Od pewnego czasu pojawia się coraz więcej informacji na temat przedsiębiorców, którym ze względu na zawarcie z bankami transakcji tzw. opcji walutowych, wobec gwałtownego spadku wartości złotówki, grozi bankructwo, a przynajmniej groźba poniesienia dotkliwych strat. Zjawisko to stało się na tyle niepokojące, że skłoniło Ministerstwo Gospodarki do podjęcia konkretnych działań, mających pomóc przedsiębiorcom, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji (uruchomiono m.in. specjalną infolinię). Ministerstwo wydaje się przychylać do stanowiska, że w większości przypadków niefortunnych transakcji walutowych przedsiębiorcy stali się ofiarami banków.

Należy zwrócić uwagę na kruchość niektórych z proponowanych środków ratunku.

W pierwszej kolejności dotyczy to rozwiązania najczęściej podsuwanego przedsiębiorcom: wystąpienia do sądu z wnioskiem o oznaczenie nowego sposobu wykonania zobowiązania, wysokości świadczenia lub orzeczenia o rozwiązaniu umowy ze względu na wystąpienie tzw. nadzwyczajnej zmiany stosunków (art. 3571 k.c.).

Uznanie osłabienia wartości złotówki w stosunku do wartości innych walut za nadzwyczajną zmianę stosunków jest jednak wielce wątpliwe. Zgodnie z wyrokiem Sądu Najwyższego z 25 lutego 2004 r. w sprawie II CK 493/02: Powoływanie się na klauzulę rebus sic stantibus jest wyłączone, jeżeli mamy do czynienia jednocześnie z zobowiązaniem pieniężnym sensu stricto oraz zmianą stosunków dotyczącą siły nabywczej pieniądza. W orzecznictwie spotykany jest ponadto pogląd, zgodnie z którym wyłączona jest możliwość zaliczenia do zjawisk, które mogą być uznane za nadzwyczajną zmianę stosunków - hiperinflacji (Sąd Apelacyjny w Gdańsku z 13 października 1992 r. I ACr 407/92).

Istotnego osłabienia wartości złotówki nie można zatem rozpatrywać w kontekście nastąpienia nadzwyczajnej zmiany stosunków, a raczej zaistnienia istotnej zmiany siły nabywczej pieniądza, którą to okoliczność przewiduje art. 3581 k.c. Jednakże należy zauważyć, że w tym trybie z żądaniem zmiany wysokości lub sposobu spełnienia świadczenia pieniężnego nie może wystąpić przedsiębiorca, gdy spełnienie świadczenia pozostaje w związku z prowadzeniem jego przedsiębiorstwa. Wydaje się zatem, że klienci banków nie mają możliwości skutecznego wystąpienia na drogę sądową z żądaniem opartym na art. 3571 lub art. 3581 k.c.

Spekulacja, a nie zabezpieczenie

Wśród pojawiających się zarzutów nie brak tych - wysuwanych pod adresem banków, które rzekomo nielojalnie namawiały swoich klientów do zawierania transakcji, że opcje walutowe zamiast zabezpieczać interesy przedsiębiorców, w efekcie naraziły ich na wielomilionowe straty. Podnosi się, że banki wręcz wykorzystywały nieświadomość i przymusowe położenie swoich klientów dla uzyskania intratnych dla banków kontraktów. Próbuje się zatem udowodnić, że banki wyzyskały swoich kontrahentów (art. 388 k.c.), a zatem po stronie ich klientów zaistniała podstawa do wystąpienia z żądaniem zmniejszenia swego świadczenia albo unieważnienia umowy.

Transakcje opcji walutowych częstokroć były znane przedsiębiorcom już od wielu lat. Stosowane były dla zabezpieczenia różnic kursowych wynikających z transakcji eksportowych czy importowych. Instrumenty, stosowane dotychczas przez nich z rozwagą i umiarem, stanowiły zabezpieczenie dokonywanych interesów. W sytuacji kiedy złotówka bardzo umocniła się na rynku walutowym, przedsiębiorcy niejednokrotnie zachęceni szybkim zyskiem, jaki osiągnęli na opcjach, zaczęli zawierać transakcje odwrotne, na mocy których zobowiązywali się do sprzedaży takiej liczby waluty obcej, której racjonalnie, analizując ich wyniki finansowe, nie byli w stanie wypracować. Wskutek takich działań instrumenty te stały się narzędziami spekulacji, a nie zabezpieczenia i ochrony.

Dlatego powołanie się przez przedsiębiorców na wyzysk w większości przypadków będzie nieuzasadnione. Nie można zapominać, że umowy opcji zawierane były przez przedsiębiorców, do których należy stosować większy rygoryzm w podejściu do dokonywanych czynności niż w przypadku umów, które zawierane są przez banki ze zwykłymi konsumentami.

