zwłaszcza że promocje biur podróży, polegające na zagwarantowaniu kupującym stałej ceny imprezy, już się skończyły.

- Osłabiający się złoty to znacznie poważniejszy problem niż zamieszki w Grecji. Może się bowiem okazać, że klienci dokonujący wcześniejszych rezerwacji będą musieli dopłacić nawet kilkaset złotych - przyznaje Piotr Henicz z biura Itaka.

Touroperatorzy podkreślają, że podwyżki cen byłyby jeszcze bardziej dotkliwe, gdyby nie to, że w efekcie kryzysu na Zachodzie hotele w Grecji notują spadek liczby turystów z Niemiec i Skandynawii.

- Dzięki temu my mamy możliwość renegocjowania cen noclegów nawet o kilka procent. Niestety, polscy turyści tego nie odczują, bo drożejące euro robi swoje - dodaje Piotr Henicz.