A to może mieć katastrofalny skutek dla całego wymiaru sprawiedliwości. W sądach bowiem dramatycznie brakuje rąk do pracy, co jest efektem dwuletniego blokowania przez ministra sprawiedliwości etatów orzeczniczych. Na obsadzenie czeka ponad 400 wakatów, przed KRS więc ogrom pracy. Obiektywne czynniki mogą jednak sprawić, że nowa rada nie będzie działać tak szybko i efektywnie, jak by sobie tego życzyli rządzący.

Dysfunkcjonalny przepis

Sędziowskie etaty minister odblokował niedawno. Na razie uczynił to względem dziewięciu wakatów w sądach okręgowych oraz 53 w rejonowych. Zrobił to trzema obwieszczeniami, które ukazały się w drugim tygodniu marca, czyli kiedy było już wiadomo, że Sejm wybierze spośród sędziów 15 nowych członków KRS. Zbieżność tych dat nie jest przypadkowa, gdyż powszechnie było wiadomo, że minister wstrzymuje procedurę do momentu ukonstytuowania się nowej rady. Może się jednak okazać, że ta będzie miała poważne trudności z przeprowadzeniem procedury nominacyjnej.

Wszystko przez ostatnią nowelę ustawy o KRS (Dz.U. z 2018 r. poz. 3). W dość znaczący sposób zmodyfikowała ona sposób procedowania rady w sprawach indywidualnych. Te dotyczą m.in. wyrażania sprzeciwu wobec asesorów, wyłaniania kandydatów na sędziów czy też wystawiania opinii o odwołaniu przez ministra sprawiedliwości prezesa lub wiceprezesa sądu (negatywna opinia KRS jest dla ministra wiążąca). Po ostatniej zmianie wprowadzono obowiązek informowania szefa resortu sprawiedliwości zarówno o powołaniu zespołu, który będzie się zajmował tego typu kwestiami, jak i o tym, jakie sprawy zostały mu przekazane. Minister natomiast będzie miał 21 dni na przesłanie radzie swojej opinii, o ile uzna to za stosowne.

– To oznacza, że w sytuacji gdy minister nie będzie korzystał z przysługującego mu uprawnienia i nie powiadomi o tym przewodniczącego rady, zespół będzie musiał zawiesić swoją pracę na najbliższe trzy tygodnie – komentuje Sławomir Pałka, sędzia, były członek KRS.

To jednak nie koniec problemów. Sytuacja będzie się bowiem komplikować, gdy dojdzie do zmian osobowych w zespole już po przekazaniu ministrowi zawiadomienia o jego ukonstytuowaniu się.

– Przepis o obowiązku informowania ministra można odczytywać tak, że należy go powiadamiać o każdym tego typu przypadku, a wówczas okres oczekiwania przez zespół na ewentualną opinię ministra będzie biegł od nowa – zauważa sędzia Pałka.

Dodaje, że przepis o konieczności powiadamiania ministra o każdej zmianie składu osobowego zespołu może również stanowić doskonałe narzędzie do obstrukcji całej procedury.

– Wystarczy, że jeden członek zespołu permanentnie nie będzie się stawiał na wyznaczane posiedzenia, i już rada nie będzie w stanie np. zablokować decyzji ministra o odwołaniu prezesa sądu – tłumaczy były członek KRS.

Jednak nawet gdyby nie zakładać złej woli, zdarzają się przecież różnego rodzaju wypadki losowe, które mogą uniemożliwić wzięcie udziału w pracach zespołu.

Opóźnienia lub błędy

Powyższych obaw nie podziela poseł PiS Bartłomiej Wróblewski.

– Wszystko będzie zależało od praktyki, jaka się ukształtuje. Należy zakładać, że wszyscy, łączenie z ministrem sprawiedliwości, będą działać racjonalnie i będą robić wszystko, aby proces wyboru sędziów przebiegał nie tylko uczciwie, ale i sprawnie – przekonuje.

Procedura to jedno. Na wydłużenie procesu nominacji wpływ może mieć jednak także to, iż Sejm za jednym zamachem dokonał wymiany 60 proc. całego składu rady.

– Do tej pory wymiana składu KRS następowała na zakładkę. Przychodzący sędziowie mieli więc od kogo się uczyć, a i tak wdrożenie się w skomplikowany proces, jakim są sędziowskie nominacje, zabierało im kilka miesięcy. Teraz doszło do wymiany całego składu, więc nowo wybrani członkowie nie mają wsparcia ze strony doświadczonych kolegów – tłumaczy sędzia Pałka. Dlatego też jego zadaniem dochodzić będzie do sporych opóźnień w obsadzaniu wakatów w sądach albo popełniane będą w tym procesie błędy.

Innego zdania jest poseł Wróblewski. – Także ze swojego dwuletniego parlamentarnego doświadczenia wiem, że tego typu czarne scenariusze zazwyczaj się nie sprawdzają. Proszę zobaczyć chociażby program „Rodzina 500+”. Mimo że wieszczono mu porażkę, okazał się dużym sukcesem – przekonuje.

Poseł uważa, że w przypadku KRS wiele będzie zależało przede wszystkim od pracowitości, sumienności i determinacji jej nowych członków. – Chodzi o to, aby nowi członkowie sprawowali realny nadzór nad procedurą nominacyjną i tym samym dbali o jakość kadry orzeczniczej – podkreśla poseł.

Dlatego też jego zdaniem można by było jeszcze raz zastanowić się nad tym, w jaki sposób ukształtowany jest skład rady.

– Obecne zmiany musiały uwzględniać obowiązujące ramy konstytucyjne, a te określają, że KRS liczy 25 członków. Osobiście uważam, że przy zmianie konstytucji należałoby rozważyć, czy KRS nie powinna być mniej liczna, a dla jej członków nie powinno to być jeśli nawet nie jedyne, to główne zawodowe zajęcie. Obecnie są parlamentarzystami, sędziami, pełnią odpowiedzialne funkcje w sądach czy rządzie, co praktycznie uniemożliwia oddanie się pracy w KRS – mowi. ⒸⓅ