Na wyzysk można powołać się jedynie, jeżeli jedna ze stron wykorzystuje przymusowe położenie, niedołęstwo lub niedoświadczenie drugiej strony. Wydaje się, że udowodnienie przez pechowych przedsiębiorców, że ich położenie było przymusowe, będzie niezwykle utrudnione. Wydaje się również, że przedsiębiorcę nie można uznać za niedoświadczonego. Po obu stronach umów opcji mamy do czynienia z profesjonalnymi podmiotami, mającymi możliwość skorzystania z porad wykwalifikowanych doradców finansowych, prawników oraz własnego doświadczenia biznesowego.

Nie przeczytali, co podpisali

Wskazuje się również, że stratni przedsiębiorcy mogą odwoływać się do przepisów kodeksu cywilnego, które pozwalają na uchylenie się od skutków prawnych zawartej umowy poprzez wykazanie, że działali pod wpływem błędu co do treści czynności prawnej (art. 84 k.c.). Niemniej jednak powołanie się na działanie pod wpływem błędu i uchylenie się na tej podstawie od skutków prawnych dokonanej czynności dopuszczalne jest tylko wtedy, gdy błąd został wywołany przez drugą stronę, chociażby bez jej winy, albo gdy wiedziała ona o błędzie lub mogła z łatwością błąd zauważyć.

Przedsiębiorcy podnoszą, że zakupili przedstawione im produkty finansowe, działając w zaufaniu do banków, z którymi współpracowali przez lata. Twierdzą, że produkty te zostały im przedstawione w sposób nierzetelny bez wszechstronnego nakreślenia ryzyka dla nich płynącego z takich umów. Wydaje się, że odwołanie się do takich argumentów będzie wykluczone, w szczególności w przypadku przedsiębiorców, którzy już od dłuższego czasu zabezpieczali swoje transakcje opcjami.

Wielu przedsiębiorców, powołując się na te argumenty może znajdować się na osłabionej pozycji również z tego powodu, że najczęściej wraz z podpisaniem umów ramowych podpisali oświadczenia o tym, że zapoznali się ze szczegółami transakcji, które mają być zawierane na podstawie takich umów, i że je zrozumieli. Oświadczyli również, że mają świadomość realnego ryzyka poniesienia wysokiej straty z powodu zawarcia takich umów.

Należy zwrócić również uwagę na fakt, że nie są uzasadnione zastrzeżenia wysuwane przeciwko bankom na podstawie ustawy z 29 lipca 2005 r. o obrocie instrumentami finansowymi oraz w szczególności rozporządzenia ministra finansów z 28 grudnia 2005 r. w sprawie trybu i warunków postępowania firm inwestycyjnych oraz banków powierniczych (Dz.U. z 2006 r. nr 2, poz. 8). Postanowienia tego rozporządzenia stawiają po stronie firm inwestycyjnych szczególne wymagania w zakresie zadbania o uświadomienie ich klientów o możliwych ryzykach i stratach, jakie mogą przynieść przeprowadzane dla nich transakcje finansowe. Ustawodawca, zwracając uwagę na poziom zawiłości i ryzyka niesionego przez tego rodzaju transakcje, nakazał firmom oferującym produkty finansowe rzetelnie przedstawiać informacje o oferowanych produktach osobom pragnącym z nich skorzystać i badać poziom adekwatności zaoferowanych im usług do możliwości i zgłoszonych potrzeb.

Można mieć wątpliwości, czy wymogi tego rozporządzenia mają zastosowanie do banków (oferowanie przez bank maklerskich instrumentów finansowych nie stanowi działalności maklerskiej).

Lepiej się porozumieć

Reasumując - nie należy przeceniać szans wygrania przez przedsiębiorców sporów z bankami. Zależą one przede wszystkim od tego, jaki kształt został nadany zapisom poszczególnych umów ramowych oraz zawieranych na ich podstawie szczegółowych transakcji. Należy raczej szukać rozwiązań polubownych i spróbować osiągnąć kompromis w drodze negocjacji. Banki z pewnością nie są zainteresowane rygorystycznym wykonywaniem swoich praw prowadzącym do bankructwa ich klientów.

Mając na uwadze skalę zaistniałego zjawiska, najlepszym rozwiązaniem byłoby renegocjowanie przez banki i przedsiębiorców feralnych umów w taki sposób, aby umożliwić przedsiębiorcom, którzy popadli w tarapaty, wykonanie lub redukcję ich zobowiązań, by zaspokoić należne roszczenia banków, a ich klientów zachować w dobrej kondycji finansowej.