"Będą nowe, bardzo, bardzo szczere rozmowy z koncernami motoryzacyjnymi" - powiedział Scheuer w piątek dziennikowi "Bild".

Zapytany, czy koncerny będą zmuszone do modernizacji silników Diesla, zaprzeczył: "Stawiam raczej na zrozumienie i gotowość do współpracy ze strony koncernów. Przymus to nie jest mój rodzaj polityki".

Scheuer nie uważa się za "kolesia szefów z branży samochodowej", ale za "kumpla pracowników produkcji i przedstawiciela interesów właścicieli samochodów z Dieslem" - zadeklarował. "Podatnicy nie są winni tej sytuacji. Kto, zaufawszy przemysłowi i polityce, kupił samochód, nie może teraz płacić za to rachunku" - dodał.

O wsparcie dla przemysłu motoryzacyjnego zaapelował w czwartek w telewizji ZDF minister w urzędzie kanclerskim Helge Braun z CDU.

Minister Scheuer powiedział też, że jest przeciwny wprowadzaniu zakazu wjazdu dla samochodów z silnikiem Diesla do centrum miast i zrobi "wszystko, co w jego mocy, aby zakazowi zapobiec". Jednocześnie jego zdaniem byłoby nieuczciwe w tym momencie taki zakaz wykluczyć.

Federalny Sąd Administracyjny w Lipsku w wydanym 27 lutego wyroku stwierdził, że duże miasta mogą zakazywać wjazdu samochodom z silnikami Diesla. Orzeczenie dotyczy jedynie Stuttgartu oraz Duesseldorfu, których władze dążyły do takiej interpretacji niemieckiego prawa, by móc wprowadzić zakaz w celu walki z zanieczyszczeniem. Rząd Niemiec łagodził obawy wywołane orzeczeniem, wskazując, że większość miast lekko przekraczających limit zanieczyszczenia powietrza tlenkiem azotu zapewne uniknie takich zakazów.

Rzecznik niemieckiego rządu Steffen Seibert zapowiedział wówczas, że nowy rząd rozważy możliwość wprowadzenia niebieskich plakietek do oznaczania pojazdów wytwarzających szczególnie dużo zanieczyszczeń.

W piątek Scheuer wykluczył to rozwiązanie.

"Plakietki nie są właściwym środkiem. Zasadniczo odrzucam ich wprowadzenie, tak samo jak mój poprzednik Alexander Dobrindt. Ponieważ stanowią pierwszy krok do zakazu wjazdu" - powiedział "Bildowi". (PAP)